REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Igrzyska Olimpijskie w 2020 r. zorganizują bankruci

2013-09-06 18:30
publikacja
2013-09-06 18:30
Dodaj Bankier.pl w Google

W sobotę późnym wieczorem polskiego czasu Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosi decyzję o wyborze gospodarza letnich Igrzysk Olimpijskich w 2020 r. W finałowej trójce kandydatów znalazły się kraje zmagające się z poważnymi trudnościami gospodarczymi.


Foto: PAP/EPA

Aktualizacja: gospodarzem letnich Igrzysk Olimpijskich w 2020 r. jest Tokio

Madryt, Tokio, Stambuł – jedno z tych miast rozpocznie przygotowania do największej imprezy sportowej współczesnego świata. Za 7 lat do Hiszpanii, Turcji lub Japonii zjadą tysiące sportowców, kibiców i dziennikarzy, dla których wybudowane zostaną nowoczesne obiekty sportowe, hotele i infrastruktura. Łyżkę dziegciu w olimpijskiej beczce miodu stanowi fakt, że za wszystko jak zwykle zapłacą podatnicy, których los w Kastylii, nad Bosforem czy na Dalekim Wschodzie już teraz nie jest kolorowy.

Pchnięcie bezrobotnym

Najbardziej wytrwałym kandydatem w finałowej trójce jest Madryt. Stolica Hiszpanii stara się o organizację letnich igrzysk już trzeci raz z rzędu. Najnowszy wniosek (Madryt starał się także o IO w 1972, również bezskutecznie) składany był w 2005 r., kiedy rzeczywistość gospodarcza w Hiszpanii była diametralnie inna.

Ze względu na zapewniany przez EBC tani kredyt boom budowlany trwał w najlepsze, stopa życiowa Hiszpanów rosła, a kraj stawiany był nowym krajom UE – w tym Polsce – za wzór szybkiego skoku cywilizacyjnego. Jak zwykle w takich okolicznościach hiszpański sen o potędze został zniweczony przez kryzys gospodarczy, który nie odpuszcza do dziś.

Wakacje na giełdzie

Długotrwała recesja, bankructwa banków i deweloperów, masowe protesty społeczne – oto nowa hiszpańska rzeczywistość, w której czołowe miejsca w serwisach informacyjnych zajmuje nie wynik starcia Barcelony z Realem, lecz rosnąca rentowność obligacji. Największa katastrofa panuje na rynku pracy. Dość powiedzieć, że odsetek bezrobotnych ogółem wynosi ponad 26%, a wśród osób do 25 lat bezrobocie wynosi 56,1%. Doszło do tego, że młodzi Hiszpanie – wypychani z krajowego rynku pracy przez skostniałe regulacje – za chlebem wyjeżdżają już nie tylko do Niemiec lub Wielkiej Brytanii, ale też do Polski lub Maroka.

Skok w dług

Faworytem bukmacherów przed jutrzejszym werdyktem pozostaje Tokio. Stolica Japonii już organizowała letnie igrzyska – w 1964 r. – jednak, podobnie jak w przypadku Madrytu, realia gospodarcze były wówczas odmienne. W latach 60. otrząsająca się z powojennej traumy Japonia zadziwiała świat tempem rozwoju gospodarczego. Dziś Kraj Kwitnącej Wiśni jest antywzorcem za dług, drukowanie jenów i strukturę demograficzną.

Wygrana w wyścigu o igrzyska w 2020 roku ma być „czwartą strzałą” w kołczanie premiera Shinzo Abe. Z trzech dotychczasowych – podwojenia podaży pieniądza, zwiększenia wydatków publicznych i deregulacji gospodarki – najczęściej sięgano po dwie pierwsze. Póki co najbardziej cieszą się z tego inwestorzy (za rządów Abego Nikkei dał zarobić ponad 50%) i eksporterzy korzystający z taniego jena. Cierpią zaś zwykli obywatele, którzy jednocześnie obserwują wzrost cen i spadek wynagrodzeń (już 14 miesięcy z rzędu). Na domiar złego zwiększone wydatki publiczne, które w razie wyboru Tokio pójdą także na obiekty olimpijskie, rząd planuje sfinansować poprzez podwojenie stawki podatku VAT.

Finansowym sportem narodowym Japonii jest jednak nie proponowane przez rząd łucznictwo, ale dług publiczny. W ubiegłym miesiącu na japońskim zegarze długu wybiła kwota 1.000.000.000.000.000 (słownie: biliard) jenów. Pod względem stosunku długu publicznego do PKB (214%) Kraj Kwitnącej Wiśni deklasuje wszystkich światowych konkurentów, z Zimbabwe (187%) i Grecją (156%) na czele grupy pościgowej.

Bliskowschodnie strzelectwo

W równie niekorzystnym momencie do walki o organizację IO przystępuje Turcja. Kraj, który przez wiele lat był faworytem zarządzających funduszami inwestycyjnymi, przeżywa klasyczne dla rynków rozwijających się załamanie związane z odpływem zagranicznego kapitału. Wielka wyprzedaż tureckich aktywów skutkuje słabnącą walutą, taniejącymi akcjami i eksplodującymi rentownościami obligacji.

Nad Bosforem nie umilkły jeszcze echa silnych konfliktów społecznych, które targały krajem na przełomie maja i czerwca. Zamieszki, które wybuchły na głównych ulicach i placach starającego się o IO Stambułu, dobitnie pokazały, że za gospodarczym sukcesem kraju nie stoi niewidzialna ręka rynku, ale silna ręka rządzącej partii. Podobnie jak inne kraje rozwijające się, Turcja ma też drugie, biedniejsze oblicze: 16% z ponad 70-milionowego społeczeństwa żyje w skrajnym ubóstwie. Finansowane z publicznej kasy pełnowymiarowy basen, tor do kajakarstwa górskiego czy wystawny stadion nie są z pewnością obiektami ich marzeń. Najpierw chleba, a dopiero później igrzysk.

Według zagranicznych komentatorów gwoździem do trumny tureckiej kandydatury może być konflikt w Syrii. Organizacja igrzysk w kraju graniczącym z najbardziej zapalnym punkcie świata – z dużą dozą prawdopodobieństwa Bliski Wschód nie zamieni się do 2020 r. w oazę spokoju – może się nie spodobać sponsorom i władzom MKOl, którzy w czasie imprezy chcą liczyć zyski, a nie drżeć przed widmem zamachów terrorystycznych.

Być jak Barcelona

Od ponad 20 lat „świętym Graalem” wszystkich kandydatów ubiegających się o organizację dowolnej dużej imprezy sportowej jest powtórzenie casusu Barcelony. Igrzyska w 1992 r. (pierwsze „skomercjalizowane”, na których wystąpili m.in. zawodowi koszykarze z NBA) i związana z nimi modernizacja pozwoliły stolicy Katalonii zyskać status światowej stolicy. Problem w tym, że nie każde miasto może pochwalić się ciepłym morzem, architekturą Gaudiego czy jednym z największych klubów piłkarskich. Krótko mówiąc, z igrzyskami czy bez Barcelona i tak przyciągnęłaby turystów.

Od tamtej pory przykładem Barcelony szafowała niezliczona liczba miast i państw, w tym niestety także Polska. Rok po zakończeniu Euro 2012 entuzjazm nad Wisłą spadł dramatycznie, a drogie i nierentowne stadiony częściej niż dumą narodową napawają frustracją. Wspomnienia po wielkich imprezach nie osładzają także ciężkich czasów Grekom czy Portugalczykom, a niszczejące obiekty olimpijskie w Pekinie nie przydają splendoru mierzącym się ze spowolnieniem gospodarczym władzom Chin.

W obliczu największego od dziesięcioleci światowego kryzysu organizacja kosztownych igrzysk olimpijskich to sprawa bardzo kontrowersyjna. Trudno oczekiwać, żeby o IO przestali zabiegać politycy czy międzynarodowe organizacje sportowe. Veto powiedzieć mogą jedynie podatnicy, co kilka miesięcy temu zademonstrowali Brazylijczycy, protestując przeciwko wydatkom na Mundial 2014 i olimpiadę w 2016 r.

Propagowane przez MKOl szlachetne współzawodnictwo i braterstwo wszystkich narodów to piękna idea, ale pod warunkiem, że zabawa nie odbywa się na cudzy koszt.

Michał Żuławiński
Bankier.pl

Źródło:
Tematy

Komentarze (7)

dodaj komentarz
~k0t_paskowy
a które państwo na dzisiejsze przeliczenia jest bogate no powiedzmy nie jest bankrutem? w PLu mamy 4 stadiony po piłkarskich mistrzostwach czy one do czegoś służą? NIE to kolejne pomniki naszej bezmyślności więc nie rozpisujcie się panowie pismacy o bankructwie państw starających się o zorganizowanie imprezy o takim światowym formacie
~fan Grog
Tak , tylko autor zapomniał dopisać ,że wierzycielami 87% długu publicznego Japoni są obywatele tego kraju. W Polsce natomiast wierzycielami większości zadł€żenia zagranicznego, podobnie jak Grecji i Zimbabwe, jest światowa lichwa syjonistyczna.
~ME 2012
Normalka ... Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w 2012 roku zorganizował przecież bankrut Polska. A ta impreza wpędziła nas w jeszcze większe długi.
~HadwaO
Sport nie ma sensu ,to zwyczajne marnowanie energii ,trzeba żyć racjonalnie ,czy ktoś policzy jaki jest wpływ sportu na efekt cieplarniany ,to budowanie stadionow i miliony ton cementu i stali a potem kryzys i bida to bicie rekordów kto szybciej ,kto wyżej ,kto dalej ,kto komu morde obije ,to tylko znaczy ,że człowiek jest istotą Sport nie ma sensu ,to zwyczajne marnowanie energii ,trzeba żyć racjonalnie ,czy ktoś policzy jaki jest wpływ sportu na efekt cieplarniany ,to budowanie stadionow i miliony ton cementu i stali a potem kryzys i bida to bicie rekordów kto szybciej ,kto wyżej ,kto dalej ,kto komu morde obije ,to tylko znaczy ,że człowiek jest istotą niskiego lotu
~ja28
Dobry artykuł. Brawo dla autora :)
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki