Po 9 latach analiz, eksperymentów i testów Norges Bank potwierdza wcześniejsze wnioski – cyfrowy pieniądz nie jest na razie potrzebny. Co ważne, sceptyczny jest bank centralny kraju, który dzierży pierwsze miejsce na świecie pod względem marginalizacji roli gotówki.


Bank Norwegii należał do grona banków, które jako jedne z pierwszych rozpoczęły badanie możliwości kryjących się w cyfrowym pieniądzu banku centralnego (CBDC). Norges Bank zabrał się za analizy już w 2016 r., gdy wizja była jeszcze mglista. Pierwsza faza badań koncentrowała się na podstawowych pytaniach o cel ewentualnej emisji CBDC i możliwe rozwiązania infrastruktury nowego pieniądza.
W opublikowanym w 2018 r. raporcie Norges Bank zwracał uwagę, że e-korona mogłaby dać obywatelom dostęp do publicznej, pozbawionej ryzyka kredytowego alternatywy wobec pieniądza bezgotówkowego, pełnić rolę dodatkowego mechanizmu rozliczeń (obok zbudowanych przez sektor prywatny) i stworzyć nową formę prawnego środka płatniczego uzupełniającego w tej roli gotówkę. Wnioski sformułowano ostrożnie. „To długoterminowe przedsięwzięcie”, wskazano w dokumencie.
Ostrożność po latach analiz
W kolejnych latach norweski bank centralny przeprowadził 5 fal badań i eksperymentów. Ostatni raport opublikowano jednak w 2023 r. i od tego czasu nie pojawiły się żadne nowe opracowania. Podsumowanie fazy piątej przewidziano na I kw. 2026 r. Już jednak we wcześniejszych wnioskach pojawiają się elementy „zwątpienia”.
Wskazując na rozwój stablecoinów i pojawianie się potencjalnej konkurencji ze strony innych walut w elektronicznej formie (np. e-euro), Norges Bank twierdził, że okoliczności nie są ponaglające. Nowe zjawiska w świecie płatności nie wymagają zdaniem banku centralnego Norwegii natychmiastowej reakcji. „Wprowadzenie CBDC stanie się adekwatnym krokiem, jeśli nie ma perspektyw na pojawienie się prywatnego pieniądza o takiej funkcjonalności i obdarzonego powszechnym zaufaniem, także w nowych obszarach” – czytamy w podsumowaniu analiz z 2023 r.

10 grudnia 2025 r. na stronie internetowej banku opublikowano krótką notatkę, która zawiera ważną deklarację. „Norges Bank doszedł do wniosku, że wprowadzenie cyfrowego pieniądza banku centralnego nie jest obecnie uzasadnione” – czytamy w dokumencie. „Norweski system płatniczy jest wydajny i bezpieczny. Operacje są stabilne, a płatności mogą być dokonywane szybko, przy niskich kosztach ekonomicznych i dostosowane do potrzeb użytkowników. Rozwiązania awaryjne w systemie płatności są solidne i podejmowane są działania na rzecz ich dalszego wzmocnienia” – wskazano w stanowisku, odnosząc się m.in. do prac nad wzmocnieniem odporności płatności bezgotówkowych na zakłócenia.
Bank będzie nadal analizował postępy w technologii tokenizacji aktywów finansowych, w tym pieniądza banku centralnego. Zadeklarowano również przeanalizowanie rozwiązań zastosowanych w europejskiej wersji CBDC, a także rychłe przedstawienie konkretnych dalszych planów.
Rośnie grono „stojących z boku”
Po początkowej fali zainteresowania CBDC nadeszła faza pragmatycznego spojrzenia na problem. Przypomnijmy, że w ostatnich miesiącach o przystopowaniu prac nad cyfrowym pieniądzem donoszono z Korei Południowej i Republiki Południowej Afryki. Norwegia wydawać się mogła jednak mało prawdopodobnym kandydatem do grupy sceptyków.
W 2024 r. w Norwegii udział gotówki po kilkuletniej przerwie ponownie zmalał, osiągając historyczne minima. Pieniądz w tej postaci odpowiada za zaledwie 1 proc. wartości i 2 proc. liczby płatności. Jeśli któryś z banków centralnych na świecie stoi przed naglącym wyzwaniem dopasowania swojego „produktu” do cyfrowego świata, to byłaby to właśnie Norwegia. Lada moment pieniądz gotówkowy może zostać tam zmarginalizowany, a prace nad prawnym wzmocnieniem jego roli mogą okazać się spóźnione. Tymczasem Norges Bank najwyraźniej godzi się na ten stan rzeczy i gotów jest oddać pole sektorowi prywatnemu.





























































