Kiedy 8 lipca 2014 r. piłkarska reprezentacja Niemiec upokorzyła Canarinhos, wygrywając na ich terenie 1-7 i wyrzucając z ich z mundialu, wielu Brazylijczyków miało wrażenie, że oto otworzyły się wrota piekieł. Obecna sytuacja gospodarcza Kraju Kawy niebezpiecznie koresponduje z postawą brazylijskiej drużyny piłkarskiej w tamtym meczu, a jej konsekwencje są o wiele poważniejsze od skutków najdotkliwszej w historii porażki sportowej.


Na barwnej fladze Brazylii, pośród gwiazd symbolizujących Krzyż Południa, widnieje napis „Ordem e progresso” czyli „ład i postęp”. Obecnie w Kraju Kawy próżno szukać obu tych wartości.
Siódma największa gospodarka świata, której jeszcze niedawno wieszczono świetlaną przyszłość, wpadła w poważne turbulencje. Niczym w ubiegłorocznym meczu Niemcy-Brazylia, w krótkim okresie na jaw wyszły wszystkie brazylijskie słabości.
0-1 PKB
Punktować brazylijską gospodarkę zaczniemy od podstawowego wskaźnika, czyli PKB. Przy wszystkich jego wadach (to materiał na osoby artykuł) jego dynamika coś może nam powiedzieć o kondycji gospodarczej kraju. Brazylia pod tym względem nie wypada najlepiej.
Druga największa gospodarka na półkuli zachodniej znajduje się obecnie w najdłuższej recesji od 1999 r. Niewiele wskazuje na to, aby sytuacja miała się nagle odmienić, co oznacza, że następne dane o brazylijskim PKB okraszone będą komentarzem w stylu „najdłuższa recesja od 1931”.
0-2 Inflacja
PKB może spędzać sen ekonomistom, ale zwykłego Silvę (najpopularniejsze brazylijskie nazwisko, ponad 20 milionów osób) bardziej interesuje to, co może kupić za swoją pensję. I tutaj brazylijska gospodarka okazuje słabość. Owszem, ceny nie rosną tak szybko, jak w czasie gospodarczych zawirowań sprzed 20 lat, kiedy inflacja CPI sięgała blisko 5000% r/r, ale odnotowane w lipcu i sierpniu ponad 9,5% r/r to wciąż dużo (najwięcej od listopada 2003 r.)
Odnotowywana roczna dynamika cen od dawna przekracza cel inflacyjny Centralnego Banku Brazylii na poziomie 4,5%. Chcąc okiełznać nieco wzrost cen, władze monetarne podwyższyły referencyjną stopę procentową do 14,25% - to jedna z najwyższych stóp obecnie notowanych na świecie.
0-3 Waluta
Z inflacją i stopami nierozerwalnie związany jest kurs walutowy. Brazylijski real słabnie w oczach i w ostatnich dniach flirtuje z psychologicznym poziomem 4 BRL za dolara amerykańskiego. Tylko w tym roku real osłabił się o ponad 30% - najmocniej wśród 16 głównych walut świata.
Słabsza waluta to miecz obosieczny. Uderza w import (-12% r/r), a warto pamiętać, że niektóre towary (np. elektronika) są obłożone wysokimi cłami i wspomagają eksporterów (7% r/r), którzy jednak przez lata najmocniej handlowali z Chinami potrzebującymi - w obliczu spowolnienia gospodarczego - mniej brazylijskich surowców. Same surowce, których eksport był motorem rozwoju Brazylii – ropa, cukier, kawa czy metale – mocno zaś tanieją.
Na marginesie warto dodać, że to Brazylijczyk – Guido Mantega, minister finansów w latach 2006-15 – już w 2010 r. głośno mówił o tym, że świat wchodzi w erę wojen walutowych.
0-4 Surowce
Kraj Kawy nie tylko kawą stoi, ale też rudą żelaza, ropą naftową, cukrem, soją i innymi surowcami. O tym, jak towary te są istotne dla brazylijskiej gospodarki, niech świadcz ich udział w eksporcie
Kraj Kawy uzależniony nie tylko od kawy. https://t.co/7mU7EMsZyR pic.twitter.com/AsNhbBXohI
— Michał Żuławiński (@M_Zulawinski) September 22, 2015
Nic nie trwa jednak wiecznie i apetyt chińskiego smoka, który przez lata pożerał olbrzymie ilości surowców, zaczął słabnąć, co przełożyło się na ich ceny na światowych rynkach. W czasie surowcowego boomu Brazylia nie zdążyła – jak zapowiadali politycy – awansować do gospodarczej pierwszej ligi,
Na koniec rzućmy okiem na ceny kilku brazylijskich surowców, takich jak kawa, ropa naftowa, soja, cukier czy kukurydza. Zwolennicy Jacka Gmocha analizy technicznej
mogą zabrać się za rysowanie.
0-5 Polityka i Petrobras
Brazylijskiego kryzysu gospodarczego nie da się opisać w oderwaniu od kryzysu politycznego. Pozycja Dilmy Rousseff jest wyjątkowo słaba, choć jeszcze niespełna rok temu udało jej się wygrać walkę o reelekcję. Obecnie poparcie dla prezydent deklaruje zaledwie 8% społeczeństwa, co jest niechlubnym rekordem w najnowszej historii kraju. Mająca mniejszość w parlamencie opozycja zawiązała „Ruch na rzecz Impeachmentu”, jednak według ostatnich doniesień za odwołaniem Dilmy jest nawet jej poprzednik i sojusznik, Lula da Silva, co mogłoby zwolennikom impeachmentu dać więcej szabel.
Prócz pogarszających się kwestii gospodarczych i zwykłego zmęczenia nieudolną władzą Brazylijczycy mają za złe pani prezydent liczne skandale z pogranicza biznesu i polityki - w tym aferę w „narodowym czempionie” – Petrobrasie – którym kierowała przed przeprowadzką do Pałacu Planalto.
Już sama gwałtowna przecena ropy naftowej byłaby dla Petrobrasu – największego przedsiębiorstwa Ameryki Łacińskiej – wystarczająco poważnym problemem. W 2015 r. naftowy gigant wkraczał jednak ze skandalem korupcyjnym w pełni.
W aferze o wdzięcznej medialnej nazwie „operacja myjnia samochodowa” prokuratura wzięła na celownik kilkudziesięciu polityków, w tym czynnych parlamentarzystów i skarbnika partii rządzącej, którzy otrzymywali od przedsiębiorców zabiegających o zamówienia dla Petrobrasu stałe "pensje" sięgające 200 tysięcy dolarów miesięcznie. W związku z aferą do dymisji podała się prezes spółki oraz pięciu dyrektorów. To jednak „małe piwo” – amerykańscy regulatorzy rynku (Petrobras jest notowany w Nowym Jorku) w związku z aferą nałożyły na spółkę karę w wysokości 1,6 mld dolarów.
Zobacz też: „Bananowy dług” Petrobrasu zaczyna się psuć
0-6 Mundial i IO w Rio
Już przed ubiegłorocznym mundialem w Brazylii media ekonomiczne obiegła fala artykułów punktujących nadmierne inwestycje władz. Ich przykładem był powstały kosztem 300 mln dolarów stadion Arena da Amazonia w położonym głęboko w interiorze Manaus. Na tym skądinąd bardzo ładnym obiekcie po zakończeniu mistrzostw (rozegrano 4 mecze) obecnie rozgrywane są mecze czwartej ligi, które gromadzą jeszcze mniej widzów niż mecze ekstraklasy rozgrywane na stadionach na Euro 2012 r.
Fani sportu zapewne doskonale wiedzą, ale pozostałym czytelnikom warto przypomnieć, że już za rok Brazylia – a konkretnie Rio de Janeiro – zorganizuje jeszcze większa imprezę sportową. Do tej pory tylko raz zdarzyło się, żeby jeden kraj organizował letnie igrzyska zaledwie dwa lata po piłkarskim mundialu. Były to Stany Zjednoczone (MŚ 1994 i Atlanta 1996), których prosperity lat 90. trudno jednak porównać z obecną rozchwiana sytuacją w Brazylii, gdzie – jak pokazuje przykład Petrobrasu – politycy mają dosyć lepkie ręce.
Wiele wskazuje zatem na to, że i Brazylijczyków (tak jak Greków czy Rosjan) może dotknąć „olimpijska klątwa”. Szacowany koszt organizacji igrzysk miał wynosić 14,4 mld USD , a nie trzeba być specjalistą od ekonomii, aby zauważyć, że w obecnej sytuacji Kraj Kawy potrzebuje innych inwestycji niż tor do kajakarstwa górskiego.
Zobacz też: Igrzyska Olimpijskie w 2020 r. zorganizują bankruci
0-7 Śmieciowy rating
Ostatni mocny cios Brazylia otrzymała od agencji Standard&Poor’s, która obniżyła rating Kraju Kawy z BBB- do BB+ czyli do poziomu „śmieciowego”. O obniżce ratingu mówiło się już od jakiegoś czasu, lecz nie oczekiwano jej tak szybko.
Wśród powodów degradacji Brazylii S&P wymienił, prócz pogarszających się warunków, „rosnące problemy polityczne” oraz „zdolność i wolę” przedstawienia przez władze przyszłorocznego budżetu w wersji z niezbędnymi cięciami.
Nadany przez S&P rating BB+ z perspektywą negatywną stawia Brazylię na równi z Rosją – innym państwem z grupy BRICS, któremu – mówiąc eufemistycznie – nie wiedzie się ostatnio najlepiej. Pozostałe dwie główne agencje ratingowe – Moody’s i Fitch – przyznają Brazylii noty powyżej poziomu śmieciowego, jednak wydaje się, że obniżenie ratingu jest tylko kwestią czasu.
1-7 Potencjał
Honorową bramkę na 1-7 reprezentacja Brazylii strzeliła Niemcom dopiero w 90 minucie. Jej autorem był Oscar, jeden z najlepszych zawodników młodego pokolenia. Potencjał piłkarski w Brazylii był od zawsze, choć nie zawsze był właściwie wykorzystywany – każdemu zwalnianemu selekcjonerowi zarzuca się, że z nieprzebranej puli graczy wybrał tych niewłaściwych. Podobnie rzecz ma się z gospodarką.
Brazylia to wielki i zasobny kraj, który - co dziś szczególnie ważne - położony w bezpiecznym rejonie świata (daleko od Rosji, Bliskiego Wschodu czy punktów zapalnych w Afryce i Azji Południowo-Wschodniej) oraz w bliskim sąsiedztwie największej gospodarki globu.
Niewiele albo wręcz nic nie zmieni się jednak, dopóki nie dojdzie do zmiany „myśli trenerskiej” czyli porzucenia państwowego interwencjonizmu na rzecz swobody gospodarczej, odsunięcia skorumpowanych polityków i przeprowadzenia strukturalnych reform (w tym emerytalnej, kluczowej ze względu na zmieniającą się strukturę demograficzną kraju).
Brazylia od lat miała, ma i będzie mieć wszystko, co potrzebne, aby stać się ważnym graczem w światowej gospodarce. Brazylijczykom pozostaje tylko życzyć, aby sposobów na wyjście z kryzysu nie szukali u sąsiadów z Wenezueli i Argentyny.



























































