Około 100-110 aptek straciło zezwolenia z powodu nielegalnego obrotu lekami – przekazał główny inspektor farmaceutyczny Łukasz Pietrzak. Zaznaczył, że rocznie z kraju wywożono leki warte 2 mld zł.


Łukasz Pietrzak podczas konferencji „Nielegalny wywóz leków – działania państwa na rzecz bezpieczeństwa pacjentów» w Ministerstwie Zdrowia powiedział, że tytułowy proceder był najbardziej nasilony w latach 2015-2019. Wiązało się to z brakiem dostępności określonych preparatów, m.in. leków kardiologicznych, przeciwzakrzepowych czy hormonalnych.
Pietrzak zaznaczył, że procedura kontroli prowadzona przez inspektorat farmaceutyczny jest bardzo długotrwała i prowadzona we współpracy z prokuraturą i Krajową Administracją Skarbową.
– Postępowanie o utratę rękojmi trwa lata. Materiał liczy sobie setki, czasem tysiące stron – powiedział Pietrzak.
Zaznaczył, że decyzję o cofnięciu zezwolenia na prowadzenie apteki wydaje wojewódzki inspektor farmaceutyczny. Przedsiębiorca może odwołać się do drugiej instancji, czyli do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.

– W ciągu ostatnich lat zezwolenie straciło ok. 100-110 aptek – wskazał inspektor.
Prokurator Krzysztof Bukowiecki z Prokuratury Krajowej powiedział, że sprawy aptek i nielegalnego obrotu lekami stanowią mały wycinek pracy prokuratury. Zauważył jednak, że wiążą się z dużą pomysłowością, jeśli chodzi o usuwanie dowodów.
– Zdarzały się tajemnicze i zadziwiające zaginięcia dokumentacji, typu kradzież samochodu, którym była przewożona, lub tajemniczy pożar. Zobiektywizowany materiał dowodowy, pokazujący, jak wyglądały przesunięcia magazynowe, był tracony – powiedział prokurator.
Opolski wojewódzki inspektor farmaceutyczny Jacek Depo tłumaczył, jakie mechanizmy wyprowadzania leków zaobserwował w swoim województwie. Pierwszy z nich to odwrócony łańcuch dystrybucji. Polega na odsprzedaży leków z apteki do hurtowni. Ponadto, żeby utrudnić wykrycie przepływu leków, przedsiębiorcy działali na granicy województw.
– Kilku inspektorów powinno być zainteresowanych kontrolą, ale nie mieliśmy wiedzy, że jakiś proceder zachodzi na granicy województwa – powiedział Depo.
Kolejny sposób to przesunięcia międzymagazynowe.
– Apteki z tym samym nr NIP przesuwały towar do innych województw, żeby stamtąd odsprzedać je do hurtowni. Hurtownia natomiast była stworzona, żeby takie leki skupować z rynku – wskazał inspektor.
Ponadto fikcyjne przychodnie składały zapotrzebowania dla swoich pacjentów, np. zlokalizowane w mieszkaniu w bloku na drugim piętrze.
Depo zaznaczył, że wiele dokumentów znikało z systemu pod pretekstem korekty stanów magazynowych. Zwracała uwagę skala – kilkanaście faktur w ciągu roku, każda na kwotę od 100 tys. zł do miliona zł.
– Do aptek zgłaszali się też pośrednicy, którzy skupowali każde ilości leków, dając osobny cennik – zaznaczył Depo.
Wielkopolski wojewódzki inspektor farmaceutyczny Grzegorz Pakulski powiedział, że w jego województwie funkcjonował na przykład jeden punkt apteczny czynny raz w tygodniu, w niedzielę, w godzinach od 9.00 do 11.00.
– Ten punkt przerabiał ogromne ilości leków, które tam nigdy nie dojeżdżały – powiedział.
Pakulski zaznaczył, że proceder dotyczył najczęściej kilku, kilkunastu aptek należących do małej sieci.
– Niektórzy pracownicy nawet nie wiedzieli, że w nocy dokonuje się przesunięć międzymagazynowych pomiędzy aptekami, a z ostatniej apteki było to sprzedawane – wskazał Pakulski.
Pietrzak powiedział, że według danych Prokuratury Krajowej rocznie, szczególnie w latach 2015-2019 wywożono nielegalnie z Polski leki o wartości ponad 2 mld zł.
– W procederze nie brały udziału pojedyncze małe apteki. Zdarzało się, że 100 procent danej substancji było wyprowadzane z apteki i nic nie trafiało do pacjenta – powiedział inspektor.
Dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia Mateusz Oczkowski powiedział, że teraz nie brakuje kluczowych preparatów. Jest to m.in. wynikiem zmiany przepisów Prawa farmaceutycznego. (PAP)
kra/ joz/





























































