REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na giełdzie

    Czy sześciopak uratuje strefę euro?

    Krzysztof Kolany2011-10-17 05:55główny analityk Bankier.pl
    publikacja
    2011-10-17 05:55
    „Wielki sukces” polskiej prezydencji może się okazać albo poważnym zagrożeniem, albo kolejnym unijnym bublem. Jedno wydaje mi się pewne: sześciopak nie uratuje strefy euro i nie sprawi, że Grecja czy Portugalia staną się wypłacalne.

    Sześciopak – czyli pakiet pięciu rozporządzeń i jednej unijnej dyrektywy – po wielu miesiącach żmudnych negocjacji został w końcu uchwalony przez Parlament Europejski i zatwierdzony przez unijnych ministrów finansów. Entuzjaści tego projektu cieszą się, że jego postanowienia wejdą w życie jeszcze przed końcem roku i „wzmocnią zarządzanie gospodarcze” Wspólnoty.

    Czym jest sześciopak?


    Nowa unijna dyrektywa to prawdziwa rewolucja w sferze finansów publicznych. Przyznaje Komisji Europejskiej ogromne uprawnienia, które w rękach zręcznego polityka mogą zamienić się w faktyczną władzą nad państwami strefy euro. Oficjalnie „Dyrektywa o wymogach dla ram budżetowych” wprowadza nadzór nad finansami publicznymi państw członkowskich oraz mechanizmy zapobiegania i korygowania „nadmiernych nierównowag makroekonomicznych”.

    Tłumacząc na polski: Komisja Europejska będzie mogła narzucić państwom eurolandu dyscyplinę budżetową oraz prowadzić centralne sterowanie narodowymi gospodarkami. KE będzie mogła żądać od krajów strefy euro redukcji nadmiernych deficytów budżetowych i długu publicznego. Chodzi o kraje, które nie przestrzegają kryteriów z Maastricht, czyli mają deficyt budżetowy przekraczający 3% produktu krajowego brutto oraz dług publiczny wyższy niż 60% PKB. Problem ten dotyczy niemal wszystkich państw strefy euro.

    Deficyty budżetowe państw Unii Europejskiej jako odsetek PKB Źródło: Eurostat. Dane za rok 2010.

    Co więcej, Komisja będzie mogła nałożyć sankcje prewencyjne, jeśli tylko uzna, że dany kraj może naruszyć limity długu lub deficytu. Władza komisarzy zostanie rozszerzona na niesprecyzowane jeszcze wskaźniki makroekonomiczne, gdzie przekroczenie (nieustalonych jeszcze) unijnych norm będzie skutkowało karami finansowymi.

    Po wszczęciu procedury „nadmiernej nierównowagi” KE będzie mogła zażądać od kraju wpłacenia depozytu w kwocie stanowiącej 0,2% PKB (w przypadku Polski byłoby to ok. 2,6 mld złotych). Jeśli kraj oskarżony o „nadmierną nierównowagę” nie zastosowałby się do „zaleceń i rekomendacji” Komisji, to depozyt automatycznie stanie się grzywną i przepadnie bezpowrotnie.

    Europejscy politycy zostawili sobie jednak furtkę, zapewne na wypadek, gdyby kary miały dosięgnąć którąś ze „świętych krów” – Francję, Włochy lub Niemcy. Ministrowie finansów państw Unii Europejskiej mogą bowiem zablokować otwarcie procedury nadmiernej nierównowagi kwalifikowaną większością głosów.

    Intencje i konsekwencje


    Co się dzieje
    ze strefą euro?
    Oficjalnie unijni politycy mówią, że sześciopak ma wzmocnić Unię Europejską, pogłębić integrację i uniemożliwić powtórkę wydarzeń w Grecji. Opinię publiczną zalał potok określeń w stylu „stabilizacja”, „wzmocnienie”, „integracja” itd. Faktycznie chodzi jednak o rozszerzenie władzy Komisji Europejskiej nad państwami Unii Europejskiej, a w szczególności nad członkami strefy euro. Bruksela uzyska prawo nie tylko do opiniowania krajowych budżetów, ale także do kontrolowania procesów zachodzących w realnej gospodarce. Jest to wstęp do centralnego sterowania gospodarką za pomocą uznaniowych i nieodwołalnych rekomendacji i ostrzeżeń, a później sankcji. Przy tym koszty „błędnej” polityki gospodarczej oskarżonych rządów poniosą obywatele, a nie sami rządzący. Sześciopak nie przewiduje bowiem kar finansowych dla ministrów finansów czy premierów zadłużających kraje ponad limity obowiązujące w strefie euro.

    Oprócz ogromnej władzy przyznanej Komisji Europejskiej (która była pomysłodawcą sześciopaku) Bruksela może uzyskać dodatkowe wpływy finansowe. W 2010 roku tylko trzy z 17 krajów strefy euro (Finlandia, Luksemburg i Estonia) spełniały kryteria z Maastricht. Według prognoz Komisji Europejskiej w tym roku do tego grona dołączą jedynie Niemcy, a coraz gorsze perspektywy gospodarcze niemal gwarantują podobne rezultaty w roku 2012. Oznacza to, że KE będzie mogła (pytanie, czy będzie chciała) zażądać 0,2% PKB „kaucji” od niemal całej strefy euro! W praktyce oznaczałoby to nałożenie pierwszego europejskiego podatku na obywateli Wspólnoty.

    Bać się czy śmiać?


    Jeśli uznamy europejskich polityków za skutecznych, odpowiedzialnych i zdeterminowanych przywódców, to sześciopak może stanowić pierwszy krok na drodze do utworzenia centralnego europejskiego rządu wydającego polecenia krajom członkowskim. Byłoby to istotne pogłębienie integracji i dość poważna próba wzmocnienia strefy euro poprzez jednolitą politykę gospodarczą i fiskalną. Euroland faktycznie stałby się państwem federalnym z własnym bankiem centralnym i niedemokratycznie ustanawianym rządem.

    Z drugiej strony europejscy politycy nie są w stanie przeforsować nawet elementarnych reform we własnych krajach ani okiełznać wybujałych deficytów budżetowych. Trudno więc oczekiwać, że poradzą sobie z tymi problemami w skali całego kontynentu. Również pozycja Komisji Europejskiej nie jest tak silna, jak wskazuje na to unijne prawo. Komisarze także są politykami i swoje stanowiska zawdzięczają szefom rządów państw Unii. Wątpliwe, aby szef Komisji był w stanie „postawić się” niemieckiej kanclerz czy francuskiemu prezydentowi.



    Ponadto Europa ma długą tradycję lekceważenia unijnego prawa. Limitów 3% i 60% PKB dla deficytu budżetowego i długu publicznego nie przestrzegają nawet Niemcy i Francja. Dlatego procedura nadmiernego deficytu okazała się fikcją. KE nie miała środków ani odwagi, by zdyscyplinować największe państwa strefy euro. Teraz dostała do ręki narzędzia, ale nie wierzę, aby była w stanie z nich skutecznie korzystać.

    Trudno sobie wyobrazić, aby władcy Niemiec, Francji czy Włoch słuchali poleceń mianowanego przez siebie szefa Komisji Europejskiej. Zwłaszcza przed zbliżającymi się wyborami, w których na ogół wygrywają tylko ci, którzy coś społeczeństwu obiecają. Obietnice wiążą się ze wzrostem wydatków publicznych finansowanych na kredyt, czyli poprzez deficyt budżetowy. Nieskuteczność unijnych regulacji najlepiej widać w przypadku Grecji, która ustawicznie i z premedytacją oszukuje resztę Europy, a ta i tak daje Atenom kolejne – zapewne bezzwrotne – pożyczki. Jeśli Berlin i Bruksela nie są w stanie zdyscyplinować Greków, to raczej nie uda im się narzucić odpowiedzialności budżetowej Włochom czy Francuzom. I dlatego uważam, że sześciopak nie powstrzyma eskalacji kryzysu w strefie euro i nie zapobiegnie upadkowi wspólnej waluty.

    Foto PAP FRANK LEONHARDT

    Krzysztof Kolany
    główny analityk Bankier.pl
    k.kolany@bankier.pl


    Źródło:
    Krzysztof Kolany
    Krzysztof Kolany
    główny analityk Bankier.pl

    Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (10)

    dodaj komentarz
    ~xxy
    Co ta mapa ma tak na prawdę ilustrować? Dziwne są te przedziały deficytu. Logiczne progi to 0 potem 3, może 5 czy 10. Co ma ilustrować jednorazowy deficyt 7,9 %, czy 2,7?
    Jaka jest zasadność pokazania jednym kolorem Polski i Słowacji razem z Grecją, czy Hiszpanią? Czyżby straszenie czerwonym? Kurczę, wszędzie manipulacja. Jak
    Co ta mapa ma tak na prawdę ilustrować? Dziwne są te przedziały deficytu. Logiczne progi to 0 potem 3, może 5 czy 10. Co ma ilustrować jednorazowy deficyt 7,9 %, czy 2,7?
    Jaka jest zasadność pokazania jednym kolorem Polski i Słowacji razem z Grecją, czy Hiszpanią? Czyżby straszenie czerwonym? Kurczę, wszędzie manipulacja. Jak nie propaganda sukcesu to straszenie.
    ~qwertz
    Nadrzędnym celem władz UE jest realizowanie swoich ambicji nierzadko oderwanych od rzeczywistości i nie mających nic wspólnego z dobrem obywateli. Musimy kontynuować projekt Euro mimo że wspólna waluta szkodzi gospodarkom (wystarczy porównać te które ją mają i te nie mające), w dodatku utrudniając wyjście z kryzysów.
    ~sqwind
    sześciopak?dobrze posiedzieć przy żubrze...
    bisz
    Cała Unia staje się powoli kulą u nogi.
    ~Madzia
    Mapka jest źle pokolorowana, polska jest zieloną wyspą wzrostu i dobytu!
    ~DarekD
    Bardzo trafne uwagi. Politycy nie są w stanie u siebie w kraju wprowadzić sensownych reform, a co dopiero gdy będą musieli wdrożyć niepopularne reformy w całym bloku i to różnych państw Unii. Poza tym jaka może być skuteczność urzędników Komisji Europejskiej, gdy są zależni od szefów czy przywódców politycznych państw i przez nich Bardzo trafne uwagi. Politycy nie są w stanie u siebie w kraju wprowadzić sensownych reform, a co dopiero gdy będą musieli wdrożyć niepopularne reformy w całym bloku i to różnych państw Unii. Poza tym jaka może być skuteczność urzędników Komisji Europejskiej, gdy są zależni od szefów czy przywódców politycznych państw i przez nich wybierani na te stanowiska?. Czy będą prezentować determinację wprowadzania przewidywanej dyrektywy i zarządzeń?. Bardzo wątpliwe. Pozdrawiam Panie Krzzysztofie.
    ~Jacek
    Ale ewentualnie ukarane rządy są demokratycznie wybrane! Zobaczcie jak głosowali Grecy. Teraz zbierają plony swoich decyzji. Druga sprawa, Polska nie jest w strefie euro. Autor sugeruje kary. To będzie decyzja Polski. O ile strefa przetrwa.
    ~jkr
    nie chcę się tu doszukiwać teorii spiskowych ale ten kryzys był komisji europejskiej chyba na rękę aby poprzez kolejne dyrektywy i nakazy doprowadzić do większego uzaleznienia krajów od eurokołchozu, tak naprawdę chyba jedynymi krajami które zachowują trochę suwerenności są te które nie wprowadziły jeszcze euro
    ~Artur
    Zupełnie się zgadzam! Otóż nie można nie tylko wspólnie sterować, ale też łączyć państw o różnorodnych możliwościach finansowych i fiskalnych, o różnym rozwoju gospodarczym w jedną całość. Narzucanie wspólnej polityki finansowej dla całej strefy euro jest wielkim błędem, który wcześniej lub później się zemści. Pominę tu kwestię sprawowania Zupełnie się zgadzam! Otóż nie można nie tylko wspólnie sterować, ale też łączyć państw o różnorodnych możliwościach finansowych i fiskalnych, o różnym rozwoju gospodarczym w jedną całość. Narzucanie wspólnej polityki finansowej dla całej strefy euro jest wielkim błędem, który wcześniej lub później się zemści. Pominę tu kwestię sprawowania wspólnego "rządu" nad strefą euro - bo to już polityka przez duże P i chyba nie miejsce ani czas aby to tu opisywać. Ale sam ten fakt nie może dobrze wpłynąć na strefę euro i będzie kolejnym gwoździem do jej trumny. Tak, trumny - bo inny koniec strefy euro nie jest możliwy. Pomimo wielu działań polityków chcących za wszelka cenę utrzymać swoje intratne stanowiska, ich działań i poczynań - strefa euro będzie musiała się rozpaść. Niestety, tak jak teraz społeczeństwa (czytaj ludzie a nie politycy i decydenci) ponoszą koszty funkcjonowania sztucznego tworu zwanego euro - ci sami ludzie niestety poniosą koszty rozpadu tej strefy.
    ~Adam
    Teraz po wyborach jesteście tak krytyczni? Należało przed, a nie PO!!!! Dziennik....estwo.

    Powiązane: Strefa euro

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki