Nie ma szans na szybkie rozwiązanie sporu o nominacje ambasadorskie, a ten pat grozi obniżeniem relacji dyplomatycznych z niektórymi państwami; problem dotyczy zwłaszcza Azji, ale też np. Malty, która nie chciała zgodzić się, by ambasadora zastąpił kierownik placówki - podkreślają źródła PAP w MSZ.


W związku z trwającym od ponad dwóch lat sporem między MSZ a Pałacem Prezydenckim dotyczącym nominacji ambasadorskich, z objęcia placówki zrezygnował europoseł KO Krzysztof Lisek. Był on kandydatem na ambasadora RP w Ottawie, zaakceptowanym przez stronę kanadyjską. Na początku lipca zrezygnował jednak z wyjazdu.
- Otrzymałem sygnały, że prezydent Karol Nawrocki nie podpisze mojej nominacji – powiedział PAP Lisek.
Lisek nie chciał zostać kierownikiem placówki jako charge d'affaires. - Przeważył kontekst polityczny i perspektywa przyszłorocznych wyborów parlamentarnych - powiedział PAP.
Z rozmów PAP z kandydatami na ambasadorów wynika, że w razie zmiany rządu po wyborach zawodowi dyplomaci mają szansę ostać się dłużej niż osoby postrzegane jako „nominaci polityczni”. Nasi rozmówcy przywołują przykład Tomasza Arabskiego i Marcina Bosackiego, którzy na początku rządów PiS zostali dość szybko odwołani, choć byli ambasadorami.
Były szef KPRM za poprzedniego rządu Donalda Tuska Tomasz Arabski objął funkcję ambasadora w Madrycie w maju 2013, a został odwołany 18 grudnia 2015 - kilka miesięcy po zwycięstwie wyborczym PiS. Z kolei Bosacki, dziś wiceszef MSZ, został odwołany z funkcji ambasadora RP w Ottawie pod koniec lipca 2016 roku, przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, który tłumaczył swą decyzję tym, że „nigdy nie miał zaufania do Bosackiego.”

W najgorszym ze scenariuszy - jak wynika z informacji PAP - Polska nie będzie miał pełnoprawnych ambasadorów w Londynie, Berlinie, Paryżu, Rzymie i Ottawie. Rozmówcy PAP w MSZ nie są optymistami w kwestii zakończenia pata ws ambasadorów. – Wiosną wydawało się, że kompromis jest w zasięgu ręki, ale KPRP zaostrzyła stanowisko. Rząd nie może sobie pozwolić na ustępstwa w sytuacji, kiedy druga strona nie chce ustąpić ani o centymetr – ocenia źródło PAP.
Propozycja kompromisu zakładała, że 80 proc. polskich ambasad miała być obsadzona zawodowymi dyplomatami, pracownikami służby zagranicznej, niezwiązanymi z żadną z opcji politycznych. Obsadą pozostałych 20 proc. mieli się podzielić po równo KPRP i rząd. W ramach tej puli na placówki mieli jechać tzw. kandydaci polityczni. Strony nie były jednak w stanie porozumieć się w sprawie ambasad i przedstawicielstw RP uznawanych przez ludzi prezydenta Karola Nawrockiego za „prezydenckie” – m.in. ambasady w Waszyngtonie i Stałego Przedstawicielstwa RP przy Narodach Zjednoczonych w Nowym Jorku.
Według informacji PAP pełniący obowiązki ambasadora w Waszyngtonie Bogdan Klich gotów był wrócić do Polski, gdyby od tego zależało dojście do kompromisu, a MSZ miało też kandydata na nowego ambasadora w USA, „neutralnego” politycznie pracownika służby zagranicznej. Doszło jednak do eskalacji sporu i wszystko wskazuje, że Klich zostanie w Waszyngtonie, a MSZ według rozmówców PAP ocenia jego pracę pozytywnie. Sygnałem, że do kompromisu jest coraz dalej, był primaaprilisowy wpis szefa MSZ na X, w którym Sikorski poinformował, że do resortu dotarł „pakiet 42 podpisanych nominacji ambasadorskich” i dziękował prezydentowi Nawrockiemu, „za mianowanie apolitycznych dyplomatów, którzy służą ojczyźnie z narażeniem życia w Kijowie, Teheranie i Abu Zabi.” Na wpis Sikorskiego zareagował szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz; ocenił, że wpis Sikorskiego to „kiepski żart”.
Od tej potyczki słownej niewiele się zmieniło. Z informacji PAP wynika, że liczba czekających na podpis prezydenta nominacji może się niebawem zwiększyć, bo cały czas trwa rotacja, a latem kończy się kadencja części ambasadorów.
Tymczasem - jak dowiedziała się PAP - część z pozytywnie zaakceptowanych przez sejmową komisję kandydatów na ambasadorów zastanawia się, czy jechać na placówki w randze chargé d'affaires w sytuacji, kiedy nie wiadomo, czy obecna koalicja utrzyma się przy władzy po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Rozmówca PAP z MSZ zaznacza, że dyplomaci są ludźmi jak wszyscy inni i podejmując decyzję o ewentualnym wyjeździe kierują się względami rodzinnymi. Ci, którzy mają dzieci w wieku szkolnym, muszą mieć na uwadze ich dobro i ciągłość edukacji. Według informacji PAP tych, którzy wyjeżdżają na placówki bez podpisu prezydenta, w resorcie spraw zagranicznych nazywa się „kiepami” – co ma być żartobliwym skrótem od „kierownik placówki”.
Źródła PAP w MSZ ostrzegają, że przedłużający się spór o nominacje ambasadorskie może prowadzić do obniżenia stosunków dyplomatycznych z częścią krajów, bo nie wszystkie państwa wykazują się bowiem taką wyrozumiałością jak Wielka Brytania, Francja, Włochy czy Niemcy, które traktują kierowników polskich placówek jak pełnoprawnych ambasadorów. – Niektóre z państw, szczególnie azjatyckich, wysyłają sygnały, że nie życzą sobie, aby przedstawicielami Polski byli chargé d’affaires. Apelują do nas abyśmy porozumieli się w sprawie kohabitacji i wysyłali dyplomatów w randze ambasadorów – mówi PAP źródło w MSZ.
Zaznacza, że problem nie dotyczy tylko Azji, bo także jedno z państw UE nie chciało zgodzić się na to, by ambasadora zastąpił kierownik placówki. Chodzi o Maltę, gdzie ambasadorką RP miała zostać pozytywnie zaopiniowana przez sejmową komisję spraw zagranicznych doświadczona dyplomatka Małgorzata Kopeć. – W tej sprawie musiał interweniować minister Sikorski – mówi PAP rozmówca z MSZ. Jak na razie pełniącym obowiązki ambasadora RP na Malcie na Malcie jest chargé d’affaires Jarosław Mikuś.
O ile MSZ mówi o blokowaniu nominacji ambasadorskich przez stronę prezydencką, to szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz zarzuca rządowi brak współpracy z prezydentem.
— Miesiąc temu było wynegocjowane bardzo dobre porozumienie, które dawało szansę, aby Polska miała ambasadorów w kluczowych placówkach. Nawet Ministerstwo Spraw Zagranicznych się na to zgodziło. Po czym okazało się, że pan premier Tusk przekreśla wszelkie porozumienia z prezydentem Nawrockim. Żadnych porozumień nie będzie, nawet jeśli to jest dobre dla Polski — powiedział Przydacz w poniedziałek w TV Republika.
Rzecznik MSZ Maciej Wewiór poinformował PAP, że na biurku prezydenta „od blisko roku czeka ponad 40 wniosków o powołanie ambasadorów”.
- Wszystkie przeszły pełną procedurę, przy udziale także Kancelarii Prezydenta. Do sfinalizowania brakuje wyłącznie wymaganego konstytucją podpisu prezydenta Nawrockiego. Prezydent Andrzej Duda tylko w ostatnim roku swojej prezydentury podpisał 24 nominacje, a prawo w tej kwestii się nie zmieniło. Jedyne, co uległo zmianie i teraz blokuje rozwiązanie tej kwestii, to podejście obecnej Kancelarii Prezydenta - powiedział PAP rzecznik MSZ Maciej Wewiór, komentując tę wypowiedź prezydenckiego ministra. Nie chciał za to wprost odnieść się do słów Przydacza o tym, że porozumienie z MSZ było już niemal gotowe.
Od 2024 r. trwa dotyczący nominacji ambasadorskich spór na linii MSZ-prezydent. W marcu 2024 r. szef MSZ Radosław Sikorski zdecydował, że ponad 50 ambasadorów zakończy misję, a kilkanaście kandydatur – zgłoszonych do akceptacji przez poprzednie kierownictwo resortu – zostanie wycofanych. Ówczesny prezydent Andrzej Duda podkreślał, że „nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta”.
W miejsce ambasadorów, którzy opuścili placówki, ale nie zostali wówczas formalnie odwołani przez prezydenta, trafili wskazani przez MSZ dyplomaci, którzy nie mają statusu ambasadorów, lecz chargé d’affaires. Po objęciu prezydentury przez Karola Nawrockiego spór dotyczący nominacji ambasadorskich wciąż trwa. Prezydent sprzeciwia się w szczególności nominowaniu na ambasadorów obecnego szefa placówki w Waszyngtonie Bogdana Klicha oraz Ryszarda Schnepfa, chargé d’affaires we Włoszech.
W kwietniu br. prezydent Nawrocki powiedział, że „jest gotowy do podpisywania nominacji ambasadorskich”. Wyraził nadzieję, że w kwestii nominacji ambasadorskich dojdą niebawem z ministrem Sikorskim do porozumienia. - Od kilku miesięcy wyjaśniamy pewne kwestie, odbyło się kilka spotkań, myślę, że jesteśmy dużo bliżej niż dalej - mówił wówczas prezydent. (PAP)
jap/ wni/ mro/





























































