W Polsce za prąd płaci się jedne z niższych stawek w Europie – wynika z danych Eurostatu. Jak jednak twierdzą eksperci, już w przyszłym roku powinniśmy przygotować się na podwyżki, gdy zakończy się sztuczne zamrażanie cen.
W pierwszej połowie 2019 r., według Eurostatu, Polacy płacili średnio 57,75 zł za 100 kilowatogodzin prądu. To jedna z najniższych stawek w Unii Europejskie. Jak zauważają europejscy statystycy, w porównaniu z pierwszym półroczem 2018 r. ceny prądu w Polsce spadły o 3,1 proc.
Wyższy spadek cen odnotowano w Portugalii (4,1 proc.) oraz Danii (4,3 proc.). Tam jednak za prąd trzeba było płacić znacznie więcej – odpowiednio 92,6 zł/100 kWh i 128,3 zł/100 kWh. Najdroższą energię elektryczną w okresie od stycznia do lipca mieli Niemcy, którzy za 100 kilowatów płacili średnio 132,8 zł.
W ciągu roku ceny prądu w całej Unii Europejskiej wzrosły o 5 proc. i w pierwszej połowie 2019 r. wyniosły średnio 92,8 zł. Ponad jedną trzecią kwot na rachunkach (37 proc.) stanowiły podatki i opłaty. Największy wzrost cen odnotowano w Holandii (20,3 proc.), na Cyprze (16,4 proc.) i Litwie (14,4 proc.).

Prąd dostarczany gospodarstwom domowym na Litwie był jednak jednym z tańszych. Litwini za 100 kWh płacili średnio 54 zł. Jeszcze taniej było na Węgrzech – 48,2 zł/100 kWh i w Bułgarii – 42,9 zł/1 kWh.
Zupełnie inny rysuje się obraz, jeśli brać pod uwagę ceny dla odbiorców niebędących gospodarstwami domowymi, czyli głównie firm. W tym zestawieniu Polska jest już w środku stawki. Mniej za elektryczność płacą przedsiębiorcy w Danii, Finlandii, Szwecji, Czechach, Bułgarii, Luksemburgu, Estonii, Litwy, Holandii, Słowenii, Węgier i Rumunii. Najdroższą elektryczność dla większych odbiorców miały w pierwszej połowie tego roku Włochy, Cypr i Niemcy.
Stosunkowo niskie ceny prądu są efektem ich zamrożenia. Jak jednak twierdzą eksperci, wraz zakończeniem roku wyborczego, ceny zostaną uwolnione i za prąd zapłacimy więcej.
W 2020 r. rosnącymi kosztami uprawnień do emisji dwutlenku węgla zostaną obciążeni odbiorcy. A te w ciągu półtora roku wzrosły aż o 400 proc., przekładając się 60-procentowy wzrost cen samej energii na rynku hurtowym.
– Nie widzę innego wyjścia niż wzrost cen dla przeciętnego „Kowalskiego” w 2020 roku. Nie można utrzymywać cen, przerzucając bez przerwy koszty na producentów energii, czyli elektrownie, które są przecież spółkami Skarbu Państwa. Rok wyborczy się skończy, to zniknie presja polityczna – zauważa prof. Rafał Weron z Politechniki Wrocławskiej, który na co dzień zajmuje się prognozowaniem cen energii elektrycznej.
Podobnego zdania jest były minister finansów, inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński, który w połowie listopada stwierdził, że nie da się dłużej utrzymywać cen energii na najniższym poziomie dla wszystkich odbiorców. Według Kwiecińskiego w Polsce powinien powstać system dopłat do prądu dla najuboższych obywateli.





























































