Eksperci OECD przekonują, że to właśnie deregulacja jest sposobem na dodatkowe zwiększenie wzrostu PKB. Z ich szacunków wynika, że gdyby w administracji zrezygnowano z części niepotrzebnych procedur, np. dotyczących pozwoleń na budowę, to polskie PKB wzrastałoby o dodatkowe 1,3% rocznie, co w perspektywie dekady przełożyłoby się na PKB o 14% wyższe.
Obecnie wzrost gospodarczy wynosi 4,4%. W dużym uproszczeniu, gdyby średni wynik na poziomie 4% utrzymałby się przez następne 10 lat, to realne polskie PKB wzrosłoby o 50%, a po 18-19 latach by się podwoiło. Zatem, wg szacunków OECD, gdyby doszło do deregulacji i utrzymano by wzrost gospodarczy na średnim poziomie 4%, to wówczas polska gospodarka rosłaby w tempie ok. 5,3% rocznie. Przy takiej średniej rocznej wartości, realne polskie PKB wzrosłoby o 50% po 9 latach, a podwoiło się po 15 latach. Ale to tylko gdybanie.
Kto narzeka na brak deregulacji?
Słynny już ranking Doing Business 2011 sklasyfikował Polskę na 70 pozycji pod względem „łatwości” prowadzenia biznesu. Wyprzedziły nas takie państwa jak Rwanda, Botswana i Namibia. Za nami znalazły się takie kraje jak Włochy, Grecja, Chiny czy Mołdawia. Liderzy w zasadzie odlat są ci sami – Singapur, USA, Nowa Zelandia, Wielka Brytania.
Niestety to prawdą, że system podatkowy w Polsce nie należy do najprostszych, że polscy przedsiębiorcy prawie połowę dochodu oddają państwu, a załatwienie pozwolenia na budowę to wyzwanie wymagające dużo cierpliwości. Ranking jednak nie uwzględnia podstawowego czynnika, jakim powinna być nie łatwość prowadzenia biznesu, ale raczej chęci jego rozpoczęcia w danym państwie.
Zgodnie z listą Doing Business 2011 firmowaną logiem m.in Banku Światowego, Polskę wyprzedzają także takie państwa jak Rwanda, Oman czy Kirgistan. Być może w tych krajach biurokracja jest mniejsza, ale co jakiś czas pojawiają się tam problemy z poszanowaniem prawa własności, infrastruktura jest uboga, ludzie głodują itp.
Innymi słowy, ranking wzbudza wiele wątpliwości. Raczej nie ma zastrzeżeń do pierwszej 10, ale wybranie najbogatszych państw z najwyższym wskaźnikiem HDI (Polska 41 pozycja) itp., i umiejscowienie ich na początku listy to nie jest wielka sztuka.
Procesy deregulacyjne
Eksperci OECD przekonują, że gdyby w Polsce doszło do deregulacji, to by był wyższy wzrost gospodarczy. Być może to prawda – naturalnie dodatkowy wzrost na poziomie 1,3% rdr wynikałby z zaoszczędzonego przez przedsiębiorców czasu i pieniędzy potrzebnych na pozytywne przejście wszystkich procedur administracyjnych.
Z drugiej strony zapomina się o tym, że w Polsce deregulacja trwa. Dobrym tego przykładem są dwie ustawy:
- ustawa O likwidacji barier administracyjnych, dla obywateli i przedsiębiorców,
- ustawa O likwidacji niektórych obowiązków informacyjnych dla obywateli i przedsiębiorców , która została przyjęta przez Sejm w piątek 19 sierpnia.
Pierwsza stosunkowo spektakularna wprowadziła małą rewolucję w postaci zamiany kosztownych zaświadczeń na zwykłe oświadczenia. Ponadto umożliwiła rejestrację firmy przez internet. Prace nad tym aktem prawnym trwały dobrych kilka lat. Druga, nieco „skromniejsza” likwiduje m.in. konieczność comiesięcznego raportowania pracownikom o płatnościach składek do ZUS, przedłuża termin udzielenia zaległego urlopu z 31 marca do 31 lipca, itp. Ustawa ta nie jest może tak spektakularna, jak pierwsza, jednak warto zwrócić uwagę na to, że prace nad nią trwały tylko pół roku, a wynikające z niej oszczędności dla obywateli i przedsiębiorców szacowane są na 3 mld złotych rocznie.
Biorąc to pod uwagę, miejsce Polski w niektórych rankingach jest stanowczo za nisko, a rady OECD odrobinę spóźnione. W administracji publicznej właśnie zachodzą zmiany. Już działa i rozwijana jest platforma ePUAP, czyli e-urząd. Do tego można zakładać firmę przez internet, a zakres usług realizowanych przez administrację publiczną za pośrednictwem internetu sukcesywnie będzie się powiększał.
Jesteśmy za nisko!
Obecnie jedyny zarzut wobec „procesów deregulacyjnych” to tempo wprowadzania potrzebnych zmian i ich skala. Od dawna apeluje się o zastępowanie kosztownych i trudnych do wdrożenia superustaw, zastępując je pomniejszymi nowelami wprowadzanymi na bieżąco. Do tego w dalszym ciągu nie uwzględnia się wszystkich potrzeb przedsiębiorców, a niektóre są po prostu pomijane, np. wspominane pozwolenia na budowę.
Na przeszkodzie stoją kłótnie międzyresortowe, np. ostry sprzeciw MF spowodował wykreślenie z ustawy deregulacyjnej bis zapisu o skróceniu okresu oczekiwania na zwrot VAT z 60 do 30 dni. Jednak nie zmienia to faktu, że zmiany zachodzą, dlatego stawianie Polski na 70 miejscu w rankingu należy uznać za krzywdzące. Np. w kategorii zakładania firmy sklasyfikowano nas na 113 pozycji. Wyprzedziło nas nawet Królestwo Bhutanu. Całe szczęście, że nie tylko nas, bo Niemców też.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl































































