Po wstępnych sukcesach giełdowych byków poniedziałkowa sesja za Atlantykiem zakończyła się neutralnie. Oznacza to zatrzymanie wzrostowego odreagowania z poprzednich dwóch sesji. Teraz rynek czeka na wypowiedzi Powella i raport z rynku pracy.


Średnia przemysłowa Dow Jonesa zakończyła pierwszą sesję tego tygodnia wzrostem o 0,12%, pozostając bez istotnych zmian na poziomie 33 431,44 pkt. S&P500, który jeszcze na półmetku sesji zyskiwał blisko 0,8%, zakończył dzień z wynikiem 4048,42 pkt., czyli raptem 0,07% powyżej piątkowego kursu zamknięcia. Podobnie zachował się Nasdaq Composite, który roztrwonił zwyżki z początku handlu i finalnie stracił 0,11%.
Zmiany były więc symboliczne, ale wart odnotowania jest to, że giełdowe byki złapały zadyszkę już trzeciego dnia wzrostowego odbicia. A przecież amerykańskie akcje niedawno zanotowały najsłabszy tydzień w tym roku oraz wyraźnie spadkowy luty.
Inwestorów wciąż ma prawo niepokoić kwestia rosnących rynkowych stóp procentowych. Pomimo lekkiego odreagowania w piątek rentowność 2-letnich obligacji rządu USA utrzymuje się blisko poziomu 5% - a więc wartości nienotowanych po 2007 roku. 10-letnie Treasuries płacą prawie 4%, co stanowi przyzwoitą alternatywę dla wciąż wysoko wycenianych amerykańskich akcji.

W tym kontekście coś nowego może wnieść wtorkowe wystąpienie Jerome’a Powella. Szef Rezerwy Federalne będzie składał półroczne sprawozdanie z wykonania polityki monetarnej przed komisją Senatu. To w zasadzie ostatni moment, aby Powell zasygnalizował kolejną podwyżkę stopy funduszy federalnych. Rynek terminowy spodziewa się ruchu o przynajmniej 25 pb. (70% szans) na marcowym posiedzeniu FOMC. Ale na ponad 30% wyceniana jest szansa na podwyżkę 50-punktową. Tak, czy inaczej, do końca czerwca przedział stopy funduszy federalnych ma według rynku sięgnąć 5,25-5,50%.
Drugim potencjalnym punktem zwrotnym w kalendarium makroekonomicznym jest piątkowy raport z rynku pracy. Ekonomiści spodziewają się po nim, że pokaże tylko 200 tys. nowych etatów utworzonych w lutym po sensacyjnych +517 tys., jakie zobaczyliśmy w statystykach za styczeń. Oczywiście, w grę wchodzą wszelkiej maści rewizje, które mogą dodatkowo zamącić obraz sytuacji. Mocny rynek pracy w połączeniu z uparcie wysoką inflacją jest kombinacją w zasadzie gwarantującą wyższe stopy procentowe w Fedzie. A tych rynek akcji (zwłaszcza tak „bogato” wyceniany) bardzo nie lubi.
„Po drodze” mamy jeszcze środowy raport ADP mierzący zmianę zatrudnienia w sektorze prywatnym. Tu oczekiwania mówią o 195 tys. nowych etatów, ale po wzroście o zaledwie 106 tys. zaraportowanym za styczeń. Jakby nie patrzeć, tydzień na Wall Street na dobre zacznie się po wtorkowym wystąpieniu Powella, a zwieńczą go lutowe „payrollsy”.




























































