Tysiące pracowników Jaguara Land Rovera otrzymają propozycję dobrowolnego odejścia, która obejmie także pracowników etatowych oraz kadrę kierowniczą. Brytyjski koncern motoryzacyjny zanotował gwałtowny spadek sprzedaży, m.in. z powodu cyberataku i amerykańskich ceł. W ciągu dwóch lat ma zostać zlikwidowanych ponad 4 tys. miejsc pracy - informuje "The Guardian".


- Światowy przemysł motoryzacyjny znajduje się pod ciągłą presją kosztów, wolniejszego niż oczekiwano upowszechnienia się pojazdów elektrycznych oraz pogorszenia się warunków rynkowych w Chinach - zaznacza dyrektor generalny PB Balajim. Przypomnijmy, że Jaguar Land Rower należy do indyjskiego Tata Motors.
W sumie więc koncern motoryzacyjny, którego sztandarowym produktem są samochody terenowe, musi w ciągu dwóch lat tak zacisnąć pasa, by zaoszczędzić 1,7 mld funtów.
Jak wojna celna i cyberatak wydrenowały zyski JLR?
Na złą kondycję firmy wpłynęła polityka celna administracji Trumpa, który przed zawarciem porozumienia z Wielką Brytanią podniósł cła importowe do 25 proc. (z 10 proc.), powodując tym samym perturbacje w branży motoryzacyjnej. Widać to w spadkach sprzedaży detalicznej, jak i hurtowej Jaguara Land Rovera, którym odjęło odpowiednio o 70 i 90 tys. sztuk aut.
Do tego doszedł cyberatak, który w zeszłym roku spowodował wstrzymanie na kilka tygodni produkcji w brytyjskich zakładach. Łącznie ten przestój kosztował koncern 200 mln funtów. Do akcji wkroczył w tym przypadku rząd pod kierownictwem jeszcze Keira Starmera, który udzielił gigantowi gwarancji kredytowej w wysokości 1,5 mld funtów. Tym razem jednak po ogłoszeniu tej fali redukcji rząd nie zamierza interweniować.

W konsekwencji Jaguar Land Rover odnotował 14-mln zysk przed opodatkowaniem, co stanowi zatrważający spadek z 2,5 mld funtów w roku poprzednim.
Elektryczny Range Rover na rynku
Producent wprowadził na rynek swój pierwszy elektryczny Range Rover, którego cena wynosi 154 tys. funtów. W Polsce najtańsza wersja ma kosztować od 753 tys. zł. Za wersję długą SUV Ultra chętni będą musieli zapłacić 1,6 mln zł.
Na jednym ładowaniu może przyjechać w sprzyjających warunkach nawet 600 km (co realnie da zapewne 535 km). Auto testowano zarówno w Szwecji przy -40 stopniach, jak i na pustyni w Dubaju.
Z zewnątrz wygląda niemal jak brat bliźniak wersji spalinowych. W środku natomiast są zamontowane dwa silniki elektryczne. Do "setki" SUV przyspiesza w niecałe 5 sekund. By je naładować do około 80 proc. mocy potrzeba 22 minut (10 minut ładowania z maksymalną mocą pozwala na przejechanie 220 km).
opr. aw






























































