Kurs euro spadł do 4,10 zł, osiągając najniższy poziom od czerwca 2014 roku. A mimo to złoty jest niemal rekordowo słaby względem funta, franka i dolara. Polityka EBC sprawiła, że euro przestało być dla złotego właściwym punktem odniesienia.


We wtorek rano za euro płacono 4,1078 złotego, czyli nieznacznie więcej niż wczoraj wieczorem, gdy kurs pieniądza emitowanego przez Europejski Bank Centralny spadł nawet do 4,1001 zł. Od początku roku euro potaniało o 28 groszy.

W ten sposób kurs EUR/PLN powrócił dokładnie do środka przedziału, w jakim poruszał się przez większość czasu w ostatnich 6 latach (3,80-4,40 zł). Patrząc z tej perspektywy polska waluta wydaje się być, ani mocna, ani słaba.
Zobacz także
Tyle że euro, w którym Polska rozlicza ok. 70% eksportu i ok. 50% importu, powoli przestaje być dobrym punktem odniesienia przy mierzeniu siły złotego. Za sprawą zmasowanego „dodruku” pieniądza w wykonaniu EBC (nie mniej niż ponad bilion euro w ciągu 1,5 roku) euro od kilku miesięcy traci na wartości wobec większości walut wymienialnych.

Słabość euro przy względnie stabilnym kursie EUR/USD sprawia, że notowania dolara amerykańskiego, franka szwajcarskiego i funta brytyjskiego znajdują się blisko wieloletnich rekordów. Wystarczy spojrzeć na koszyk złotego (50% EUR) i 50% USD, by zobaczyć, że w ciągu ostatniej dekady złoty był słabszy niż obecnie tylko w szczycie rynkowej paniki na przełomie lat 2008/09.

Trochę to dziwne, aby waluta „zielonej wyspy” nie zyskiwała na wartości wobec pogrążonej w kryzysie strefy euro. Rynek najwyraźniej wycenia coś, co z krajowej perspektywy nie jest dobrze widoczne: że Polska przestała być szybko rozwijającą się gospodarką goniącą bogaty Zachód, a stała się konkurującą głównie niskimi płacami dostawcą podzespołów dla niemieckiego przemysłu. Czyli czymś w rodzaju „Meksyku Europy”.
Krzysztof Kolany



























































