Zdaniem wielu specjalistów, ustawa o IKE jest jedną z niewielu uchwalonych w ostatnim czasie ustaw mających podstawowy i praktyczny wymiar dla indywidualnego podatnika. Podstawową zaletą IKE jest zwolnienie zysków z tzw. podatku Belki. Oszczędności nie zostaną uszczuplone o 19 proc. z tytułu podatku od zysków kapitałowych. Ta ulga podatkowa ma zachęcić do oszczędzania pieniędzy na przyszłą emeryturę.
Po 40 latach wreszcie ulga
Ustawodawca wcale nie tak chętnie zrezygnował z dodatkowego wpływu do budżetu — postawił kilka warunków. Otóż pieniądze z IKE można wypłacić dopiero po ukończeniu 60. roku życia lub po uzyskaniu uprawnień emerytalnych. Można, ale nie trzeba. Wypłata następuje na wniosek oszczędzającego.
IKE są wzorowane na amerykańskich IRA Roth, które w odróżnieniu od wprowadzonych w latach 70. IRA (Individual Retirment Account) są, podobnie jak w Polsce, zwolnione z podatku od zysków. Na pomysł ulgi podatkowej wpadł w 1984 r. amerykański senator, stąd też jego nazwisko pozostało w nazwie konta. Klasyczne IRA wcale nie są gorsze — dają możliwość odliczeń wpłat od podstawy podatku. W czasie prac nad polską ustawą rozważano wprowadzenie takiej dodatkowej zachęty, jednak idea upadła. Nad względami społecznymi przeważyły obawy o budżet.
— Ulga podatkowa na sam koniec okresu oszczędzania nie jest wystarczającą zachętą, zwłaszcza w perspektywie kilkudziesięciu lat — mówi Stanisław Wilczyński, analityk Allfinance. — Brak aktualnych zachęt, np. jakiejś formy odpisu od podatku, był jednym z czynników niepowodzenia pracowniczych programów emerytalnych.
Jeśli do końca przyszłego roku z IKE skorzystałoby 1,7 mln osób, to do kasy państwowej wpłynęłoby 13 mln zł mniej z podatku od zys- ków. Przy maksymalnej szacowanej liczbie oszczędzających — 3,5 mln — kwota ta powiększyłaby się dwukrotnie. Według Biura Ekspertyz i Analiz (BEiA) Kancelarii Sejmu najbardziej prawdopodobny ubytek budżetu z powodu wejścia w życie ustawy o IKE sięgnie 10,5 mln zł.
Ile można wpłacić?
Pustki w budżecie były także pośrednią przyczyną wprowadzenia limitu rocznej wpłaty na specjalne konto. W efekcie na IKE nie można ulokować w tym roku więcej niż 3 tys. 435 zł. Limit wyznacza równowartość 150 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w Polsce.
— W Stanach Zjednoczonych limit oszczędności wynosi 2 tys. USD rocznie. Biorąc pod uwagę siłę nabywczą złotówki do USD, tę granicę powinno się podnieść do dwukrotności średniego wynagrodzenia w Polsce — mówi Jan Fijor, ekspert Centrum im. Adama Smitha.
W czasie prac nad ustawą postulowano ustalenie limitu na poziomie 250 proc., a nawet 300 proc. przeciętnego rocznego wynagrodzenia. „Trzeba było znaleźć granicę, powyżej której nie ma sensu, aby państwo zachętami podatkowymi motywowało do oszczędzania, bo i tak te osoby wolne środki będą lokowały w różnej formie, ponieważ ich bieżąca konsumpcja jest mniejsza niż przychody” — uzasadniał wówczas główny animator ustawy Krzysztof Pater.
Innymi słowy, stwórzmy ułatwienia, ale nie dajmy zarobić kosztem budżetu tym, których stać na bardziej wyrafinowane formy inwestowania na poczet przyszłej emerytury.
Lokowanie nadwyżek pozostawia się do uzgodnienia w umowie między klientem a instytucją finansową. Autorzy ustawy nie określają wysokości miesięcznych wpłat ani ich częstotliwości. Jeśli umowa dopuszcza jednorazową wpłatę całego rocznego limitu, nic nie stoi na przeszkodzie takiemu sposobowi oszczędzania. Oczywiście można wpłacić niższą sumę. Dwie trzecie ankietowanych przez Pentor potencjalnych posiadaczy kont deklaruje wpłatę sięgającą 1,5 tys. zł rocznie.
Specjaliści nie mają złudzeń co do popularności IKE w początkowej fazie rozwoju. Póki co, z oferty skorzystają osoby dobrze zarabiające, na pewno nie młode, także z solidniejszą edukacją finansową. Tymczasem celem ustawy jest zachęcenie do oszczędzania na emeryturę podatników z I grupy podatkowej.
— IKE stanowią elitarną formę oszczędzania adresowaną do wąskiej grupy — napisało Biuro Ekspertyz i Analiz w opinii do ustawy.
Płaca 60 proc. zatrudnionych nie sięga nawet przeciętnego wynagrodzenia. Bodźcem dla nich może być tylko coraz bardziej powszechna opinia o nieuchronnym załamaniu się systemu emerytalnego. Dla młodych ludzi perspektywa 40 lat jest na tyle odległa, a polityczna niestabilność tak realna, że trudno liczyć, iż zaczną masowo zakładać konta emerytalne. A mogą już od 16 lat, pod warunkiem, że pieniądze będą pochodziły z wynagrodzenia za pracę. Takie ograniczenie ma zapobiegać zakładaniu kont 13-latkom przez ich bogatych rodziców. Na założenie IKE można się zdecydować w każdym momencie życia, ale nie później niż 5 lat przed osiągnięciem uprawnień emerytalnych. Wyjątkiem są osoby urodzone między 1946 r. a 1948 r., dla których wymagany okres oszczędzania skrócono do 2-4 lat. Na tym przykładzie widać słabość regulacji. Z inwestycji w wysokości 3,5 tys. rocznie przez 4 lata nie należałoby się spodziewać przyzwoitych zysków, a ryzyko inwestycyjne jest dość duże. BEiA podsunęło propozycję uzależnienia maksymalnych wpłat od wieku oszczędzającego, ale ta pozostała bez echa.
Ile można zyskać?
Jednak długość oszczędzania nie jest jedynym wyznacznikiem wysokości zysku. ING wyliczyło, że przy maksymalnej wpłacie przez 30 lat, zakładając 3-proc. roczny zysk, można przez 15 lat emerytury otrzymywać 2 tys. 85 zł. Ale przy miesięcznej wpłacie w wysokości 100 zł — już tylko 697 zł. Piotr Kuba, członek zarządu Skarbiec TFI, obliczył, że przy wpłacie rzędu 300 zł na miesiąc przez 30 lat, przy 5-proc. realnej stopie zwrotu można uzbierać 250 tys. zł, z czego 27 tys. zł stanowi zysk z tytułu ulgi podatkowej, a ok. 5 tys. zł — z tytułu braku opłaty manipulacyjnej. Prognozy zysku można mnożyć, ale trudno przewidzieć rzeczywiste saldo dochodów na koniec okresu oszczędzania. Co więcej — ustawa nie nakłada na instytucje finansowe obowiązku gwarancji nawet minimalnej stopy zwrotu z kapitału.
— Znam regulacje prawne dotyczące odpowiedników IKE m.in. w Nowej Zelandii, Niemczech czy USA. Nigdzie nie są tak liberalne jak w Polsce — mówi Jan Fijor.
Ustawa o IKE pozostawia firmom całkowitą swobodę w ustalaniu wysokości opłat za prowadzenie kont. Przy uważnej lekturze umowy okazuje się, że fundusze inwestycyjne pobierają opłaty manipulacyjne od każdej przekazanej składki (od 1,5 do 5 proc.) i opłaty za zarządzanie (od 0,2 do 4 proc.). Mogą także ustalić sobie opłaty za prowadzenie i otwarcie konta oraz za wycofanie środków. Towarzystwa ubezpieczeniowe oferujące polisy IKE zatrzymują dla siebie od 0,6 do 10 proc. prowizji od wpłaconej kwoty, a za zarządzanie aktywami od 1,26 do 4 proc. Niektóre zwalniają z opłat manipulacyjnych w ramach promocji bądź też po osiągnięciu określonej sumy wpłat lub okresu oszczędzania.
— Przy podpisywaniu umów na polisę ubezpieczeniową na życie radziłbym dokładnie przestudiować warunki umowy i zacząć czytać od końca, czyli od tego, co napisane jest drobnym drukiem — mówi Stanisław Wilczynśki.
Najbardziej przejrzyste i bezpieczne, ale też przynoszące najmniejsze zyski, bo najmniej ryzykowne, jest IKE w formie lokaty bankowej. Tyle, że oprocentowanie lokat jest ustalane decyzją samego banku, a wysokie odsetki zupełnie nie leżą w interesie tej instytucji. Dodatkowo zyski pochodzące wyłącznie z odsetek od kapitału mogą się okazać niewielkie. Niektórzy bankowcy w trakcie prac nad ustawą wprost mówili o tym, że lokata w perspektywie 20-30 lat jest mało atrakcyjną formą inwestowania.
U kogo konto?
I tak ustawa o pracowniczych programach emerytalnych, w przeciwieństwie do ustawy o IKE, nie dopuszcza możliwości korzystania z lokaty bankowej. W pierwotnej wersji ustawy banki nie znalazły się na liście podmiotów, w których można założyć konto emerytalne. O umieszczenie ich na liście starał się Związek Banków Polskich — z powodzeniem. Fundusze inwestycyjne i towarzystwa ubezpieczeniowe słusznie obawiają się konkurencji banków. Według ostatnich badań Pentora 32 proc. ankietowanych Polaków skorzystałoby z oferty banków, 16 proc. — podpisałoby umowę na prowadzenie IKE z towarzystwem ubezpieczeniowym, 8 proc. — z towarzystwem funduszy inwestycyjnych i tylko 4 proc. — z biurem maklerskim. Na razie można wybierać pomiędzy około (liczby zmieniają się z dnia na dzień — red.) 4 bankami, 11 ubezpieczycielami i 13 TFI. Intensywną kampanię, jeszcze przed wejściem w życie ustawy, prowadzi PZU Życie, chcąc pozyskać 20-proc. udział w rynku. Podobną część klientów ma szansę zdobyć PKO BP z pomocą Ministerstwa Finansów, które od października zaproponuje 10-letnie obligacje dla klientów tego banku, ale tylko w ramach IKE. Nie wszystkie firmy wierzą w potencjał klientów IKE. Zbigniew Andrzejewski, prezes grupy Commercial Union, krytycznie wypowiada się o zbyt niskim limicie kwoty, którą można wpłacić na IKE, co nie pozwala na zebranie odpowiedniego kapitału, a także o nienaruszalności środków na koncie.
— Naszym zdaniem rezygnacja z wcześniej zawartej umowy, czy to w przypadku ubezpieczenia na życie, czy TFI, w celu zawarcia umowy IKE, byłaby błędem i my takie decyzje odradzamy — mówi Anita Bogusz, członek zarządu CU Życie. Amplico Life wykorzystuje ograniczenia IKE do zestawienia niedoskonałej koncepcji rządowej z ofertą własnego autorstwa, opisując swój produkt w samych superlatywach, przy którym IKE wygląda jak ubogi krewny, opatrzony kilkoma suchymi faktami. Towarzystwa ubezpieczeniowe dodają do IKE także ubezpieczenia od zgonu, następstw nieszczęśliwych wypadków czy trwałej niezdolności do pracy, na którą przeznaczana jest część wpłaty. Klienci mogą również przekształcać dotychczasowe polisy z funduszem kapitałowym w IKE, a w przypadku uczestnictwa w pracowniczym programie emerytalnym — dokonać przeniesienia środków. Transfer środków z jednej instytucji prowadzącej IKE, po zerwaniu umowy, do innej nie może się wiązać z żadnymi opłatami karnymi. Ale jeśli zrezygnujemy z konta przed upływem roku, możemy zapłacić nawet kilkaset zł. Nie wolno zakładać dwóch IKE, chyba że zaakceptujemy karę w wysokości 75 proc. podatku od osiągniętego zysku.
IKE nie wyróżnia się szczególną elastycznością, ale jednocześnie obwarowane ustawą zyskuje na przejrzystości. Medialny szum i reklamowe wysiłki firm przypominają o niewydolnym systemie emerytalnym, który nie będzie w stanie zapewnić Polakom spokojnej starości, nie mówiąc już o porównaniach z niemieckimi wycieczkami emerytów. Dziś na jednego emeryta pracują cztery osoby, za 25 lat będzie ich połowę mniej. Czy to w IKE, czy w innym systemie finansowym — warto już zacząć inwestować.
Marta Chmielewska
Gazeta Finansowa






























































