Ekspert: Po kryzysie z 2008 r. wzmocniono nadzór finansowy, dziś zagrożeniem kryptowaluty

Kryzys światowy, który wybuchł w 2008 r. po upadku Lehman Brothers, doprowadził do wzmocnienia nadzoru finansowego w UE. Dziś rynki są bardziej bezpieczne. Ludzie maja jednak krótką pamięć, powstają nowe "bańki", a taką mogą być współcześnie np. kryptowaluty - mówi ekspert Bruegel Gregory Claeys.

(fot. Mateusz Szymański / Bankier.pl)

We wrześniu 2008 r. w USA upadł bank Lehman Brothers. Jest to umowny początek kryzysu, bo już wcześniej instytucje finansowe ujawniły problemy ze swoją kondycją. Upadek tego banku inwestycyjnego był jednak wstrząsem. Spowodował panikę na giełdach papierów wartościowych. W ślad za tym na krawędzi bankructwa znalazły się kolejne instytucje finansowe. Część z nich ratowano kroplówką z budżetów krajowych i zapłacili za to podatnicy. Z rynku wyparowały setki mld walut, gospodarki znalazły się w recesji, ludzie stracili pracę.

15 września mija 10 lat od upadku tego nowojorskiego banku, który założono jeszcze w XIX wieku przez żydowskich imigrantów z Niemiec. Czego świat nauczył się z tego kryzysu?

Jak przypomina PAP Claeys, ekspert brukselskiego think-tanku Bruegel, światowy krach rozpoczął się na amerykańskim rynku subprime, czyli kredytów wysokiego ryzyka, udzielanych kredytobiorcom o niskiej zdolności kredytowej i ujawnił wiele problemów na rynkach finansowych.

"Kredyty subprime były aktywami, które właściwie nie były regulowane. To doprowadziło do powstania bańki na rynku nieruchomości w USA, także w innych krajach i boomu kredytowego" - przypomniał.

Kryzys ujawnił też niestabilność wewnątrz samego systemu bankowego. "Problemem był to, że banki były zbyt duże, jak to się często mówi +zbyt duże by upaść+. Nie można było pozwolić im zbankrutować bo to groziło katastrofą. Kraje musiały je ratować. Kryzysy pokazał, że sektor bankowy może tworzyć ryzyka nie tylko dla systemu finansowego, ale także dla sektora publicznego, dla krajów" - powiedział ekspert.

Decydenci nie brali w tamtych latach pod uwagę również ryzyka systemowego w sektorze bankowym. "Patrzyliśmy na banki w izolacji, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo są ze sobą powiązane, nie widzieliśmy, że inwestują w te same aktywa. Ryzyka zostały zwielokrotnione w efekcie tych powiązań" - wskazał.

W przypadku UE kryzys finansowy ujawnił, że nadzór bankowy różnił się w poszczególnych krajach wspólnoty. "W niektórych krajach był za bardzo rozluźniony, w innych restrykcyjny. Te systemy znacznie się różniły od siebie. W Europie funkcjonował też swoisty bankowy nacjonalizm. Każdy kraj chciał swojego narodowego championa, który działałby też w innych krajach. Pozwoliliśmy tym bankom zbyt szybko wchodzić na inne rynki w Europie" - powiedział.

Po tym, jak w USA wybuchł kryzys finansowy, który odczuł cały świat, w Europie pojawił się kryzys zadłużeniowy. Ekspert uważa, że ten amerykański miał przełożenie na unijny, poprzez zglobalizowane rynki finansowe.

"Warto pamiętać, że pierwsza instytucja, której dotknął kryzys subprime, była nie amerykańska, ale właśnie europejska. Był to fundusz, którego właścicielem był europejski bank BNP Paribas, który miał w swoim portfolio wiele aktywów subprime. Później, gdy po wybuchu kryzysu okazało się, że papiery subprime nie były w posiadaniu tylko amerykańskich banków i instytucji, ale w znacznym stopniu europejskich. Miały je fundusze emerytalne w Norwegii, czy banki w Niemczech. Te papiery znajdował się na całym świecie" - wskazał. W efekcie kryzys osłabił europejski sektor finansowy.

Kryzys - jak mówi Grégory Claeys - miał także drugie źródło. Wiele banków zaczęło odchodzić od depozytów i zarabiać na krótkoterminowym rynku długu.

"Tu przykładem jest upadek brytyjskiego banku Northern Rock. Ten bank całkowicie zmienił swój model biznesowy. Opierał się na depozytach, a potem postawił na krótkoterminowe źródła finansowania. Kiedy upadł Lehman Brothers, odczuły to też banki, które stosowały taki model. Warto więc pamiętać, że na sytuacje unijnych rynków miał nie tylko wpływ kryzys na rynku nieruchomości, ale też model biznesowy sektora bankowego" - powiedział.

Czy po lekcji udzielonej przez kryzys w USA i kryzys w UE nadzór unijny nad rynkami jest dziś wystarczający?

"Stworzyliśmy pewne mechanizmy i wprowadziliśmy zasady, część sektora finansowego UE jest dziś mocniejsza. Przykładem są zsekurytyzowane produkty finansowe (łączące np. hipoteki - PAP). Regulacje dotyczące tych produktów są bardziej restrykcyjne. Banki, które działają na tym rynku, nie mogą odsprzedawać wszystkiego, muszą trzymać część aktywów" - powiedział. Zmuszono też banki - by utrzymywały wyższy kapitał, wprowadzono regulacje dot. wskaźników dźwigni finansowej (ang. levarage ratio). Wprowadzono też regulacje dot. krótkoterminowego finansowania" - wskazuje.

W UE, szczególnie w eurolandzie - jak mówi ekspert - nadzór finansowy jest dziś też bardziej zunifikowany, co też jest lekcją z kryzysu. "Zmieniano też zasady co do ratowania banków, tak aby pieniądze tracili najpierw inwestorzy prywatni, a potem podatnicy. To też niezwykle ważna zmiana" - wskazał.

Czego nie udało się poprawić? "To wspomniana przeze mnie kwestia rozmiarów tych banków. Banki są ciągle bardzo duże, małe znikają wchłaniane przez te wielkie" - powiedział. Jak dodał, w efekcie w razie groźby bankructwa znów będzie musiało interweniować państwo, obawiając się skutków społecznych i wykorzystując do ratowania pieniądze podatników. "Wprowadzenie ograniczeń dla wielkości banków mogłoby być dobrym pomysłem" - wskazuje.

Drugą kwestią, która pozostaje do rozwiązania jest - jego zdaniem - tzw. shadow banking, czyli rynek pozabankowy. "Regulacje w UE dot. tego sektora są ciągle bardzo luźne. ECB nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. Problemem jest także dług publiczny państw, który jest ciągle wysoki" - powiedział.

Po rozpoczęciu kryzysu finansowego USA rozpoczęły operacje tzw. luzowania ilościowego (tzw. quantitative easing), które miały służyć zwiększeniu podaży pieniędzy w gospodarce. Sprowadzały się one do wykupu przez bank centralny obligacji skarbu państwa. Część UE była początkowo temu niechętna, ale w końcu również wspólnota zdecydowała się na te operacje.

Ekspert uważa, że UE zbyt późno zrobiła ten krok. "Te operacje były niezbędne i UE zdecydował się na nie za późno. Trzeba to było zrobić na początku kryzysu, jak to zrobiło Zjednoczone Królestwo i USA. Czekaliśmy za długo. Powinniśmy to przeprowadzić energiczne, tak jak Amerykanie, dzięki czemu UE wyszłaby szybciej z recesji" - powiedział.

Claeys podkreśla, jeśli chodzi o ekonomię i gospodarkę ludzie zawsze powtarzają błędy z przeszłości.

"Kryzysy zawsze były i nadal będą. Będę tylko pochodziły z różnych źródeł w sektorze finansowym. Mogą nie przyjść z sektora nieruchomości. Uczestnicy rynku zawsze wierzą, że tym razem będzie inaczej, że to nie skończy się bańką. W końcu okazuje się jednak, że to kolejna bańka. Można teraz spojrzeć na rynek kryptowalut. Wiele osób w nie inwestuje, w USA studenci biorą kredyty nie na pokrycie kosztów studiów, tylko na kupno bitcoinów. Bitcoin zwyżkował w ciągu kilku miesięcy, a potem jego wartość spadła bardzo szybko. Nie uczmy się na błędach. Zapominamy o nich, i bańki pojawiają się na nowo. Wierzymy, że tym razem będzie inaczej, ale historia znów zatacza koło" - powiedział.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

luo/ skr/

Źródło: PAP
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
5 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
1 7 arfeneusz

kryptowaluty są z założenia bardzo ryzykownym przedsięwzięciem, trzeba o tym pamiętać jak się w to bawi

! Odpowiedz
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl