„Powinniśmy przygotować się na wzrost cen prądu”

Choć stawki energii elektrycznej rosną od półtora roku na rynku pierwotnym, dla odbiorców indywidualnych zostały zamrożone. Wraz z zakończeniem roku wyborczego zostaną jednak uwolnione - uważa prof. Rafał Weron z Politechniki Wrocławskiej, który na co dzień zajmuje się prognozowaniem cen energii elektrycznej.

Sztuczne zamrożenie cen prądu z końcem tego roku traci swą magiczną moc. Choć politycy przed wyborami uspokajali, naukowcy analizujący i przewidujący ceny prądu są odmiennego zdania. W 2020 r. rosnącymi kosztami uprawnień do emisji dwutlenku węgla zostaną obciążeni odbiorcy. A te w ciągu półtora roku wzrosły aż o 400 proc., przekładając się 60-procentowy wzrost cen samej energii na rynku hurtowym. 

prof. Rafał Weron, Wydział Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej
prof. Rafał Weron, Wydział Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej (fot. Politechnika Wrocławska / )

Marcin Kaźmierczak: Zacznijmy od najważniejszego. Czy ceny prądu w najbliższym czasie nas zaskoczą?

Prof. Rafał Weron, Politechnika Wrocławska: Ceny będą rosły, ale to akurat nie powinno być zaskoczeniem.

Co będzie miało wpływ na wzrost cen?

Przede wszystkim mamy problem z klimatem. Energetyka jest niewątpliwie jednym z sektorów gospodarki, który najmocniej wpływa na zanieczyszczenie atmosfery dwutlenkiem węgla. A wzrost udziału dwutlenku węgla w atmosferze prowadzi do globalnego ocieplenia. Unia Europejska doszła do wniosku, że unijny system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) jest nieefektywny. W myśl starych założeń ceny uprawnień były zbyt niskie i nie spełniały swojej funkcji, czyli nie zachęcały do zmniejszania zanieczyszczeń i nie promowały tych, którzy chcą wytwarzać energię elektryczną ekologicznie. Ogłoszenie wprowadzenia od 2019 roku Rezerwy Stabilności Rynkowej, która ogranicza wolumen praw do emisji dwutlenku węgla, skończyło się drastycznym wzrostem cen emisji z ok. 7,5 euro za tonę na początku ubiegłego roku do niemal 30 euro w lipcu tego roku. Przełożyło się to na skok cen energii elektrycznej w Polsce – kraju, który węglem stoi – z ok. 150 do 250 złotych za megawatogodzinę (MWh).

O ile więcej możemy wkrótce płacić za prąd?

Długoterminowe prognozy cen energii przypominają wróżenie z fusów, szczególnie w kontekście decyzji politycznych dotyczących handlu prawami do emisji. Może się okazać, że UE zwiększy limity emisji i ceny spadną, ale w tej chwili wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Z drugiej strony możemy mieć kryzys gospodarczy, podczas którego ceny paliw spadną, więc nawet przy wysokich kosztach praw do emisji, końcowa cena prądu i tak będzie niższa. Nie widzę jednak symptomów, aby ceny prądu miałyby spaść w najbliższym czasie.

Rachunek przeciętnego „Kowalskiego” jest jednak ustabilizowany. To się zmieni teraz, po wyborach?

Ustawa prądowa zamroziła ceny prądu dla odbiorców indywidualnych, ale nie jest w stanie wpłynąć na ceny na rynku hurtowym w Polsce, a tym bardziej w Europie. Nie widzę innego wyjścia niż wzrost cen dla przeciętnego „Kowalskiego” w 2020 roku. Nie można utrzymywać cen, przerzucając bez przerwy koszty na producentów energii, czyli elektrownie, które są przecież spółkami Skarbu Państwa. Rok wyborczy się skończy, to zniknie presja polityczna.

Sposobem na poradzenie sobie z wyższymi cenami praw do emisji byłoby przejście na odnawialne źródła energii?

Tak, choć niezależnie od cen uprawnień do emisji powinniśmy to zrobić dla naszego zdrowia. Jest to jednak kosztowne. Poza tym rezygnacja z węgla rodziłaby duże problemy społeczne, ponieważ coś z tą rzeszą pracowników sektora górniczego trzeba by zrobić. Zasadnicze pytanie brzmi, który rząd będzie w stanie ponieść ryzyko i zmierzyć się z tymi problemami. Budowa nowych elektrowni, czy to wiatrowych, czy słonecznych o odpowiednio dużej mocy jest także czasochłonna. Nie można jednak tego zaniedbywać i ten proces nie może odbywać się całymi dekadami.

Niemcy chcą do 2038 r. zrezygnować z węgla w energetyce. Czy Polska może w ogóle myśleć realnie o jakiejś dacie odejścia od węgla?

Technologicznie prawdopodobnie tak, ale czy społecznie i geopolitycznie jest to możliwe? Wątpię. Politycy mogą podać każdą datę i byłaby to wyłącznie decyzja polityczna. Obecnie prawie cała produkcja energii elektrycznej w Polsce opiera się na wysokoemisyjnym węglu. Przejście na gaz ziemny wiązałoby się z uzależnieniem od surowca, który trzeba by importować. Węgiel mamy, więc z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego jest on dla nas bezpieczniejszy. Z kolei przejście na odnawialne źródła energii wymaga zapewnienia mocy wytwórczych znacznie przekraczających obecne zapotrzebowanie na energię. Przecież wiatr nie zawsze wieje, a słońce nie świeci całą dobę.

(fot. Henryk Przondziono / FORUM)

Czy fotowoltaika i panele słoneczne montowane przez samych odbiorców mogą wpłynąć na obniżkę cen prądu?

Z punktu widzenia odbiorcy tak. Dużą cześć, ale nie całość, wygenerowanej energii zakład energetyczny odliczy od rachunku za prąd pobrany z sieci. W rozliczeniu rocznym możemy praktycznie zredukować rachunek do zera.

A ceny na rynku hurtowym?

W tym przypadku fotowoltaika stwarza duże problemy. Profil konsumpcji energii elektrycznej jest zgodny z czasem naszej aktywności – w nocy jest niskie zapotrzebowanie, rośnie nad ranem, gdy wstajemy i idziemy do pracy, w środku dnia się stabilizuje lub nawet spada. Ponownie nieco rośnie, gdy wracamy do domu, by w końcu opaść późnym wieczorem. Ale słońce świeci najmocniej w środku dnia, a w nocy w ogóle. Więc im większy jest udział fotowoltaiki w produkcji energii, tym większa jest różnica między zapotrzebowaniem na energię z innych źródeł wczesnym popołudniem i wieczorem. Ceny hurtowe mogą spaść w środku dnia, ale fotowoltaika nie pomoże zlikwidować wieczornego szczytu. 

Jakie może to rodzić konsekwencje w przyszłości?

Kalifornijski operator systemu elektroenergetycznego nazwał ten fenomen krzywą kaczki (ang. duck curve), ponieważ profil produkcji ze źródeł niefotowoltaicznych przypomina kaczkę – rankiem ogon, w środku dnia niżej położony grzbiet, a wieczorem wysoko uniesioną głowę. Z roku na rok ten grzbiet jest niżej położony. Prognozy dla Kalifornii są takie, że w 2020 roku trzeba będzie dwukrotnie zwiększyć produkcję między godziną 16:00 (grzbiet) a 19:00 (głowa). Nie zapewni tego wiatr, który jest bardzo niestabilnym źródłem.

Czyli można pokusić się o tezę, że alternatywne źródła energii zakłócają ceny prądu?

Tak. Produkcja z paneli i wiatraków zmniejsza ilość energii, która w innym wypadku musiałaby być produkowana z konwencjonalnych źródeł. Elektrownie węglowe jednak zwykle pracują 24 godziny na dobę, ponieważ technologicznie proces wyłączenia i ponownego włączenie bloków jest długotrwały i kosztowny. Gdy wieje wiatr i świeci słońce, a zapotrzebowanie jest niskie, to ceny na rynku hurtowym spadają i w skrajnych przypadkach mogą być ujemne. Dekadę temu tego zjawiska nie odnotowywaliśmy, a teraz od czasu do czasu w Niemczech dochodzi do sytuacji, w której elektrownie konwencjonalne są w stanie dopłacić, byleby tylko ktoś odebrał prąd. 

Problem rozwiązałoby zwiększenie możliwości zmagazynowania energii?

Tak. Ale to musiałyby być rozwiązania na dużą skalę, które pozwoliłyby zmagazynować energię generowaną choćby przez panele fotowoltaiczne, wówczas gdy jej nie potrzebujemy i umożliwić jej konsumpcję kilka godzin później. Jednak baterie sporo kosztują, a pierwiastki, z których się je produkuje, też nie występują na ziemi w nieograniczonych ilościach.

Z prof. Rafałem Weronem rozmawiał Marcin Kaźmierczak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 4 mgamon_interia.pl

Różne opcje Polską rządziły AWS , SLD, PO, teraz PIS a ja mam wrażenie ,że tymi rządzącymi rządzi jeszcze jakieś lobby górnicze, które dba o miliardowe przywileje górników kosztem reszty społeczeństwa i ich zdrowia

! Odpowiedz
4 4 hybryda1

panika jaką wywołano wokół kwestii ocieplenia klimatu to kłamstwo i oszustwo promowane przez światowe elity za pośrednictwem ONZ IPCC. Rodzi się także pytanie o celowość oraz sens prowadzenia "oprysków", których efekty możemy obserwować nad swoimi głowami. Dlaczego rządy oraz media mainstreamowe nadal milczą, zwłaszcza w obliczu zgłaszanych na całym świecie przypadków masowych zachorowań? Milczą pomimo, iż amerykański Narodowy Instytut Zdrowia uznał, iż za obecność neurotoksyn w ludzkiej krwi oraz płucach bezpośrednią odpowiedzialność ponoszą właśnie chemtrails będące realizacją projektu "Deep Shield". O co więc w tym chodzi? Jest takie powiedzenie, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Czy i tym razem głównym celem przyświecającym elitom jest wyłudzanie pieniędzy poprzez nakładanie różnych "podatków" na państwa? Czy możliwym jest, iż głównym założeniem chemtrails i warstwy metalizowanej zawiesiny nie jest ochrona przed jakimkolwiek promieniowaniem lecz stworzenie ekranu dla innego projektu o nazwie Blue Beam? https://fakty.interia.pl/swiat/news-dziwne-zjawisko-na-norweskim-niebie-nasa-uspokaja-to-nie-kos,nId,2932025#utm_source=paste!!!!!!!!opryski http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/agencje_szpiegowskie,p1863843267
https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/4568-operacja-koniczyna-nowe-sposoby-zabijania
http://www.prisonplanet.pl/multimedia/geoinzynieria_3_kontrola,p1464267308

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 18 passenger

Ja już się przygotowałem - założyłem w wakacje panele fotowoltaiczne o mocy pokrywającej zapotrzebowanie mojej rodziny. Po odliczeniu dotacji i uldze podatkowej koszt zwrotu instalacji 3,6 kW to 4-5 lat przy obecnych cenach prądu. Jak wzrosną, to szybciej.

! Odpowiedz
23 36 xxpp

Już po wyborach. można jechać z hołotą. niech płaci.

! Odpowiedz
10 33 abcx

Fajnie że UE dba żeby prąd był drogi i cały energochłonny przemysł znajdował się po za UE ale dla czystego powietrza przecież chyba warto...

! Odpowiedz
0 24 krzysiekk0

Pewnie wprowadzą jakąś opłatę, i tak na rachunku jest ich 9. A "najlepsza" jest opłata handlowa, za to że w ogóle wystawią i wyślą fakturę, co jest nie do pomyślenia w normalnej firmie.

Więcej o tym co jest w rachunkach za prąd możecie poczytać tutaj:

https://ludzkiefinanse.pl/2019/10/13/rachunek- za-prad-za-co-placimy-i-czy-mozemy-go-zmniejszyc/

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 8 jer65

Już ładuję wszystkie akumulatorki ale na więcej niż 2 dni i tak nie wystarczy .

! Odpowiedz
38 14 kutasikaczor

podnieść ceny tym co głosowali na nie pisowców a tym co na pisowców dać tak ze 250+ na dodatkowe wydatki

! Odpowiedz
12 42 vvh

Akurat rosnące ceny energii elektrycznej są winą Tuska, który wyraził zgodę, aby nasza obniżka poziomu CO2 była liczona nie od roku 1988 (protokół z Kioto, w którym zobowiązaliśmy się do redukcji emicji dwutlenku węgla o 6% - a zamiast tego do 2005 zredukowaliśmy o 31,9%) ale od roku 2005, w którym siadła nasza gospodarka (po redukcji 32%) o kolejne 20%...

Przeczytaj sobie artykuł Rzeczypospolitej "Pakt klimatyczny - porażka Donalda Tuska"...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
11 5 marianpazdzioch

No to akurat nie jest śmieszne. To jest sposób myślenia tej bandy i wynikająca z niej rzeczywistość.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne