Uczniowie sami decydują, czy dana ocena zostanie wpisana do dziennika, wspólnie organizują wycieczki szkolne oraz dostają nieobowiązkowe zadania domowe – niemożliwe? Niektóre szkoły w Polsce już stosują takie (i nie tylko) rozwiązania. To zaledwie część pomysłów autorów oddolnego ruchu „Budzącej się szkoły”. Inicjatorzy chcą zmienić podejście do edukacji. Na czym polega wprowadzany powiew świeżości? Sprawdziliśmy.


W ubiegłym roku szkolnym w placówkach wychowania przedszkolnego oraz w szkołach podstawowych, ponadpodstawowych i policealnych kształciło się 6,7 mln uczniów, w tym 88,6 tys. osób pełnoletnich w szkołach dla dorosłych. Stanowiło to 17,6 proc. ludności Polski, podaje Główny Urząd Statystyczny. Z analizy trendu wynika, że również w tym roku podobna grupa dzieci, młodzieży i dorosłych uczęszcza do placówek edukacyjnych w całym kraju.
Rodzice w ciągu roku szkolnego wydają przeciętnie ok. 2930 zł na same korepetycje. Dodatkowe lekcje mają pomóc nadrobić zaległości lub jeszcze mocniej rozwinąć posiadane już umiejętności. Jaki jest cel tych działań? W ogromnym uproszczeniu można powiedzieć, że pozytywne wyniki w szkole. Jednak oceny z odpowiedzi ustnych, kartkówek, testów, zadań domowych i innych prac potrafią być przytłaczające. Szczególnie gdy przez pół dnia na każdym kroku ktoś ocenia dziecko. W końcu zaczyna ono myśleć w innych kategoriach. Zastanawia się (świadomie lub nie) nad tym, w jaki sposób sprostać stawianym przed nim wymaganiom.
Absurdy polskiego systemu edukacji
Często dzieci i młodzi ludzie w miarę upływu czasu tracą swoje zainteresowania, a nabywają coraz więcej kompleksów. Według dr Marzeny Żylińskiej, inicjatorki ruchu „Budzącej się szkoły”, powodem jest m.in. podejście do dzieci i młodych osób. „Sadzamy wszystkich uczniów w jednej klasie i zakładamy, że będą szli tym samym tempem” – mówi dr Żylińska i zaznacza, że każdy człowiek rozwija się w swoim tempie. Jest to całkowicie normalny proces.

– Jedno z dzieci jeszcze liczy na palcach, pomaga sobie palcami, i nauczyciel, kiedy potrzebuje konkretów, mówi: „zostaw te palce, licz w pamięci”. Inne dziecko już mnoży i mówi się: „my jeszcze nie umiemy mnożyć - dodawaj” – punktuje dr Marzena Żylińska oraz dodaje, że jeżeli będziemy ciągle wyznaczać cele uczniom, to może nie jesteśmy dobrzy ani dla tych słabszych, ani dla tych najlepszych.
A później po 12 latach szkoły młoda osoba nie jest w stanie określić, „w czym jestem dobra, czy jestem dobry, a w czym nie” – taką tezę formułuje dr Marzena Żylińska, inicjatorka ruchu „Budzącej się szkoły” podczas jednej z konferencji naukowych. W konsekwencji wybór dalszej drogi zawodowej jest sporym wyzwaniem. W ostatnich latach trendem stało się traktowanie studiów jako kolejnego kroku na ścieżce edukacji.
Rodzice widzą problemy w szkołach. Za największy uważają „za dużo nauki pamięciowej, za mało przydatnych umiejętności”. Na taką odpowiedź wskazało aż 38 proc. ankietowanych w badaniu CBOS „Polskie szkoły 2022”. Oprócz niskiego poziomu praktyczności wiedzy zdobywanej przez dzieci 28 proc. rodziców uważa, że „nauczanie nastawione na rozwiązywanie testów, uczenie pod testy”. Ten sposób zdobywania wiedzy i umiejętności rzadko przybliża do odkrywania i rozwijania talentów.
Uczeń sam zadecyduje o wpisaniu ocen do dziennika
„Ludzie, którzy nie mają poczucia tego, że decydują o swoim życiu i poczucia, że od nich zależy, co się z nimi dzieje, są bardzo podatni na choroby psychiczne i ogólnie źle sobie w życiu radzą. Ani nie są efektywni, ani nie są szczęśliwi” – mówi dr Marzena Żylińska, powołując się na badania Petera Graya.
Placówki, które przyłączają do projektu „Budzącej się szkoły”, chcą uczyć dzieci odpowiedzialności oraz radzenia sobie w życiu. Wprowadzenie nowego sposobu nauczania polega na odejściu od kultury nauczania i przejście do kultury uczenia się. Jest to jeden z fundamentów inicjatywy.
Dr Żylińska zwraca uwagę, że odejście od tradycyjnego dzwonka, który jest jednym z elementów systemu pruskiego, to podstawa, na której można nauczyć dzieci korzystać z zegarka i jednocześnie wzięcia odpowiedzialności za siebie, czyli kontrolowania czasu – tak jak będzie mieć to miejsce w przyszłości.
Pozostając w temacie odpowiedzialności, to jedną ze zmian w metodach nauczania są nieobowiązkowe zadania domowe. Takie rozwiązanie ma przenieść odpowiedzialność z nauczyciela na dziecko. Warto też w tym miejscu dodać, że „Budzące się szkoły” zmniejszają liczbę zadań, żeby dzieci miały czas wolny po szkole. Dr Żylińska podczas webinaru wskazuje, że jedna zmiana, która zmienia wszystko to oddanie kontroli uczniom. Inicjatorka podaje przykład szkoły, w której to uczeń decyduje, czy dana ocena jest wpisana do dziennika. Dzięki temu dziecko czuje, że przejmuje kontrolę na swoim procesem uczenia, robi to, co uznaje za ważne.
Ankietowani, którzy wzięli udział w badaniu CBOS, najczęściej wskazują, że polskie szkoły uczą patriotyzmu (66 proc.). Niestety w ogłoszeniach o pracę na próżno szukać takiej cechy jako oczekiwanej przez potencjalnych pracodawców.
„Budzące się szkoły” odchodzą także od kultury błędu na rzecz przejścia do kultury wspierania rozwoju. Wiąże się to z wprowadzeniem m.in. "metody zielonego długopisu" – na pracach zaliczeniowych dziecka nauczyciele zamiast czerwonego długopisu używają zielonego. Dodatkowo podsumowują pracę, zapisują feedback – informacja zwrotna ma być pomocna dla dziecka. Inaczej wygląda także system oceniania. Kluczowe jest zmniejszenie liczby ocen. "Od ciągłego mierzenia jeszcze nikt nie urósł" – komentuje M. Żylińska w materiale zamieszczonym w serwisie YouTube oraz podkreśla, że każda klasówka, sprawdzian czy test to przerwa w procesie uczenia się. Podmioty biorące udział w inicjatywie często wprowadzają nową ocenę: JN (Jeszcze Nie) zamiast oceny „1”/”niedostatecznej”. Pozwolenie dziecku na błąd zmniejsza presję. Natomiast zmniejszenie kontroli daje przestrzeń na rozwój.
Dla każdego (uczniów, rodziców oraz nauczycieli) przekroczenie progu szkoły powinno wiązać się z radością i poczuciem, że to jego miejsce, wskazują osoby biorące udział w inicjatywie. Twórczyni mówi także o konieczności wprowadzenia zmian, ponieważ świat zmienia się dynamicznie, od młodych osób wymaga się innych kompetencji, m.in. na rynku pracy. Jedną z nich jest praca w zespole. Placówki oświatowe uczestniczące w projekcie wprowadzają np. Szkolne Biuro Podróży, gdzie uczniowie przygotowują wycieczkę szkolną. Jest to przestrzeń do współpracy, tworzenia kreatywnych pomysłów oraz edukacji poprzez doświadczenie – np. przy planowaniu wydatków tak, żeby zmieścić się w budżecie.
Według wyników badania „Polskie szkoły 2022” 43 proc. ankietowanych osób (suma odpowiedzi „raczej tak” i „zdecydowanie tak ”) uważa, że polskie szkoły <„uczą pracy zespołowej, współdziałania przy rozwiązywaniu problemów”.
Zmiana roli z kontrolującej na kierującą
Rola nauczyciela w „Budzących się szkołach” zmienia się z osoby organizującej czas uczniom, kontrolującej i sprawdzające, na towarzysza wspólnej podróży. Nauczyciel powinien kierować i nadawać ramy, ale być elastyczny – chyba że pomysły czy sytuacja jest jednoznacznie zła lub szkodliwa. Nauczyciele powinni także potrafić empatycznie zrozumieć ucznia, wskazuje J. Bauer.
W „Budzących się szkołach” nauczyciel wycofuje się na drugi plan – wskazuje zadania, a następnie pozwala na samodzielne działanie. W jednym z materiałów zamieszczonym na YouTube nauczycielka trzyma kartę z napisem: "Możesz dosięgnąć najwyższej gwiazdy, tylko zbuduj solidną drabinę" – nauczyciel ma pomagać uczniowi w „budowaniu tej drabiny”, na którą składa się pewność siebie, radość z rozwoju osobistego, umiejętność współpracowania z innymi, chęć tworzenia społeczności oraz prawo do popełniania błędów i poprawy.
Zmiany dopasowane do każdego
„Budząca się szkoła” to ruch oddolnych zmian systemu edukacji. Celem projektu jest dodawanie odwagi, dzielenie się inspiracjami, wspieranie jednostek w procesie zmiany. Do inicjatywy może przystąpić przedszkole lub szkoła publiczna, prywatna, niepubliczna, niepubliczna na prawach publicznych – każda. Osoby biorące udział w akcji podążają przede wszystkim za słowami J. Korczaka: „Nie ma dzieci, są ludzie”. To hasło wybrzmiewa mocno we większości materiałów zamieszczonych w sieci na temat inicjatywy. Kluczowe jest zobaczenie dziecka jako autonomicznej jednostki oraz zrozumienie, że każde dziecko ma swoje potrzeby i one są różne. Twórcy inicjatywy podkreślają także, że każde dziecko ma talent i jest w czymś dobre – trzeba tylko go odnaleźć. Dodatkowo inicjatorzy projektu zwracają uwagę, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie i ma właściwe dla siebie możliwości.
Nie ma ogólnego programu „Budzącej się szkoły”, podkreśla dr Marzena Żylińska, inicjatorka ruchu. Według niej osoby wprowadzające zmiany w danej instytucji najlepiej wiedzą, co mogą wprowadzić oraz z czym czują się komfortowo w określonym momencie. Projekt „Budząca się szkoła” może podpowiedzieć inicjatywę czy zainspirować, ale każda jednostka samodzielnie ją wprowadza – „nauczyciele muszą również (tak jak dzieci) posiadać autonomię”. Inicjatorzy projektu tworzą przestrzeń do wymiany doświadczeń dla osób wprowadzających zmiany w szkołach – należą do nich m.in. spotkania online, które są ogólnie dostępne na YouTube.



























































