REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

ŚLEDZTWO CNNAtomowy transport dla Kima. Tajemniczy rosyjski statek na dnie

Jacek Misztal2026-05-12 08:30redaktor Bankier.pl
publikacja
2026-05-12 08:30
Dodaj Bankier.pl w Google

W grudniu 2024 roku 60 mil morskich od hiszpańskiej Kartageny doszło do incydentu, który brzmi jak scenariusz thrillera szpiegowskiego. Rosyjski statek towarowy Ursa Major, oficjalnie przewożący dźwigi i puste kontenery, zatonął w niejasnych okolicznościach. Najnowsze ustalenia śledczych wskazują, że na dnie spoczywa nie tylko wrak, ale i klucz do nuklearnych ambicji Korei Północnej.

Atomowy transport dla Kima. Tajemniczy rosyjski statek na dnie
Atomowy transport dla Kima. Tajemniczy rosyjski statek na dnie
fot. VITALY NEVAR / /  Reuters / Forum

W nocy z 22 na 23 grudnia 2024 roku, w głębinach basenu algiersko-prowansalskiego, zatonął rosyjski masowiec Ursa Major. Choć oficjalne komunikaty Kremla mówiły o "tragicznym wypadku spowodowanym przesunięciem ładunku w trudnych warunkach pogodowych", dowody gromadzone przez zachodnie wywiady i niezależnych analityków OSINT (Open Source Intelligence) malują zupełnie inny obraz. Wszystko wskazuje na to, że świat był świadkiem najbardziej zuchwałej próby transferu technologii nuklearnej w XXI wieku – próby, która zakończyła się gwałtownym przerwaniem operacji pod osłoną flar i głębinowych eksplozji.

Tajemniczy ładunek w porcie w Tartus

Historia Ursa Major (wcześniej Sparta III) nie zaczyna się na pełnym morzu, lecz w syryjskim porcie Tartus, będącym wówczas pod rosyjską kontrolą. To tam, według zdjęć satelitarnych, na pokład jednostki trafiły dwa masywne obiekty o wadze około 200 ton każdy. Zostały one starannie owinięte wielowarstwową izolacją i ukryte w stalowych klatkach ochronnych.

Oficjalny manifest statku, złożony przed wejściem w Cieśninę Gibraltarską, deklarował transport maszyn budowlanych i elementów dźwigów dla terminala we Władywostoku. Jednak specjaliści od logistyki wojskowej zwrócili uwagę na nietypowe zanurzenie statku oraz fakt, że jednostka należała do firmy Oboronlogistics, która jest bezpośrednim ramieniem transportowym rosyjskiego Ministerstwa Obrony.

Nowe władze Syrii wypowiedziały Rosji umowę na dzierżawę portu w Tartusie nad Morzem Śródziemnym. Porozumienie zawarte w 2017 r. przez syryjskiego przywódcę Baszara al-Asada, obalonego w grudniu 2024 r., miało obowiązywać przez 49 lat.

Reaktory VM-4SG - serce nuklearnej potęgi

Kluczowym elementem śledztwa CNN jest identyfikacja ładunku. Analitycy nuklearni, porównując wymiary kontenerów z dokumentacją techniczną radzieckich i rosyjskich okrętów podwodnych, doszli do wniosku, że na pokładzie znajdowały się reaktory wodno-ciśnieniowe typu VM-4SG.

Są to jednostki o mocy cieplnej około 90 MW, które od dekad stanowią napęd dla strategicznych podwodnych krążowników rakietowych. Dlaczego miałyby trafić do Korei Północnej? Odpowiedź kryje się w marzeniu Kim Dzong Una o stworzeniu floty podwodnej zdolnej do przetrwania ataku wyprzedzającego i uderzenia odwetowego z dowolnego miejsca na oceanie.

Korea Północna dysponuje technologią rakiet balistycznych (SLBM), ale ich obecne okręty podwodne o napędzie dieslowo-elektrycznym są głośne, wolne i mają ograniczony zasięg. Reaktory z serii VM-4 pozwoliłyby Phenianowi na skok technologiczny o 40 lat w ciągu jednej nocy.

Mike Plunkett, starszy analityk ds. platform morskich w Janes, firmie wywiadowczej z branży obronnej, powiedział CNN, że mało prawdopodobne jest, aby reaktory, jeśli są nowe, zostały wysłane z paliwem. "Jeśli te reaktory pochodzą z wycofanych z eksploatacji okrętów podwodnych, to będą radioaktywne, choć oczywiście nie tak bardzo, jak gdyby były w pełni naładowane paliwem" – powiedział.

Plunkett dodał, że decyzja Rosji o przekazaniu tej technologii Korei Północnej nie jest "podejmowana lekkomyślnie i jest to coś, co kiedykolwiek robiono między bardzo bliskimi sojusznikami", więc jeśli to prawda, "to poważny krok ze strony Moskwy". Opisał takie posunięcie jako "potencjalnie bardzo niepokojące, szczególnie dla Korei Południowej".

Wypadek czy jednak sabotaż?

Przebieg katastrofy budzi liczne kontrowersje. 22 grudnia, około godziny 21:00 czasu lokalnego, Ursa Major (Wielka Niedźwiedzica) nagle zwolniła z 12 do 2 węzłów. Kapitan nie nadał od razu sygnału S.O.S., lecz podjął próbę nawiązania kontaktu z rosyjską fregatą Iwan Gren, która rzekomo "przypadkowo" znajdowała się w odległości 30 mil morskich.

Kiedy hiszpańska straż przybrzeżna (Salvamento Marítimo) dotarła na miejsce, statek miał już 15-stopniowy przechył na lewą burtę. Relacje uratowanych marynarzy są niespójne. Niektórzy wspominali o głuchym uderzeniu poniżej linii wodnej, inni o serii wstrząsów w maszynowni. Najbardziej niepokojącym elementem był jednak moment samego zatonięcia. Gdy hiszpański holownik Luz de Mar przygotowywał się do podania liny, rosyjski okręt wojenny wystrzelił potężną salwę flar i odpalił systemy walki elektronicznej, które zakłóciły sygnał GPS w promieniu 10 mil. W tym chaosie Ursa Major zniknęła pod wodą.

Hiszpański raport wywiadowczy sugeruje, że na wysokości śródokręcia doszło do perforacji kadłuba przez "zewnętrzny obiekt o dużej energii kinetycznej". Może to wskazywać na użycie nowoczesnej torpedy o małej średnicy, zaprojektowanej tak, by zatopić statek, ale nie rozerwać go na strzępy – co mogłoby doprowadzić do niekontrolowanego wycieku (choć reaktory prawdopodobnie były "suche", czyli bez prętów paliwowych).

Wydobycie rejestratora danych z tej głębokości "nie jest możliwe bez znacznych zasobów technicznych i ryzyka"

Niektóre szczegóły hiszpańskiego śledztwa w sprawie zatonięcia Ursa Major zostały ujawnione po raz pierwszy w grudniu ubiegłego roku przez lokalną gazetę z Cartageny "La Verdad", co wywołało serię pytań ze strony hiszpańskich parlamentarzystów opozycji. 

W oświadczeniu dla parlamentarzystów hiszpański rząd stwierdził, że szczątki Wielkiej Niedźwiedzicy znajdują się na głębokości około 2500 metrów (8202 stóp) i że wydobycie rejestratora danych z tej głębokości "nie jest możliwe bez znacznych zasobów technicznych i ryzyka". Eksperci kwestionują, dlaczego rząd uważa to za zbyt ryzykowne, skoro nie ma w tym żadnego materiału radioaktywnego.

Wojsko amerykańskie również wykazało zainteresowanie tym obszarem, dwukrotnie wysyłając rzadki i zaawansowany samolot „wykrywający materiały nuklearne” znany jako WC135-R z bazą w Nebrasce nad miejsce zdarzenia od czasu zatonięcia Ursa Major – raz 28 sierpnia ubiegłego roku i drugi raz 6 lutego tego roku, zgodnie z publicznie dostępnymi danymi lotniczymi.

Rzecznik bazy 55. Skrzydła w Offutt w Nebrasce, Kris Pierce, potwierdził, że rola samolotu zazwyczaj polega na "wspieraniu zbierania i analizy szczątków nuklearnych". Dodał: "Nie możemy podać dodatkowych szczegółów dotyczących konkretnej trasy lotu, ustaleń misji ani koordynacji z partnerami". Inny WC135-R odbył stosunkowo podobną trasę 13 miesięcy przed zatonięciem Wielkiej Niedźwiedzicy, co sugeruje, że zainteresowanie tym obszarem mogło mieć miejsce przed zatonięciem lub być rutynowe.

Nowa oś zła?

Zatonięcie Ursa Major należy rozpatrywać przez pryzmat wojny na Ukrainie. Rosja, borykająca się z niedoborami amunicji, podpisała z Phenianem "Traktat o kompleksowym partnerstwie strategicznym". Korea Północna stała się głównym dostawcą pocisków artyleryjskich (ponad 5 milionów sztuk) oraz rakiet balistycznych serii KN-23.

Cena za to wsparcie jest jednak gigantyczna. Kim Dzong Un nie chce już tylko żywności czy ropy. Chce "klejnotów koronnych" rosyjskiej techniki wojskowej:

  • technologii ICBM - pomocy w stabilizacji lotu rakiet międzykontynentalnych;
  • rozpoznania satelitarnego - wparcia w budowie konstelacji szpiegowskiej;
  • napędu jądrowego - umożliwiającego stworzenie "nuklearnej triady".

Dla USA i NATO dopuszczenie do przekazania reaktorów Kimowi byłoby strategiczną katastrofą. Oznaczałoby to, że północnokoreańskie okręty podwodne z głowicami jądrowymi mogłyby czaić się u wybrzeży Kalifornii, będąc niemal niewykrywalnymi dla obecnych systemów nasłuchowych.

Sama pomoc Rosji bardzo opłaca się Korei Północnej, która zarobiła na niej przez trzy lata do 13 mld dolarów na pomocy Rosji w wojnie z Ukrainą - podliczył w poniedziałek portal Nikkei Asia. Nikkei podkreślił, że trzyletni zysk Korei Płn. z pomocy Moskwie jest bliski jednorocznemu PKB tego państwa, które według różnych instytucji oceniane jest na 12-26 mld dolarów.

Co dalej z wrakiem Wielkiej Niedźwiedzicy?

Statek osiadł na głębokości 2500 metrów w miejscu, gdzie dno morskie jest niestabilne. Rosja natychmiast ogłosiła strefę wyłączoną wokół miejsca katastrofy, oficjalnie ze względu na "niebezpieczny ładunek chemiczny". Jednocześnie w rejon ten skierowano jednostkę Jantar – oficjalnie statek badawczy, a w rzeczywistości okręt do operacji specjalnych na dużych głębokościach. Według analityków Jantar mógł przeprowadzić operację mającą na celu zniszczenie lub ukrycie szczątków tajnego ładunku.

Z drugiej strony, amerykańska VI Flota utrzymuje stałą obecność w pobliżu. Jeśli zachodnie służby zdołają udokumentować obecność reaktorów we wraku, Rosja stanie przed zarzutem złamania wszelkich możliwych traktatów o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT).

Tajemnice ładunku i tego, jak doszło do zatonięcia statku, spoczywają na dnie morza - podsumowuje CNN.

Oprac. JM

Źródło:
Jacek Misztal
Jacek Misztal
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu newsroom, absolwent ekonomii oraz przedsiębiorczości i finansów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Wśród zainteresowań można wymienić geopolitykę, rynki finansowe oraz kino. Telefon: 502 924 237

Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz

Powiązane: Rosja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki