Łukasz Piechowiak: Jakie były Pana początki jako przedsiębiorcy?
Zdzisław Wiśniewski: Formalnie firma powstała podczas badań wykopaliskowych prowadzonych w latach 1991 – 1992 na placu Dominikańskim we Wrocławiu, które to realizowaliśmy na zlecenie władz samorządowych Wrocławia. Prezydent Bogdan Zdrojewski i jego zastępca Zygfryd Zaporowski to „ojcowie chrzestni” naszej firmy, którzy uświadomili mi, że prace na tak wielka skalę muszą być realizowane w pewnym ładzie formalno-prawnym. Największe w Europie wykopaliska w obrębie średniowiecznego zespołu oraz „pospolite ruszenie” archeologów wrocławskich wymagało ujęcia w karby organizacyjne. Było to pierwsze w Polsce połączenie w jednej firmie naukowych prac badawczych z pracami ogólnobudowlanymi zmierzającymi do wykonania gotowego wykopu budowlanego. W trakcie ich realizacji wyburzyliśmy m.in stary hotel „Panorama. Co najważniejsze, pozyskaliśmy dziesiątki tysięcy zabytków archeologicznych oraz bezcenny materiał badawczy! Prace te cieszyły się ogromnym zainteresowaniem społecznym i aby im sprostać organizowano niedzielne wycieczki wrocławian po terenie prac wykopaliskowych. Wypracowane metody badań wykopaliskowych stały się na długie lata wzorem dla innych archeologów, a naszą specjalnością stało się „prowadzenie procesów inwestycyjnych w zespołach staromiejskich”.
Ł.P.: Co z tą jawnością? Czy teraz jest lepiej jak 20 lat temu? Co Pan, jako przedsiębiorca rozumie jako czynniki pozaekonomiczne?
Z.W.:Myślę, że jest to największa wartość każdego człowieka czy firmy, którą można określić jako zaufanie. Jest to pewność, że zadanie jakiego się podejmiemy zostanie wykonane, nawet jeżeli mielibyśmy ponieść stratę finansową. Niestety, wprowadzanie czytelnych i uproszczonych procedur doprowadza do przyjęcia a priori, że każdy uczestnik postępowania przetargowego czy negocjacyjnego ma taką samą zdolność wykonania podobnego zlecenia. Decyduje tylko cena – ekonomia. Nie uważam to do końca za słuszne, szczególnie dla tak wrażliwego styku jaki mamy na osi budownictwo- archeologia, bo w tym wypadku często wartości naukowe zostają bezpowrotnie zatracone.
Ł.P.: Co stanowiło największe trudności?
Z.W.:Zmieniające się regulacje prawne oraz asymetryczność wzajemnych zobowiązań pomiędzy państwem a przedsiębiorstwem. Przykładem jest realizacja zobowiązań podatkowych, które przedsiębiorca płaci od spodziewanych zysków. Zobowiązania powstają z chwilą wystawienia faktury a nie w momencie jej realizacji. Dochodzi do tego, że przedsiębiorstwa wykonujące prace kredytują nie tylko zleceniodawcę ale także państwo. Utrudnia to właściwy i planowany rozwój firmy. Dowolność interpretacyjna pracowników ministerstwa finansów też nie jest elementem ułatwiającym prowadzenie działalności gospodarczej. Niestety odczuliśmy to na własnej skórze, ale teraz jesteśmy bardziej uczuleni na stosowanie nie do końca jasnych rozwiązań.
Ł.P.: A jakie zmiany w prawie podatkowym wprowadziłby Pan, gdyby miał taką możliwość?
Z.W.: Jestem archeologiem i wiem w jaki sposób wprowadzano podatki w przeszłości. Jego istotą była sprawiedliwość a nie solidarność. Każdy, a w zasadzie każda rodzina płaciła podatek tej samej wielkości. Nazywano go pogłównym, podymnym czy poradlnym. Jego wysokość oscylowała oczywiście w granicach 10%. Dopiero z czasem zaczęto wprowadzać dodatkowe obciążenia np., dla rodzin które nie wystawiały zbrojnych na potrzebę wspólnoty. Tych obciążeń było coraz więcej a w konsekwencji doprowadziły one do powstania silnego zróżnicowania majątkowego. Wydawało się, że były one logiczne. Ktoś kto narażał życie w obronie grupy społecznej i ponosił wydatki na uzbrojenie nie powinien płacić podatku.
Zapomniano jednak, że wojna była rodzajem działalności gospodarczej i jej uczestnicy byli wynagradzani udziałem w łupach wojennych. Podatki stają się ze sprawiedliwych solidarne, a wprowadzane ulgi i zwolnienia służą nielicznym. Ze zdziwieniem widzimy, że zasada ta przetrwała do dnia dzisiejszego. Słyszymy, że prezesi czy właściciele wielkich firm płacą mniejsze podatki niż ich sekretarki (Warren Buffet, przyp. red.). Zapomnijmy o solidarności społecznej, niech każdy zapłaci tyle samo. Zlikwidujmy ulgi i zwolnienia. Każdy obywatel zrozumie wtedy podatki i będzie wypełniał kilka rubryk a nie kilkadziesiąt w swoim oświadczeni podatkowym. W skrócie to taka „archeologiczna” koncepcja podatku liniowego!
Ł.P.: Firma, to przede wszystkim ludzie, bo to na nich opiera się biznes. Zgodzi się Pan z tym stwierdzeniem?
Z.W.:Tak absolutnie, tym bardziej, że szef to też człowiek. Nie ulega wątpliwości, że zarządzanie ma charakter wodzowski a nie demokratyczny. Wspólnie można wypracowywać główne kierunki działań, strategię, gdzie spodziewane cele są mało sprecyzowane. Z chwilą przejścia do ich realizacji kończy się autonomia ludzi i biznes zaczyna opierać się na planach i procedurach, wykonywanych przez ludzi.
Ł.P.: Opłaca się zatrudniać młodych, niedoświadczonych i butnych? Jak ich prostować?
Z.W.:Tak. Przedsiębiorstwo to żywy organizm i aby trwać potrzebuje nowych „komórek”. Młodość, brak doświadczenia, entuzjazm, buta to przecież energia, którą można wykorzystać. Nie należy zbyt prostować. Wystarczy ukierunkować energię na realizację zadań. Rozwiązywanie problemów, przy braku doświadczenia może przecież zaowocować nowymi rozwiązaniami, lepszymi od dotychczasowych, które należy umiejętnie dodać do stosowanych procedur.
Ł.P.: Firma obchodzi 20-lecie swojego istnienia. Przez ten okres byliśmy świadkami przemian gospodarczych. Co ciekawego na ten temat może nam powiedzieć przedsiębiorca z 20 letnim stażem?
Z.W.: 20 lat temu rynek był rynkiem wykonawcy. Istniejące przedsiębiorstwa działały według zasad wypracowanych w poprzedniej epoce, kiedy decydowały czynniki pozaekonomiczne a nowo powstałe firmy nie były przygotowane do realizacji zadań inwestycyjnych o szerokim zakresie prac. Obraz zmienił się po upływie kilku lat, kiedy do Polski weszły firmy zagraniczne a polskie dostosowały się do nowych warunków. Wykształcił się rynek inwestora, co w dużej mierze utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Byliśmy zmuszeni nie tylko do stworzenia mocnej ekipy badawczej (Akme jest największą w Europie firma prywatną pod względem zatrudnianych archeologów), ale też zespołu wysoko kwalifikowanych specjalistów z branży budowlanej w celu realizacji naszej specjalności tj. procesów inwestycyjnych w obrębie terenów objętych ochrona konserwatorską. W kolejnym kroku (w celu dywersyfikacji środków) rozwinęliśmy firmę w branży turystycznej i hotelowej oraz deweloperskiej. Stworzyliśmy lub pomogliśmy się rozwinąć wielu firmom podwykonawczym z branży transportowej, instalacyjnej i ogólnobudowlanej stanowiącej nasze zaplecze, zwiększające konkurencyjność mojej firmy.
Ł.P.: Co Pan rozumie poprzez rynek inwestora?
Z.W.:Rynek inwestora to dla naszej działalności w strefie usługowej podstawowa domena. Trzeba rozróżniać dwa kierunki rozwoju tego rynku. Prywatny – kierujący się głównie jakością otrzymywanej usługi, a w drugim planie ceną. Drugi to publiczny, gdzie cena, cena i jeszcze raz cena ma główne znaczenie i to pociąga często daleko idące złe konsekwencje w szczególności do części badawczej zlecenia. Nie spotkałem się z dużą konkurencja w branży archeologicznej ze strony firm zagranicznych, ale coraz częściej występuje zjawisko znane z budownictwa podpierania się przy zamówieniach publicznych dziwnymi referencjami z badań poza granicami naszego kraju.
Ł.P.: Jakie inwestycje realizuje Pan teraz i jakie planuje w przyszłości?
Z.W.: Archeologia to kilkaset prowadzonych prac na terenie całego kraju m.in. badania przy budowie autostrad, prace konserwatorskie nad reliktami architektury średniowiecznej w Chojnicach, ale też w połączeniu z budownictwem wykonanie gotowego wykopu budowlanego na terenie dawnego dworca PKS i na ulicy Wierzbowej we Wrocławiu. W części turystycznej i hotelarskiej prowadzimy rozbudowę naszego potencjału w Puszczy Noteckiej, rozwijając min. w oparciu o dotacje unijne proekologiczną gospodarkę rybacką. Nasze ostatnie osiągnięcia deweloperskie to zakończenie budowy kompleksu mieszkaniowego „Osiedle Makowe” w Mirkowie i rozpoczęta budowa pięknego budynku apartamentowego przy bodaj najspokojniejszej ulicy Starego Miasta, ulicy Krawieckiej.
Ł.P.: Czy w związku z tym planuje Pan zwiększenie zatrudnienia?
Z.W.:Rocznie w ramach realizowanych zadań zatrudniamy kilkaset osób w różnej formie zależności. Etatowe zmiany kadrowe odbywają się u nas w niewielkim stopniu ze względu na „kombatancki i rodzinny” charakter naszej firmy, ale cały czas dobieramy do poszczególnych zespołów dynamicznych młodych pracowników, którzy raczej u nas już pozostają.
Ł.P.: Dziękuję za rozmowę.
| Zobacz też: |
| » Pies w firmie obniża podatek? |
| » Rząd szykuje zmianyw VAT |
| » Czy kradzieże pracownika obniżają podatek? |






























































