To miał być na Wall Street dzień przełamania trwającej od połowy kwietnia spadkowej fali. Cóż, nie udało się. Nasdaq spadł o kolejne 3% po tym, jak dane o inflacji CPI nieprzyjemnie zaskoczyły większość ekonomistów i inwestorów.


Gwoździem programu środowej sesji w Ameryce miały być kwietniowe statystyki inflacji CPI. I były, ale chyba nie w taki sposób, w jaki się spodziewano. Rynkowi ekonomiści formułowali bowiem hipotezy, że raport BLS pokaże, że marcowy odczyt (8,5%) wyznaczył inflacyjny szczyt. Tymczasem kwietniowa CPI faktycznie była niższa od marcowej, ale sam odczyt okazał się wyższy od oczekiwań.
Co gorsza, wyraźnie wyższa od rynkowego konsensusu była tzw. inflacja bazowa – czyli wskaźnik cen z pominięciem żywności, paliw i energii . To sugeruje, że presja inflacyjna w największej gospodarce świata wykracza poza dotychczasowe kategorie (paliwa, żywność, samochody) i ogarnia kolejne branże. A to byłby sygnał dla Rezerwy Federalnej, aby jeszcze wyżej podnieść stopy procentowe.
Tymczasem to właśnie rosnące koszty kredytu są od kilku miesięcy głównym zmartwieniem posiadaczy akcji i obligacji stałokuponowych. Szczególnie mocno obrywa się akcjom tzw. spółek wzrostowych, po których inwestorzy spodziewają się znacznego wzrostu zysków w odległej przyszłości. Wraz ze wzrostem stopy dyskontowej owe przyszłe zyski stają się coraz mniej warte w bieżącym pieniądzu, co prowadzi do znacznego spadku wyceny. Od grudnia wartość rynkowych spółek FANG zmalała o przeszło dwa biliony dolarów.
Kolejnego takiego dostosowywania się wycen byliśmy świadkami w środę. Nasdaq spadł o 3,18%, kończąc dzień na wysokości 11 364,24 punktów – czyli na najniższym poziomie od listopada 2020 roku. Tylko przez ostatni miesiąc Nasdaq poszedł w dół o ponad 15%, od początku roku tracąc przeszło 27%. W przypadku tego indeksu możemy więc mówić już o pełnoprawnej bessie.

Indeks S&P500 zakończył dzień spadkiem o 1,65% i ponownie znalazł się poniżej psychologicznego poziomu 4000 punktów. To może być bolesna porażka giełdowych byków, które nie obroniły wzrostów z początku sesji i pozwoliły na zamknięcie indeksu w pobliżu sesyjnego minimum. Dow Jones po utracie 1,02% zameldował się na poziomie 31 384,11 pkt.
Największy wkład w spadki S&P500 i Nasdaqa miała przeszło 5-procentowa przeceno walorów Apple’.a Czyli „megaciężkiej” spółki technologicznej, która przez ostatnie miesiące radziła sobie lepiej od reszty rynku wspierając giełdowe indeksy. W tym kontekście równie ważna jest postawa papierów Microsoftu, które w środę straciły 3,3%.
To jednak nic w porównaniu do dramatu akcjonariuszy Coinbase’a, którego walory rynek przecenił o 26,4% po publikacji bardzo słabych wyników kwartalnych. Na to wszystko nałożyła się kolejna masakra na rynku kryptowalut: kurs Bitcoin spadł do najniższego poziomu od 2020 roku, Ethereum straciło prawie 10%, a Litecoin aż 15%.
KK




























































