Kilka dni temu Węgrzy zaskoczyli rynek skalą podwyżki stóp procentowych, dziś Czesi trafili w oczekiwania analityków. Polska Rada Polityki Pieniężnej zbierze się w przyszłym tygodniu. Którą ścieżką podąży?


Narodowy Bank Czech (CNB) podniósł referencyjną stopę procentową o 50 pb., co było zgodne z oczekiwaniami analityków. Decyzja została przyjęta stosunkiem głosów 5 do 2. Od jutra referencyjna stopa procentowa będzie wynosić 5 proc. - najwięcej od ponad 20 lat.
Skala podwyżki jest najmniejsza od sierpnia, co może być pewnym zaskoczeniem zważywszy na pojawienie się nowych proinflacyjnych czynników w blisko dwumiesięcznym okresie od poprzedniego spotkania decyzyjnego władz CNB. Na poprzednich czterech posiedzeniach Czesi podnosili "cenę pieniądza" o 75, 100, a nawet 125 pb.
Czesi zacieśniali politykę pieniężną najbardziej zdecydowanie w regionie. Cykl podwyżek stóp proc. rozpoczęli - podobnie jak Węgrzy - jeszcze w czerwcu ubiegłego roku i od tamtej pory podnieśli cenę pieniądza o 4,75 p. proc. W tym samym czasie nad Balatonem stopy banku centralnego wzrosły o 3,8 p. proc., a nad Wisłą - gdzie zdecydowano się na pierwsze ruchy dopiero w październiku - o 3,4 p. proc.
Najbliższe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej jest zaplanowane na przyszłą środę. Analitycy przewidują, że stopy procentowe zostaną podniesione o 50 pb., do 4 proc. w przypadku stawki referencyjnej. Być może polskie władze monetarne pójdą jednak za przykładem Węgrów, którzy zdecydowali się na zrobienie pełnej "setki", i zaskoczą rynek skalą podwyżki. Przemawiać za taką decyzją będzie prawdopodobnie również wstępny odczyt inflacji za marzec. GUS przedstawi tempo wzrostu cen w Polsce jutro - 1 kwietnia. Konsensus rynkowy przewiduje, że inflacja konsumencka po raz pierwszy od 2000 r. przekroczyła 10 proc.

Czesi zmagają się z jeszcze wyższym tempem wzrostu cen. W lutym sięgnęło ono 11,1 proc. i było najwyższe od ponad dwóch dekad. W najbliższych miesiącach ma podskoczyć według prognoz banku centralnego do 13-14 proc. Nasi południowi sąsiedzi, podobnie jak Węgrzy, mierzą się również z jeszcze szybszym niż w Polsce wzrostem cen nieruchomości.
Niektórzy komentatorzy twierdzą, że dane o inflacji świadczą o nieskuteczności banków centralnych regionu w walce ze wzrostem cen, sugerując równocześnie, że polityka pieniężna nie powinna być dalej zacieśniana. Odpowiedź jest prosta: transmisja monetarna musi potrwać - zgodnie z podręcznikiem wpływ podwyżek stóp wyraźnie widać po 4-6 kwartałach. Przełożenie w poszczególnych krajach jest różne ze względu na strukturę gospodarki i specyfikę systemu finansowego. W Czechach odsetek kredytów mieszkaniowych o zmiennym oprocentowaniu (zależnym od stóp proc.) jest wyraźnie mniejszy niż nad Wisłą.
Po drugie ceny towarów i usług konsumpcyjnych za naszą południową granicą nadal rosną szybciej niż "cena pieniądza". Być może bankierzy centralni nie walczą z inflacją tak zdecydowanie jak powinni, ponieważ obawiają się, że naprawdę "jastrzębia" polityka pieniężna wywoła recesję.
Bez wątpienia istnieją czynniki podbijające inflację, które pozostają poza wpływem władz monetarnych. Do tej grupy dołączyła rosyjska inwazja na Ukrainę, podbijająca ceny surowców (energetycznych, rolnych czy metali) i popyt wewnętrzny (poprzez napływ uchodźców, a być może też zapasy tworzone przez zaniepokojone firmy i społeczeństwo), a także osłabiająca waluty krajów regionu. Akurat z tymczasową deprecjacją Czesi szybko się uporali, czemu sprzyjała deeskalacja w Ukrainie i poprawa nastrojów na rynkach finansowych. CNB interweniował na rynku walutowym, a podczas dzisiejszej popołudniowej konferencji prasowej prezes Jiří Rusnok zapewniał, że bank jest gotowy do kolejnych interwencji, jeśli wahania kursu będą "nadmierne".
Ponadto, w oświadczeniu opublikowanym po posiedzeniu zarządu banku napisano, że wojna w Ukrainie znacząco zmieniła perspektywy gospodarcze w porównaniu do scenariuszy nakreślonych w lutowej projekcji CNB. Wśród nich były m.in. prognozy stopniowego spadku rynkowych stóp proc. w drugiej połowie tego roku. Teraz zarząd banku ocenia, że obecna sytuacja "wymaga znacznie bardziej restrykcyjnej polityki", utrzymywanej "prawdopodobnie dłużej niż przewidywała zimowa prognoza". Wiceprezes Marek Mora mówił przed tygodniem, że jego zdaniem docelowo stopa referencyjna wzrośnie do poziomu "znacznie powyżej 5 proc.".




























































