Po dość ambiwalentnych danych z amerykańskiego rynku pracy zarówno ceny akcji jak i obligacji poszły w dół. Rentowność amerykańskiego długu sięgnęła poziomów niewidzianych od lat, co zaniepokoiło inwestorów z Wall Street.
Tego typu raporty BLS wymagają załączenia instrukcji obsługi. Bowiem z jednej strony dostaliśmy super-optymistyczny sygnał, że stopa bezrobocia w USA spadła do najniższego poziomu od grudnia 1969 roku - a więc od blisko 49 lat. Z drugiej jednak strony najbardziej popularna miara koniunktury - czyli zmiana liczby zatrudnionych poza rolnictwem (non-farm payrolls) - wyraźnie rozczarowała. Przybyło tylko 134 tysiąc etatów wobec oczekiwań rzędu 180 tys.
I tu pojawiają się dwie wątpliwości. Po pierwsze, BLS zafundował nam spore rewizje w górę danych za sierpień (i w mniejszym stopniu także za lipiec), które dodały nam 87 tys. miejsc pracy. Po drugie, wrzesień był miesiącem, gdy przez wschodnie wybrzeże USA przetaczał się huragan Florence, co miało niewątpliwy negatywny (lecz przejściowy) wpływ na statystyki pracujących.
Rynek początkowo nie bardzo wiedział, co zrobić z takim zestawem informacji. Ale w końcu się zdecydował. Ceny obligacji skarbowych spadły, co przełożyło się na zwyżkę ich rentowności. Papiery 10-letnie płaciły w piątek już niemal 3,25% - najwięcej od maja 2011 roku. Rentowność amerykańskich 2-latek śrubowała przeszło 10-letnie rekordy, wspinając się do 2,90%. To niby wciąż niewiele, ale przecież jeszcze dwa lata temu nie przekraczały one 1%.
Zobacz także
Rosnąca dochodowość amerykańskich obligacji skarbowych słusznie chyba postrzegana jest jako główne zagrożenie dla hossy na rynku akcji. Przy mocno bardzo niskiej stopie dywidendy dla indeksu S&P500 (ledwie 1,77%) i przy c/z rzędu 25 (co przekłada się na 4% rentowności amerykańskich akcji) ponad 3% oferowane przez 10-letnie Treasuries wygląda coraz bardziej atrakcyjnie.
Tym też na ogół tłumaczono piątkowe spadki na Wall Street. Dow Jones zakończył sesję spadkiem o 0,68%. S&P500 stracił 0,55%, zaś Nasdaq poleciał w dół o 1,16%. W ostatnich dniach widoczna jest zwłaszcza słabość tego ostatniego indeksu, który jednak w ciągu całego roku wciąż prezentuje się najlepiej z tej trójki. Licząc od początku 2018 roku Nasdaq Composite dał zarobić prawie 13%, podczas gdy S&P500 niespełna 8%, a Dow Jones niecałe 7%.
Krzysztof Kolany





























































