Nie kryptowaluty i nie "kryptoafera", nie weto i nie mafie - to co najważniejsze w historii o upadku Zondycrypto to stara i dobrze znana wszystkim historia, którą odświeżamy sobie regularnie. Historia o tym, że w Polsce wolno kraść - po prostu trzeba kraść miliony. Państwo systemowo nie radzi sobie z dużymi aferami finansowymi, nie ważne kto rządzi, a kto jest w opozycji. Co najgorsze, nie widać tu zmian na lepsze.


Ta opinia wynika z rozmów z wieloma pokrzywdzonymi w różnych potencjalnych przekrętach i aferach - potencjalnych, ponieważ w większości z tych spraw nie zapadły dotąd żadne wyroki. Manufaktura Piwa Wódki i Wina Janusza Palikota, upadek kantoru Cinkciarz.pl, Prodigo, VEG, Assay ASI, Aforti Holding, Gerda Broker, HREIT.
Istnieją sprawy, gdzie sprawiedliwości stało się zadość - przykładem jest Amber Gold, którego twórca wyjdzie na wolność w sierpniu 2027 roku. Za oszukanie ponad 18 tys. osób na 850 mln złotych został skazany na 15 lat więzienia. Gdyby uruchomił podobną piramidę w Stanach Zjednoczonych, dostałby pewnie więcej niż dożywocie.
W USA oszustwa na wielką skalę traktowane są tak samo jak najgorsze przestępstwa kryminalne. Wyroki za poszczególne przewinienia sumują się. Berniego Madoffa skazano na 150 lat więzienia. Tak surowe prawo ma znaczenie dla zaufania do rynku kapitałowego. W Polsce na giełdzie (co prawda małej giełdzie - NewConnect) przez 12 lat mogła działać spółka, w której dopatrzono się znamion piramidy finansowej.
Jeden z poszkodowanych przez Aforti Holding, bo o tej spółce mowa, relacjonował kilka dni temu rozmowę z prokurator prowadzącą sprawę. "Trzeci rok to się ciągnie, pani to przekaże kolejnej osobie, która to przejmie i miną kolejne trzy lata" - żalił się jej do słuchawki. Prokurator miała odpowiedzieć mu z rezygnacją w głosie, że może tak być.

Aforti Holding przestało spłacać zobowiązania wobec osób, od których pozyskiwało finansowanie na przełomie 2022 i 2023 roku. Skala strat przekracza 270 mln złotych. Wierzyciele to prawie 1100 osób. Byli namawiani do "bezpiecznych inwestycji" przez sprzedawców firmy. W sprawie nikt nie usłyszał dotąd zarzutów, chociaż zarządca przymusowy Aforti Holding, Marcin Kubiczek, już rok temu stwierdził, że sprawozdania spółki to gotowy akt oskarżenia.
Pewnie jak w banku
W aferze GetBack główna sprawa wciąż się toczy. Wybuchowi tej afery nie przeszkodziły obowiązujące przepisy prawa. Czy zatem spóźniona o rok ustawa o rynku kryptoaktywów zmieniłaby cokolwiek w sytuacji klientów Zondacrypto? Nie, ponieważ (pomijając cały szereg argumentów specyficznych dla tej sprawy) do zasad stosują się uczciwe firmy.
W przypadku GetBacku, osoby które osobiście odpowiadały za dystrybucję obligacji i doprowadzenie poszkodowanych do strat, w większości przypadków nie usłyszały żadnych wyroków. Po upadku imperium Leszka Czarneckiego szybko znalazły nowe prace - np. w firmach Vortune Equity Group (VEG) i Gerda Broker.
Firmy te zajmowały się dystrybucją kolejnych produktów, które nigdy nie powinny trafić do niedoświadczonych inwestorów. Przekonywano ich, że przekazane pieniądze są całkowicie bezpieczne i to co kupują w zasadzie nie różni się od lokaty. Tak finansowano szereg firm od recyklingowej spółki Prodigo Tomasza Nietubycia (1333 wierzycieli i ponad 300 mln zł długu), po Manufakturę Piwa Wódki i Wina Janusza Palikota (224 mln zł roszczeń w samej głównej spółce i 1400 wierzycieli). Pieniądze w podobny sposób na własny rachunek zbierały też Aforti i Assay ASI - druga sprawa jest o tyle wyjątkowa, że sąd pozwolił spółce wykonać układ z wierzycielami mimo nikłych szans na powodzenie.
Poszkodowani, z którymi rozmawiałem, podkreślali, jak przyjazne stosunki budowali z nimi ludzie, namawiający ich do inwestycji w interesy, które następnie padały jeden po drugim i często były wydmuszkami już w chwili, gdy zbierano na nie pieniądze. Kawa, herbata, rozmowy o życiu i koce dla schroniska dla zwierząt - świetnie opisała to red. Agnieszka Mazuś z "Jawnego Lublina".
Gdy "podopieczni" przestawali dostawać odsetki, sprzedawcy sami przedstawiali się jako poszkodowani. Mogą się tak czuć - niektórzy są na liście wierzycieli poszczególnych interesów, do których wsparcia zachęcali, ponieważ nie dostali wszystkich obiecanych odsetek od wpłat, które "pozyskali".
Poszkodowani często nie mogą się pozbierać. Sprzedawcy, o których słyszałem w większości przypadków poszli dalej. Teraz są doradcami kredytowymi i ubezpieczeniowymi, niektórzy otworzyli własne biznesy zajmujące się pozyskiwaniem kapitału. Mają się dobrze. Ich szefowie również. Nikt nie udowodnił im zresztą, że ich celem było oszukanie kogokolwiek - to mogły być przecież biznesy, które po prostu nie wyszły, jak to bywa w biznesie. A że za pieniądze drobnych inwestorów, zaskakująco często urodzonych w latach 40. i 50.? Wolny rynek...
Zondacrypto jak Cinkciarz.pl
Czy Polsce uda się doprowadzić do ekstradycji Przemysława Krala - prezesa giełdy Zondacrypto, gdy już namierzą go służby? Część mediów twierdzi, że ma izraelski paszport, lecz obecnie przebywa w Dubaju. Miał remontować willę w Cezarei. Ile z tych doniesień jest prawdą, trudno w tej chwili powiedzieć, ale o szansach na sprawiedliwość bez względu na paszport dobrze mówi pewna dość świeża analogia.
Prezes Cinkciarz.pl pozostaje w dobrym zdrowiu w USA pomimo, że "ukrywa się" tam tak dobrze, że osobistą wizytę złożył mu jeden z oszukanych klientów, a czerwona nota Interpolu na jego nazwisko została wydana dobre 7 miesięcy temu.
Cinkciarz.pl i Zondacrypto łączy bardzo wiele. W obu przypadkach marketing spółek opierał się na głośnych partnerstwach sportowych. W obu przypadkach sprawozdania finansowe firm wskazywały na narastające problemy. W obu przypadkach wreszcie wydaje się, że dziurę w bilansach, zaczęto w pewnym momencie zasypywać środkami klientów.
Niepokojące dane w sprawozdaniach Zondacrypto
Giełda Zondacrypto pożyczyła komuś 75 mln EUR ze środków klientów - wskazuje sprawozdanie finansowe spółki za 2024 rok. Jak ustaliliśmy, akceptując obowiązujący wtedy regulamin, klienci pozwalali giełdzie korzystać dowolnie z ich pieniędzy i kryptowalut.
Poszkodowani przez Cinkciarza demonstrowali pod Sejmem, rozmawiali z prokuraturą, pytają co dalej ze sprawą. Kantor upadł w październiku 2024 roku. Ostatni komunikat ws. śledztwa pochodzi z lutego tego roku. Mówi o zatrzymaniu czwórki byłych pracowników spółki i postawieniu im zarzutów. Wartość szkody szacowano wówczas na kwotę przekraczającą 174 mln zł.
Sprawą Cinkciarza zajmuje się zespół 12 prokuratorów i funkcjonariuszy różnych jednostek policji. W innych aferach finansowych nie raz zdarza się, że całe skomplikowane wątki i siatki powiązań, próbują rozpracować pojedynczy prokuratorzy, bo brakuje zasobów kadrowych.
Tam gdzie padają wyroki, są one często spóźnione, czasem o 20 lat i raczej zachęcają by kraść niż odstraszają. Przykład? Na początku marca tego roku w warszawskim sądzie okręgowym zapadł nieprawomocny (!) wyrok w sprawie afery WGI, w której ponad 1000 osób straciło ok 250 mln złotych w 2006 roku. Wymiar kary? 5 lat więzienia i grzywna w wysokości 50 tys. złotych.
Jak to się robi w USA, a jak w Polsce
Wśród komentarzy dotyczących Zondycrypto znalazły się odniesienia do upadku FTX z 7 listopada 2022 roku. Giełda kryptowalut Sama Bankmana-Frieda również inwestowała w sport i w polityczne kontakty, też reklamowały ją znane osoby, też przestała wypłacać środki klientów, ponieważ okazało się, że korzystała z nich według własnego uznania i w pewnej chwili zabrakło na realizację wypłat.
To jednak dwie zupełnie różne historie, jeżeli spojrzymy na reakcję państwa. Założyciel FTX został aresztowany miesiąc po wstrzymaniu wypłat przez jego platformę i dla Amerykanów nie miało znaczenia, że przebywał na Bahamach. Ława przysięgłych uznała go winnym oszukania inwestorów równo rok po upadku giełdy. W marcu 2024 roku skazano go na 25 lat więzienia i przepadek mienia o wartości 11 miliardów dolarów.
28 kwietnia, czyli prawie miesiąc po eskalacji problemów Zondycrypto, prokurator krajowy Dariusz Korneluk pytany o ucieczkę prezesa giełdy Przemysława Krala do Izraela, stwierdził, że śledczy "jeszcze się tym nie interesowali" - relacjonował Onet.
O tym, że Zondacrypto to firma, na którą lepiej uważać, można było dowiedzieć się już w 2020 roku, czyli 6 lat przed jej upadkiem. Michał Fuja i Patryk Szczepaniak w reportażu "Superwizjera" ujawnili, że giełdę (wtedy jeszcze noszącą nazwę BitBay) finansowały pieniądze śląskich gangów. Autorzy reportażu otrzymali wówczas propozycję łapówki w wysokości 1 mln złotych za odstąpienie od tworzenia materiału.
Co zrobiła Prokuratura Krajowa? Odmówiła dziennikarzom zgody na kontrolowane przyjęcie łapówki od ludzi powiązanych z BitBayem. Nie reagowała też na inne niepokojące sygnały. Od zniknięcia Sylwestra Suszka minęły 4 lata. Były prezes BitBaya rozpłynął się w powietrzu, wcześniej przekazując stery nad giełdą Przemysławowi Kralowi, swojemu prawnikowi, który zmienił nazwę na Zonda, a później Zondacrypto.
Według "Superwizjera" Kral jako pełnomocnik zaginionego Suszka uczestniczył w przejmowaniu jego majątku. Śledczy nigdy go nie przesłuchali, chociaż dziennikarze ujawnili te fakty w 2024 roku, podobnie jak informacje, że za sterami spółki zasiadać może Marian W. - człowiek oskarżany o udział w mafii paliwowej, który był prawdopodobnie ostatnią osobą, która widziała Sylwestra Suszka żywym.
To nie wina ofiar
Jak przy każdej dużej aferze finansowej również w kontekście Zondycrypto pojawiają się głosy, że ofiary są same sobie winne. W sieci nie brakuje komentarzy: "kryptowaluty to hazard", "sami się o to prosili", "chcieli inwestować w te internetowe pieniądze, to im tak dobrze". Nawet zakładając, że kryptowaluty to hazard, istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy przegraniem pieniędzy w kasynie, a zostaniem okradzionym przez zbirów w drodze do kasyna.
Ta sytuacja jest czarno-biała - winni są oszuści, a nasze państwo jest nieudolne i nie wyciąga żadnych lekcji z finansowych afer, które powtarzają się cyklicznie, zaprzątają media przez miesiąc, może dwa, a następnie zapada głucha, trwająca wiele lat cisza, czasami przetykana strzępami nowych informacji. Później czasem - bardzo rzadko - ktoś usłyszy stanowczo za niski wyrok.
Oby Zondacrypto nie była kolejnym przykładem takiej historii.

























































