Podstawowym wyzwaniem PPK w Polsce jest w tej chwili partycypacja, stabilność programu jest bezcenna, a ewentualne zmiany powinny być celowane i nie za duże – ocenia ekspert Instytutu Sobieskiego (IS) Bartosz Marczuk. Jego zdaniem można rozważyć podwyższenie limitów dobrowolnych wpłat na PPK i wzmocnić działania edukacyjne.


„Podstawowym wyzwaniem PPK w Polsce w tej chwili jest partycypacja. Trzeba ją postawić za cel i patrzeć na zagrożenia, co mogłoby ją obniżać. Jakiekolwiek majstrowanie przy zwrotach, duże modyfikacje autozapisu, czy zmiany portfela inwestycyjnego to są bardzo wrażliwe kwestie, więc ważąc za i przeciw trzeba po prostu o tym pamiętać” – uważa Marczuk, który w latach 2019-2024 jako wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju był odpowiedzialny za wdrażanie PPK po powstaniu programu.
„Partycypacja kuleje w małych i mikroprzedsiębiorstwach, w sektorze publicznym względem prywatnego oraz w grupie mniej zarabiających pracowników. Jeżeli chodzi o mikroprzedsiębiorstwa, to można zastanowić się nad zmianą przepisów, że jeśli w mikrofirmie do 9 os. żaden z pracowników nie zdecydował się na założenie PPK, to nie ma obowiązku przystąpienia pracodawcy do programu. Można rozważyć, czy zobowiązać mikroprzedsiębiorców do podpisania umowy z instytucją finansową, tak jak większe firmy” – dodał.
ReklamaZobacz także
Na koniec maja łączna wartość aktywów netto Pracowniczych Planów Kapitałowych wyniosła 52,78 mld zł, co oznacza wzrost o 2,45 mld zł w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Łączna partycypacja w PPK wzrosła na koniec maja do 60,75 proc. (69,8 proc. w sektorze prywatnym, 34,9 proc. w publicznym; 33,2 proc. w firmach 10-49 pracowników i blisko 90 proc. dla firm 1000+), a liczba aktywnych rachunków do 5,42 mln.
Wyższe dopłaty dla najmniej zarabiających?
Zgodnie z ustawą o PPK przegląd zasad i działania programu przez rząd następuje co najmniej raz na cztery lata – najbliższy termin przypada na grudzień 2026 r.

W przypadku mniej zarabiających, w ocenie Marczuka warto rozważyć degresywność w dopłacie rocznej i wpłacie powitalnej - im ktoś mniej zarabia, tym mogłyby być one wyższe, zwłaszcza wpłata powitalna.
„To jest jeden z niezrealizowanych wniosków z pierwszego przeglądu PPK z 2023 r. Jeżeli osoba, która zarabia w okolicy płacy minimalnej, bez zapisu do PPK straciłaby np. 1000 zł, a nie 250 zł wpłaty powitalnej, a później na przykład np. 500 zł dopłaty rocznej, to byłoby coś, co mogłoby do takiej osoby przemówić” – uważa Marczuk.
Na rachunek uczestnika PPK trafiają dopłaty od państwa: jednorazowa wpłata powitalna (250 zł) i dopłaty roczne (240 zł). Uczestnicy PPK co miesiąc, co do zasady, przeznaczają na program 2 proc. swojego wynagrodzenia (wpłata podstawowa) z możliwością dobrowolnej wpłaty dodatkowej – również do 2 proc. (łącznie do 4 proc.). Wpłata podstawowa pracodawcy to 1,5 proc., a dodatkowa do 2,5 proc. (łącznie do 4 proc.).
Marczuk nie widzi powodu, żeby limitować tak restrykcyjnie poziom wpłat PPK zarówno pracownika, jak i pracodawcy.
„Z perspektywy malejącej stopy zastąpienia w I filarze emerytalnym można rozmawiać o łącznych wpłatach 6-8 proc. po obu stronach, przy zachowaniu obecnych poziomów wpłat podstawowych” – uważa ekspert IS.
Od strony edukacyjnej w ocenie Marczuka nie przebija się fakt, iż w ramach PPK osoby, które zarabiają do 120 proc. płacy minimalnej mają prawo do obniżenia swojej wpłaty podstawowej do 0,5 proc.
„Myślę, że warto promować PPK wśród tej grupy pracowników. Jeżeli one zobaczą, że wpłacając 0,5 proc. dostaną od pracodawcy 1,5 proc., a potem jeszcze dopłaty od państwa, to mogłoby być zachętą do pozostania w PPK” – powiedział.
Więcej edukacji, zwłaszcza w sektorze publicznym
Z własnego doświadczenia z prowadzeniem firmy Marczuk ocenia ponadto, że trzeba popracować z rynkiem księgowych i kadrowych, aby osoby obsługujące firmy nie dawały automatycznie do wypełnienia formularza o rezygnacji z PPK nowym pracownikom, tylko przynajmniej pakiet informacyjny, zachęcający wręcz do przystąpienia do programu.
W sferze publicznej warto zdaniem Marczuka przełamać efekt pierwotnej niechęci przy tworzeniu PPK (2019 r.), na którą wówczas nałożyły się pewna niechęć pracowników publicznych do ówczesnego rządu i brak ekstra środków na program w budżetach instytucji publicznych.
„Jak już nie ma tego napięcia, a obecny rząd zachował się w stosunku do PPK odpowiedzialnie i podkreśla jego stabilność, to można się zastanowić, jakimi kanałami edukacyjnymi zachęcać tych pracowników do oszczędzania. Pojawia się argument, że można dać sferze publicznej dodatkową podwyżkę – ponad wzrost płac w sektorze budżetowym – gdy pracownicy tych instytucji zapisują się do programu” – powiedział.
„Np. jeżeli urząd zrekrutuje 90-100 proc. osób do PPK, to rząd mógłby zrekompensować urzędowi jego wpłatę od strony pracodawcy do PPK. Oczywiście to wymaga pewnego wysiłku finansowego, ale w długim terminie jest w interesie nas wszystkich” – dodał.
W kwestii zwrotów środków z PPK w ocenie Marczuka pomysły powinny być pozytywne, a nie negatywne, ponieważ zwroty to „cena” za to, że PPK w ogóle funkcjonuje.
"M.in. to przekonało prawie 4,4 mln osób do uczestnictwa. Można pomyśleć, że np. raz na ileś lat, jeżeli uczestnik nie dokona zwrotu, to dostanie ekstra dopłatę w ramach premii za lojalność” – uważa ekspert IS.
Uczestnik PPK może dokonać zwrotu środków w dowolnym momencie. Otrzyma wówczas 100 proc. środków pochodzących z wpłat własnych, 70 proc. środków z wpłat pracodawcy - przy czym pozostałe 30 proc. trafi do ZUS na konto tego uczestnika PPK, podwyższając jego kapitał emerytalny. Kwota zwrotu zostanie pomniejszona o podatek od zysków kapitałowych, a także o dopłaty państwa.
Kolejna rzecz do zastanowienia wg Marczuka w tym obszarze, to czy nie zmniejszyć kwoty zwrotu, która trafia bezpośrednio na konto uczestnika PPK, choć to też mogłoby wzbudzić dużą dyskusję.
„W tej chwili zwrot części od pracodawcy w 70 proc. idzie na konto uczestnika, a 30 proc. na subkonto w ZUS. Można to zmniejszyć do np. 50/50 i wtedy motywacja do zwrotu maleje, a automatycznie więcej oszczędzonych pieniędzy przekłada się w emerytury” – powiedział.
Były wiceprezes PFR podkreśla, że stabilność PPK jest wartością bezcenną i w tym kontekście należy również rozważać kwestię autozapisu.
„Jest dyskusja nad tym, czy skrócić ten okres do trzech lat (z czterech – PAP), ale wszystko zależy jakie propozycje zmian w PPK byłyby podane w pakiecie. Bo jeżeli dotykamy zwrotów, dopłat, autozapisu i jeszcze czegoś, to oszczędzający mogą dojść do wniosku, że coś „majstrują” przy programie. Wszelkie zmiany powinny być celowane i nie za duże” – wskazał Marczuk.
„W pierwszym autozapisie przybyło skokowo 720 tys. ludzi. Obecnie przyrost liczby rachunków (numerów PESEL) wynosi 30-40 tys. miesięczne, więc rocznie to jest ok. 400 tys. Widać, że próg psychologiczny chęci zapisywania się do PPK pewnie został pokonany, więc zasadnicze zmiany w programie nie są potrzebne, pamiętając o mocnej wrażliwości Polaków na jakiekolwiek duże interwencje po reformie OFE” – dodał.
Autozapis dla osób po 55. roku życia i eEmerytura
W kwestii szczegółów autozapisu, Marczuk opowiada się za uwzględnieniem w nim osób po 55 r. (obecnie osoby te nie są uwzględniane).
„Każdy rok, w którym nie oszczędza się w PPK oznacza stratę dla potencjalnego uczestnika, więc nie wiem, czy w ogóle bym limitował to wiekiem” – dodał.
Istotne z punktu widzenia całego systemu oszczędzania na emeryturę byłoby zdaniem eksperta IS wdrożenie w życie systemu na podstawie ustawy o Centralnej Informacji Emerytalnej, która miała powstać do października 2025 r. Miała ona umożliwić sprawdzenie stanu wszystkich oszczędności emerytalnych.
„To jest też istotne w kontekście PPK, bo uczestnicy często nie wiedzą ile mają zgromadzonych środków w PPK, a jak już sprawdzą, to są pod wrażeniem kwot, dzięki czemu później stają się naturalnymi ambasadorami programu. Gdyby istniała aplikacja eEmerytura, to każdy mógłby sprawdzać swoje środki z ZUS, OFE, PPK, PPE, IKE i IKZE. To byłaby mocna zachęta do oszczędzania” – wskazał.
Jeżeli chodzi o wypłaty środków z PPK Marczuk postuluje, żeby popracować edukacyjnie, że środków tych nie trzeba wypłacać od razu po osiągnięciu 60 r. życia, zwłaszcza w przypadku mężczyzn.
„Po drugie - możemy de facto sobie zrobić z PPK własny „annuitet”. Czyli możemy rozłożyć wypłaty na 30 lat, mając lat 65 i de facto zapewnić sobie środki do końca życia. Należy pamiętać, że najtrudniejszym etapem emerytury jest okres późnej starości, kiedy potrzeba najwięcej pieniędzy. Krytyczna w wypłatach jest oczywiście kwestia prawdziwych annuitetów, czyli dostarczenia przez rynek oferty, która by zamieniała pieniądze z PPK w świadczenie dożywotnie” – powiedział.
Jeśli chodzi o otwarcie limitów inwestycyjnych PPK na nowe instrumenty typu PE/VC, czy inne bardziej ryzykowne aktywa, to w ocenie Marczuka wszystko zależy od pakietu zmian.
„Co do zasady pewien konserwatyzm sposobu inwestowania z tego względu, że to jest produkt emerytalny wydaje się, że powinien być zachowany” – dodaje.
Rafał Tuszyński (PAP Biznes)
tus/ gor/























































