Gdy rentowność amerykańskich oblacji 10-letnich zbliża się do 5%, Wall Street wciąż nic sobie z tego nie robi. Tak samo, jak z „jastrzębich” pohukiwań szefa Rezerwy Federalnej Kevina Warsha. O tym, dlaczego tak jest i jak to wszystko może się skończyć, rozmawiają Krzysztof Kolany i Sobiesław Kozłowski z Ipopema Private Investments.


Gdy rozmawialiśmy dwa miesiące temu, Sobiesław Kozłowski nie bardzo wierzył w to, aby bank centralny Stanów Zjednoczonych odważył się podnieść stopy procentowe jeszcze przed listopadowymi wyborami środka kadencji. Wtedy rynek dość jednoznacznie obstawiał taki scenariusz. Teraz szanse są wyceniane mniej więcej pół na pół.
- Nadal zakładam, że Kevin Warsh jest fałszywie jastrzębi. To prawdopodobieństwo podwyżki istotnie wzrosło po piątkowym wystąpieniu Warsha w Jackson Hole (…) Jeżeli dane będą słabsze, to wyraźnie spadnie prawdopodobieństwo podwyżki we wrześniu czy nawet w październiku. A mówiąc językiem jakby polityków, do wyborów nie będzie podwyżek. Najprawdopodobniej ta podwyżka będzie efektywnie w grudniu – powiedział Sobiesław Kozłowski, Ipopema Private Investments dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego w obszarze klientów prywatnych Ipopema Private Investments.
Zobacz także
Wraz z moim rozmówcą poszukiwaliśmy też przyczyn niedawnego wzrostu rentowności obligacji skarbowych, które w wielu krajach Zachodu osiągnęły wieloletnie maksima, a w Stanach Zjednoczonych zbliżyły się do 5%.

- Myśl, że mamy do czynienia z pozycjonowaniem się inwestorów pod inflacyjną fazę cyklu gospodarczego. Czyli mamy wzrost notowań surowców złota, srebra, miedzi, ale też i przyzwoitych czy dobrych odczytów makro PKB w Unii Europejskiej, czy w Stanach Zjednoczonych czy w Polsce. I to środowisko jest negatywne dla obligajci – uważa Sobiesław Kozłowski.
Mój rozmówca dodał też, że teoretycznie wyższe rentowności – czyli wyższa stopa wolna od ryzyka – powinna szkodzić wycenom akcji, ale tak się nie dzieje. Tutaj także wytłumaczeniem byłaby inflacja oraz wzrost gospodarczy napędzany boomem w sektorze AI, oraz potężnymi deficytami fiskalnymi w USA i Europie.
- Także bym powiedział, że takie wyzwania jak wysoka relacja długu do PKB czy wysokich deficytów, to one są znane od lat. Przy czym ostatnio bardziej jaskrawa jest kwestia wysokich notowań ropy naftowej i gazu. Także bym raczej większą wagę przyłożył do wzrostu cen surowców i obaw o inflację niż kwestii deficytów budżetowych i relacji długu do PKB – uważa Sobiesław Kozłowski z Ipopema Private Investments.
Słuchaj też na Spotify:





























































