REKLAMA

Co może Rezerwa Federalna?

Krzysztof Kolany2011-09-21 12:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2011-09-21 12:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Według Wall Street Fed może wszystko. Lecz amerykański bank centralny wystrzelał już całą antyrecesyjną amunicję i nie ma w swoim arsenale żadnej Wunderwaffe. To poważny kłopot dla inwestorów, dla których Ben Bernanke stanowi ostatnią nadzieję.

Amerykańska gospodarka zamiast wejść na ścieżkę trwałego wzrostu gospodarczego ugrzęzła w stagflacji. Niewielkiemu wzrostowi PKB (0,2% rdr w pierwszym kwartale i 1,5% w drugim) towarzyszy coraz wyższa inflacja. Dynamika oficjalnego CPI przyspieszyła w sierpniu do 3,8%, ale niezależne statystyki mówią o faktycznej inflacji rzędu 6-7%.

Niezadowalający wzrost gospodarczy nie pozwala obniżyć bardzo wysokiej stopy bezrobocia, na czym przed przyszłorocznymi wyborami zależy Barackowi Obamie. Bez ożywienia na rynku pracy można zapomnieć nie tylko o reelekcji urzędującego prezydenta, ale też o trwałej poprawie koniunktury w USA. Interwencji od Rezerwy Federalnej domagają się też inwestorzy i finansiści, którzy w sierpniu ze zgrozą obserwowali, jak topnieje wartość ich portfeli inwestycyjnych. Fed jest więc pod olbrzymią presją, by zrobić „coś”, co pomoże gospodarce.

Teoria a praktyka


Problem w tym, że wszystkie dotychczasowe działania amerykańskiego banku centralnego okazały się nieskuteczne. Obniżenie do zera stóp procentowych nie zapobiegło (bo nie mogło) najsilniejszej od trzech dekad recesji. Pompowanie bilionów dolarów w zbankrutowany sektor finansowy uchroniło świat przed kaskadą upadłości banków, ale w żaden sposób nie pomogło gospodarce. Skup obligacji hipotecznych nie poprawił koniunktury na rynku nieruchomości, który wciąż leczy kaca po dekadzie boomu napędzanego tanim kredytem. Dodruk pieniądza (quantitative easing – QE) pozwolił sfinansować gigantyczny deficyt budżetowy Obamy (ponad 10% PKB rocznie) i umożliwił fiskalną stymulację gospodarki. Tyle że miejsc pracy od tego nie przybyło. Jedynym skutkiem był wzrost cen ropy, żywności, złota i szybkie przyspieszenie inflacji, która zaczęła obniżać realne dochody Amerykanów.

Ben Bernanke znalazł się w ślepym zaułku. W Jackson Hole obiecał zrobić, „wszystko, co może”, aby przywrócić wzrost gospodarczy. Ale sam musiał przyznać, że Fed już niewiele może. Tradycyjne środki „pobudzania gospodarki” zalecane przez doktrynę J.M. Keynesa zawiodły. Nie pomogła ani bezprecedensowa obniżka stóp procentowych, ani ogromne bodźce fiskalne. Nie zadziałały także instrumenty niestandardowe, takie jak QE, skup aktywów, czy obietnica utrzymania zerowych kosztów kredytu do połowy 2013 roku.

Operacja „Twist” i broń nuklearna


Ekonomiści sądzą, że Rezerwa Federalna może zrobić jeszcze trzy rzeczy. I od razu większość z nich dodaje, że żadna z nich nie będzie miała istotnego wpływu na gospodarkę. Po pierwsze, w grę wchodzi tzw. „operacja Twist”. Polega ona na skupie przez Fed długoterminowych obligacji skarbowych i sprzedaż długu krótkoterminowego. Jej efektem ma być obniżenie długoterminowych stóp procentowych bez zwiększania podaży pieniądza.

Co się dzieje
ze strefą euro?
Tyle że już teraz rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich są wręcz absurdalnie niskie. Rząd USA pożycza na 10 lat po koszcie niespełna 2% rocznie. Taka stawka zapewne nawet nie pokryje przyszłej inflacji i trudno oczekiwać, aby zeszły jeszcze niżej. Mimo to przedsiębiorstwa nie chcą inwestować i zatrudniać nowych pracowników. Nawet najtańszy w historii kredyt hipoteczny nie jest w stanie zachęcić Amerykanów do zadłużania się i nabywania nieruchomości. Człowiek bez pracy i bez dobrych perspektyw nie będzie przecież kupował domu.

Drugim rozwiązaniem byłby „pełzający” dodruk pieniądza – czyli QE3 na raty. W tym scenariuszu Fed nie ogłaszałby jednorazowego programu skupu aktywów (rok temu zapowiedział skup obligacji za 600 mld USD), ale rozpocząłby niewielkie zakupy, stopniowo zwiększając ich skalę w zależności od rozwoju sytuacji gospodarczej. Wznowienie dodruku pieniądza nie pomogłoby gospodarce, ale zapewne usatysfakcjonowałoby inwestorów. W górę poszłyby wyceny akcji, obligacji i przede wszystkim złota oraz surowców. W świat uderzyłaby druga fala inflacji, a dolar dramatycznie straciłby na wartości.

Jednak quantitative easing natrafia na silny opór w łonie władz samego Fed-u. Już przy sierpniowym głosowaniu aż trzech członków Komitetu Otwartego Rynku zaprotestowało przeciwko obietnicy utrzymania zerowych stóp procentowych przynajmniej przez kolejne dwa lata. Przeciwko QE3 opowiada się aż czterech członków z dziewięcioosobowego Komitetu. Ze względów wizerunkowych Bernanke raczej nie zdecyduje się na ujawnienie tak silnej opozycji, bo podważałoby to jego autorytet.

Dylematy drukarza dolarów


Pozostaje jeszcze „opcja atomowa”, jaką byłoby obniżenie oprocentowania rezerw bankowych. W wyniku zmasowanego dodruku pieniądza baza monetarna USA wzrosła z 900 mld do 2,7 biliona USD. Większość „dodrukowanych” pieniędzy – czyli blisko 1,6 biliona dolarów – pozostała jednak na rachunkach prowadzonych przez Rezerwę Federalną jako tzw. nadmierne rezerwy bankowe. Jest to gotówka, jaką banki komercyjne „zaparkowały” w banku centralnym, bojąc się udzielać kredytów. Obecnie Fed płaci im 0,25% odsetek – czyli ok. 4 mld USD rocznie. Dla banków to zysk bez ryzyka.

Ekonomiści z Goldman Sachs i JP Morgan sugerują, że Fed mógłby obniżyć tą stawkę i w ten sposób zachęcić banki do pożyczania pieniędzy gospodarce. Teoretycznie Bernanke mógłby nawet zaordynować ujemną stopę procentową – czyli obłożyć banki opłatą za trzymanie pieniędzy na rachunkach w Rezerwie Federalnej. Byłaby to faktycznie silna zachęta do wpompowania tych pieniędzy w gospodarkę. Groziłoby to jednak hiperinflacją w Stanach Zjednoczonych i mogłoby zmusić Fed do nagłego i drastycznego... podwyższenia stóp procentowych.

Ben Bernanke stoi więc przed dylematem, przy którym wynalezienie kwadratowego koła wydaje się błahostką. W ostatecznym rozrachunku wszystko sprowadza się do jednego pytania: drukować, czy nie drukować? Miejmy nadzieje, że szef najpotężniejszego banku centralnego w końcu otrzeźwieje i skonsultuje się ze zdrowym rozsądkiem. Gdyby drukowanie pieniędzy prowadziło do wzrostu bogactwa, to najbogatszym krajem świata byłoby dziś Zimbabwe.

Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Byli menedżerowie Ergo Hestii i duży broker tworzą spółkę
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy

Komentarze (9)

dodaj komentarz
~Woniu
Wystarczy przestać siać "histerie kryzysową". Jasne przecież jest ,że dopóki "Kowalski" czy "Johnson" słyszy w swoim starym telewizorze ze jest kryzys i za rok może stracić prace to nie kupi nowego telewizora. Tylko poruszenie jednostkowego popytu może coś zmienic. A dopóki dziennikarzyny podkręcają Wystarczy przestać siać "histerie kryzysową". Jasne przecież jest ,że dopóki "Kowalski" czy "Johnson" słyszy w swoim starym telewizorze ze jest kryzys i za rok może stracić prace to nie kupi nowego telewizora. Tylko poruszenie jednostkowego popytu może coś zmienic. A dopóki dziennikarzyny podkręcają społeczeństwa nic się nie zmieni. Nawet FED nie pomoże.
~h.drobiu
będąc zakłądnikiem mędrców z syjonu może wszystko..jedyne czego nie może to uznać palestyne za wolne państwo..
~ekonom
No i jeszcze idiotyczne wojny zżerające biliony+rehabilitacja i renty dożywotnie dla wraków.Grecja w USA za lat parę.A śmiali się z Sowietów ktorzy zostali w Afganistanie wypatroszeni i musieli zbankrutować /na szczęście zresztą/.
~gtt
pan Kolany ,zwiezle i na temat ,pozdrawiam
~centurion z Galicji
Na pewno FED może manipulować informacjami wpływajacymi na światową i europejską gospodarkę, a to ... bardzo duży wpływ i możliwości.
~wars
Jedynym , pozytywnym rozwiązaniem dla gospodarki USA jest spowodowanie bankructwa banków francuskich ( BNP, Agricole, Societegenerale ) co spowoduje lawinę upadłości banków europejskich i jego systemu finansowego a co za tym idzie rewolucji w Europie. W ten sposób dojdzie do kolejnej wojny światowej , które były zbawieniem dla gospodarki Jedynym , pozytywnym rozwiązaniem dla gospodarki USA jest spowodowanie bankructwa banków francuskich ( BNP, Agricole, Societegenerale ) co spowoduje lawinę upadłości banków europejskich i jego systemu finansowego a co za tym idzie rewolucji w Europie. W ten sposób dojdzie do kolejnej wojny światowej , które były zbawieniem dla gospodarki Stanó Zjednoczonych.
Wieszcz narodu Vincent wydał odezwę do emigracji , a pzecież to ten naród rządzi światem.
~kiki
wars ............ty czasem nawet cos sensownego wymyslisz he he he
~seth
a wręcz przeciwnie to one w dużej mierze przyczyniły się do kryzysu
~kent
krotko i na temat .................FED realnie juz nic nie moze zrobic.

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki