Niepewność związana z rokowaniami pokojowymi z Iranem przyczyniła się do lekkich spadków na nowojorskich giełdach. Równocześnie rosnące zyski giełdowych korporacji sprawiają, że indeks S&P500 utrzymuje się tylko nieznacznie poniżej niedawnych szczytów hossy.


Średnia przemysłowa oddała we wtorek 0,59% i zakończyła dzień na poziomie 49 149,60 punktów. Indeks S&P500 poszedł w dół o 0,63%, schodząc na wysokość 7064,02 pkt. To raptem o 1,1% poniżej piątkowego rekordu wszech czasów. Nasdaq Composite cofnął się o 0,59% i finiszował z wynikiem 24 259,96 pkt.
Medialne nagłówki koncentrowały się na kwestii irańskiej. W środę wygasa 10-dniowe zawieszenie broni z Iranem, a do momentu zakończenia wtorkowej sesji na rynku kasowym nie było wiadomo, czy zostanie ono przedłużone. Ani czy delegacje rządów USA i Iranu spotkają się na drugą rundę negocjacji w Islamabadzie. Napięcie wzrosło po tym, jak prezydent USA Donald Trump we wtorek oświadczył w telewizji CNBC, że spodziewa się, iż będzie bombardował Iran, jeśli stronom nie uda się zawrzeć porozumienia.
- Iran to teraz taka dzika karta i nikt nie wie, co się wydarzy. Ale mi się wydaje, że ludzie myślą, że będzie OK – przyznał Reutersowi Thomas Martin, starszy zarządzający z GLOBALT Investments.

Drugą istotną (a w zasadzie istotniejszą) dla inwestorów kwestią są wyniki kwartale amerykańskich korporacji. Szacunki LSEG zakładają, że w I kwartale zyski spółek przypadające na indeks S&P500 były o 14% wyższe niż przed rokiem. Miał to być szósty z rzędu kwartał dwucyfrowej dynamiki EPS-u napędzanej przez korporacje zarabiające na boomie na AI.
Na tym froncie inwestorów mogła uspokoić wiadomość z Amazona, który postanowił zainwestować 25 mld dolarów w głośną ostatnio firmę Anthropic. To sygnał, że łańcuszek wzajemnej adoracji (i przepływów pieniężnych) trzyma się mocno, a zarządy wycenianych na biliony giełdowych korporacji wciąż gotowe są finansować biznes AI.
Dobre wieści nadeszły też z realnej gospodarki, o którą w marcu mocno się obawiano ze względu na skokowy wzrost cen paliw. Tymczasem najnowsze dane Departamentu Handlu zasugerowały, że amerykański konsument – choć wciąż jest w podłych nastrojach – to dość hojnie szasta gotówką. Marcowa sprzedaż detaliczna poszła bowiem w górę aż o 1,7% mdm, wyraźnie przebijając oczekiwania ekonomistów leżące na poziomie 1,4%. Owszem, spory wpływ na taki wynik miały większe wydatki na stacjach paliw (Amerykanie podają sprzedaż detaliczną w ujęciu nominalnym), ale nawet po wyłączeniu sprzedaży paliw i samochodów sprzedaż detaliczna wzrosła o solidne 0,6%.
Trzecim wydarzeniem było przesłuchanie Kevina Warsha przed senacką komisją bankową. Co prawda swym poziomem momentami przypominało ono standardy znane z polskiego Sejmu, lecz Warsh otwarcie ogłosił zamiar dokonania rewolucji w prowadzeniu polityki monetarnej. Chodzi przede wszystkim o komunikację Rezerwy Federalnej z rynkiem finansowym, ale też twardszą walkę z inflacją. Przypomnijmy, że od 5 lat inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych przekracza 2-procentowy cel Fedu.
KK


























































