Wprowadzenie unijnego systemu ETS 2 doprowadzi do silnego wzrostu cen paliw oraz gwałtownie podniesie koszty ogrzewania domów – policzyli w najnowszym raporcie ekonomiści Alior Banku.


Czy wiecie, że w Unii Europejskiej istnieje unijny podatek od powietrza? Nosi on nazwę „Europejski System Handlu Emisjami” (ang. European Union Emissions Trading System- w skrócie ETS). Idzie w nim o to, że przedsiębiorstwa spalając węgiel i inne paliwa kopalne są prawnie zmuszone do zakupu „uprawnień do emisji dwutlenku węgla”. Czyli do opłacenia prawa skorzystania z powietrza.
Jednostki tych uprawnień (EUA) emitowane są po koszcie równym zero przez rządy krajów członkowskich i notowane na giełdach, gdzie podlegają takim samym zasadom spekulacji i arbitrażu jak wszystkie inne instrumenty finansowe. Do tej pory przymus ETS obejmuje jedynie duże instalacje przemysłowe. Przede wszystkim elektrownie, ciepłownie, huty, cementownie oraz linie lotnicze i żeglugę morską.
To właśnie unijnemu ETS-owi zawdzięczamy to, że energia elektryczna w Polsce stała się tak droga. Obecnie cena „uprawnień do emisji CO2” w ramach systemu ETS wynosi ok. 74€ za tonę. To cena giełdowa, która zmienia się każdego dnia. Tylko w tym roku wahała się ona w zakresie 62-92€. Dotychczasowe historyczne rekordy ceny tego wynalazku ustanowiły w latach 2022-23, docierając w pobliże stu euro za tonę dwutlenku węgla.
W niezbyt odległej przeszłości stawki te bywały jednak znacznie niższe. Aż do 2020 roku zasadniczo nie przekraczały 30€/t, momentami spadając nawet do 4-5€. Zatem aż do jesieni ’20 był to po prostu kolejny, lecz nie aż tak dolegliwy podatek. Ostatnie 6 lat jednak wszystko zmieniły. W Polsce wyprodukowanie 1MWh energii elektrycznej wiąże się z emisją ok. 700-900 kg CO2, zależnie od źródła tej energii. W elektrowniach na węgiel brunatny będzie to ponad tona, na węgiel kamienni to ok. 900-950 kg/MWh, a na gaz ziemny to ok. 400-500 kg/MWh.

Przyjmując okrągłą tonę na MWh otrzymujemy dodatkowy koszt w wysokości 74€, co przy obecnym kursie EUR/PLN (ok. 4,2480 zł) daje ok. 314 zł/MWh, czyli 31,4 grosza na kWh. W detalicznym cenniku Tauronu ta sama kilowatogodzina kosztuje obecnie 50,5 grosza. Oznaczałoby to, że koszt ETS stanowi ok. 62% końcowej ceny detalicznej netto energii elektrycznej. Oczywiście do tego musimy doliczyć koszty dystrybucji i innych opłat – łącznie ok. 29 gr/kWh – oraz podatek VAT. W takim układzie udział ETS-u w końcowej cenie brutto energii elektrycznej wyniósłby ok. 30%. Czyli też dużo.
ETS gnębi przemysł. ETS 2 pognębi konsumenta
O ile system ETS niszczy europejski przemysł i sprawia, że staje się on cenowo niekonkurencyjny z produkcją spoza UE, to kolejne dziecko unijnych biurokratów ma uderzyć w europejskich konsumentów. Ustalono już, że system ETS 2 wejdzie w życie w 2028 roku. Obejmie on paliwa płynne (benzynę, olej napędowy, LPG) oraz paliwa kopalne używane do ogrzewania budynków. Wprawdzie formalnie koszty tego nowego podatku mają ponieść dostawcy paliw, ale w praktyce zostanie on szybko i automatycznie on wliczony w cenę końcową i przerzucony na konsumentów.
- EU ETS 2 to nowy mechanizm opłat za emisje CO2 w transporcie i budownictwie, który został wprowadzony, aby ograniczyć zużycie paliw kopalnych. Różnice pomiędzy systemami ETS a ETS 2 są fundamentalne. ETS działa w systemie downstream, w którym obowiązek umarzania uprawnień do emisji (EUA) spoczywa na operatorach instalacji, w których następuje fizyczne uwolnienie gazów cieplarnianych do atmosfery. ETS 2 jest systemem upstream, gdzie podmiotem zobowiązanym do zakupu i umorzenia uprawnień nie jest ostateczny emitent gazów, lecz „podmioty regulowane” (…) W praktyce są to firmy wprowadzające paliwa kopalne do obrotu – wyjaśniają analitycy Alior Banku w raporcie zatytułowanym „ETS 2: Koszt dekarbonizacji i wpływ na ceny paliw”.
Nikt nie ukrywa, że celem ETS 2 jest drastyczne podniesienie cen paliw kopalnych dla konsumentów z Unii Europejskiej. Jednakże ze względu na specyfikę tego systemu trudno jest trafnie przewidzieć, ile ten koszt faktycznie wyniesie. Wiadomo tylko, że będzie rósł z czasem. I tak w pierwszym roku obowiązywania ETS 2 w scenariuszu bazowym benzyna ma podrożeć o 65 gr/l (i to bez podatku VAT, który przecież zapłacimy od unijnego podatku ETS2), olej napędowy o 75 gr/l, a autogaz o 45 gr/l. Co ważne, paliwa te mają drożeć co roku tylko na skutek wdrożenia ETS 2. - Prognozowany skumulowany wzrost cen paliw w latach 2028-2031 w scenariuszu bazowym wynosi 1,35 PLN na benzynie i 1,57 PLN na oleju napędowym – szacują analitycy DM Alior Banku.
Załóżmy, że poruszamy się autem benzynowym pokonując rocznie ok. 15 000 km ze średnim spalaniem rzędu 7,5 l/100 km. W takim układzie tylko z tego tytułu w 2028 roku dzięki ETS 2 państwo zabierze nam dodatkowe 900 złotych. A potem będzie to coraz więcej. Do tej kwoty trzeba dodać koszty ETS 2 związane z ogrzaniem domu/mieszkania, podgrzaniem wody czy gotowania na kuchence gazowej.
- Wejście w życie przepisów ETS2 ma zachęcić do poszukiwania bardziej ekologicznych i energooszczędnych rozwiązań. Spodziewany jest wzrost cen paliw do samochodów oraz kosztów ogrzewania domów i mieszkań, zwłaszcza tych wykorzystujących paliwa kopalne – czytamy na stronie PKO BP. Kalkulator zamieszczony na stronie ets2koszty.pl szacuje, że w przypadku przeciętnej rodziny koszt ten wyniesie początkowo ok. 1,5 tys. złotych rocznie, by w kolejnych latach drastycznie wzrosnąć. I to jest w tym wszystkim najgorsze: nikt nie wie, ile faktycznie wyniesie koszt obciążenia ETS 2 w latach następnych.
Jak działa ETS 2? Cała perfidia na jednym slajdzie
Wszystkie przytoczone powyżej szacunki opierają się o pewne założenia dotyczące kształtowania się ceny uprawnień do emisji CO2 oraz wielkości samej emisji. Teoretycznie są one kształtowane na giełdzie, ale jest to rynek ręcznie sterowany przez unijne przepisy. Po pierwsze, w ramach ETS 2 nie będzie już przyznawania darmowych uprawnień, jak ma to miejsce w ramach ETS 1. Za wszystko trzeba będzie dodatkowo zapłacić.
- Aby systematycznie obniżać emisje i doprowadzić do osiągnięcia unijnych celów, maksymalny pułap emitowanych uprawnień z każdym rokiem maleje. Narzędziem do regulacji emisji certyfikatów jest wskaźnik LRF (linear reduction factor). W pierwszym roku działania ETS 2 redukcja emisji uprawnień oparta o ten wskaźnik wynosi 5,1%, zaś w latach kolejnych będzie to 5,4% rocznie. Konsekwencją mechanizmu jest stale rosnąca presja cenowa, mająca motywować podmioty do redukcji emisji CO2 – wyjaśniają analitycy Alior Banku.
Trochę wygląda to tak, jakby w Komisji Europejskiej zainspirowali się konstrukcją bitcoina. Z tą różnicą, że do korzystania z BTC nikt nikogo nie zmusza. Ponadto, aby ludzie nie wyszli masowo na ulicę w pierwszym roku działania ETS 2 przewiduje się „pożyczenie” 30% rocznej emisji z lat późniejszych. Rzecz jasna później trzeba będzie ową „pożyczkę” spłacić, przez co w kolejnych latach uprawnień ma być jeszcze mniej, a ich ceny mają być jeszcze wyższe.
Alior Bank szacuje, że w 2028 roku (czyli w pierwszym roku obowiązywania tego przymusowego systemu) cena EUA ustabilizuje się na poziomie 66 euro, z czego 20% stanowić będzie efekt spekulacji rynkowej. Później ma być drożej. W roku 2029 finalna cena EUA ma się ukształtować na poziomie 87,4 euro, by w 2030 roku przekroczyć pułap stu euro, a w roku 2031 sięgnąć 137,1 €.
Cały system zaprojektowany jest tak, aby z roku na rok EUA były coraz droższe i abyśmy coraz więcej płacili za paliwa kopalne. Czyli za coś, dlaczego obecnie nie ma sensownej ekonomicznie alternatywy. Faktycznie będzie to oznaczało coraz mocniejsze opodatkowanie unijnego konsumenta, który już teraz nierzadko oddaje państwu połowę tego, co zarobił (ZUS, NFZ, PIT, VAT, akcyza, etc.). Jeśli Komisja Europejska nadal będzie nam dokręcać śrubę na gruncie klimatycznej ideologii, to w pewnym momencie pozostaną nam tylko trzy sensowne opcje: emigracja poza UE, bunt lub POLEXIT.





























































