Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy włoskiego Monte dei Paschi di Siena zaakceptowało plan emisji akcji za 5 miliardów euro. Emisja ma podnieść kapitały i uratować przed bankructwem najdłużej działający bank świata. Jednakże plany te pokrzyżować może sytuacja polityczna.
Pierwszym sukcesem było to, że na WZA stawili się inwestorzy dysponujący łącznie ponad 20% głosów. Dzięki temu udało się uzyskać kworum (22,4%), aby w ogóle podjąć decyzję o podniesieniu kapitałów. Akcjonariat Monte dei Paschi di Siena jest skrajnie rozdrobniony: ok. 150 tysięcy drobnych inwestorów posiada 55% udziałów.
Włoski bank pójdzie na rynek po 5 mld euro, co stanowi blisko 7,5-krotność bieżącej wartości rynkowej banku. Działająca od XV wieku firma desperacko poszukuje kapitału, aby pokryć straty na portfelu niespłacanych kredytów. Prezes Marco Morelli zapowiedział sprzedaż 28 mld euro złych długów. Elementem restrukturyzacji ma być także konwersja na akcje zobowiązań o wartości nominalnej 5,3 mld euro.
Na koniec trzeciego kwartału 2016 roku Marco Morelli miał zaledwie 8,75 mld euro kapitałów własnych przy 160,1 mld euro aktywów. W raporcie finansowym bank przyznał się, że 21,5% jego kredytów jest niespłacanych, co przy portfelu kredytowym o wielkości 104,6 mld euro daje prawie 22,5 mld euro. Monte dei Paschi di Siena jest jedynym europejskim bankiem, który w lipcowych stress testach uzyskał ujemny współczynnik adekwatności kapitałowej.
Zarząd banku zapowiada, że rozpocznie proces emisji akcji ok. 7-8 grudnia i planuje zakończyć go przed Bożym Narodzeniem. Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana, niż wynikałoby to z i tak niezmiernie trudnej kondycji finansowej banku. 4 grudnia we Włoszech odbędzie się referendum konstytucyjne będące testem poparcia dla premiera Mateo Renzi. Premier publicznie zapowiedział, że w razie porażki poda się do dymisji.

W takim wypadku Italia zostałaby bez rządu i być może Włochów czekałyby przyspieszone wybory. Oznaczałoby to brak możliwości podjęcia decyzji politycznej o ewentualnym wsparciu Monte dei Paschi di Siena z pieniędzy podatników. A bez mniej lub bardziej formalnej gwarancji rządu zapewne mało który inwestor zaryzykuje zakup akcji banku będącego faktycznym bankrutem.
Przeczytaj także
Przypadek Monte dei Paschi jest kwintesencją sytuacji gospodarczej i finansowej Italii. Włoski sektor bankowy siedzi na stercie 356 mld euro złych długów. Wieloletnia stagnacja gospodarcza i brak choćby nominalnego wzrostu PKB sprawiły, że włoskie firmy i gospodarstwa domowe coraz częściej nie są w stanie obsługiwać bankowego zadłużenia, nawet w otoczeniu zerowych stóp procentowych serwowanych przez Europejski Bank Centralny. Niewielkie pole do manewru (czytaj: do ratowania banków) ma także państwo zadłużone na 135% PKB.
Sytuację dodatkowo komplikuje europejska dyrektywa BRRD, która co do zasady zakazuje tzw. bail-outów – czyli ratowania upadających banków z pieniędzy podatników. Zamiast tego obowiązuje zasada bail-in, w ramach której pieniądze na ratowanie banków w pierwszej kolejności wykładają jego akcjonariusze i obligatariusze, a w dalszej kolejności także deponenci. Dopiero po „przycięciu” sektora prywatnego do gry może wejść rząd.
Od początku roku akcje Monte dei Paschi straciły 80% wartości i w czwartek na zamknięciu handlu w Mediolanie były notowane po 23 eurocenty – o jednego centa wyżej niż dzień wcześniej.





























































