Drugi tydzień września przyniósł dalszy wzrost cen paliw w Polsce. Benzyna Pb95 jest już niemal rekordowo droga, a średnie ceny oleju napędowego nieznacznie przekroczyły marcowy szczyt wszech czasów. Posiadacze aut z silnikiem Diesla mogą spodziewać się dalszych podwyżek, choć ceny benzyny powinny pójść w dół.


Po drastycznej podwyżce z 1 września (spowodowanej wzrostem stawki VAT z 8% do 23%) ceny na stacjach nie zatrzymały się i zaatakowały historyczne rekordy. W mijającym tygodniu litr benzyny bezołowiowej 95 kosztował przeciętnie 7,89 zł/l – poinformowało Biuro Maklerskie Reflex. To o 18 groszy na litrze więcej niż przed tygodniem. To także jedne z najwyższych cen w historii. Drożej (i to nieznacznie) było jedynie w czerwcu 2022 roku, gdy ceny 95 zatrzymały się tuż poniżej 8 zł/l. Zresztą teraz też wiele stacji oferuje to paliwo po cenie 7,99 zł/l.
Rekordowo drogi jest za to olej napędowy, przeciętnie tankowany w tym tygodniu po 8,76 zł/l. To o 27 gr/l drożej niż tydzień wcześniej. W przypadku tego paliwa już za kilka dni możemy zobaczyć ceny zbliżone do 9 zł/l. Otwarta pozostaje dyskusja, czy padnie psychologiczna (oraz techniczna) granica 10 zł/l.
Tym razem podwyżki dotknęły także posiadaczy instalacji gazowych. Średnia cena LPG podniosła się bowiem o 7 gr/l, do poziomu 3,02 zł/l. Stało się to po tym, jak przez poprzednie 19 tygodni obserwowaliśmy sukcesywny spadek detalicznych cen autogazu.
„Kolejny tydzień września powinien przynieść ustabilizowanie cen benzyn i dalszy wzrost cen diesla, ale już w mniejszej skali. W przypadku diesla zbliżymy się do kolejnej psychologicznej bariery 9 zł/l. Podrożeje również autogaz, choć nie zmienia to faktu, że pozostaje on rekordowo tani w stosunku do benzyny i diesla” - uważają eksperci biura Reflex.

Drogie paliwa - czyja to wina?
Obecnie podatki stanowią ok. 40% ceny detalicznej benzyn i oleju napędowego. To mniej niż przed tegorocznym kryzysem naftowym, gdy rząd zabierał mniej więcej połowę pieniędzy zostawianych przez nas przy dystrybutorach. Zatem za tak drastyczny wzrost cen paliw w ostatnich tygodniach odpowiada przede wszystkim sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie.
Nie chodzi nawet o same notowania ropy naftowej (która w nocy z czwartku na piątek kosztowała już nawet 110 USD za baryłkę), ale o giełdowe ceny gotowych paliw. Najbardziej napięta jest sytuacja na rynku oleju napędowego, który w piątek rano kosztował w porywach 1500 USD/t. A to niewiele mniej od absolutnie rekordowych 1588 USD/t odnotowanych na początku kwietnia.
W rezultacie metr sześcienny ON w cenniku Orlenu kosztuje 7167 zł netto, co po doliczeniu 23% VAT daje ok. 8,82 zł/l. Gdyby doliczyć do tego zwyczajową marżę detaliczną (historyczna średnia to 21 gr/l), to przy utrzymaniu obecnej stawki hurtowe ceny w detalu na niektórych stacjach mogą sięgnąć 9 zł/l (albo 8,99 zł/l).
Nieco poprawiła się za to sytuacja posiadaczy aut benzynowych. A to dlatego, że przez ostatni tydzień hurtowa cena Pb95 obniżyła się o 280 zł/m3, schodząc do poziomu 6078 zł/m3 w piątek 11 września. Po ovatowaniu dawałoby to 7,48 zł/l, czyli teoretycznie wyraźnie mniej niż 8 zł/l w detalu.
Piszę teoretycznie, ponieważ właściciele i operatorzy stacji najwyraźniej rekompensują sobie obecnie ujemne marże detaliczne na sprzedaży oleju napędowego ponadprzeciętnie wysokimi marżami na benzynie Pb95. To ostatnie paliwo sprzedawane było w tym tygodniu średnio o 41 gr/l powyżej piątkowej ceny w Orlenie. Za to ON oferowany był przeciętnie o kilka groszy poniżej bieżącej stawki hurtowej. Gołym okiem widać też, że na wielu stacjach bardzo nie chcą dopuścić do pojawienia się odpowiednio 8 zł/l w przypadku Pb95 oraz 9 zł/l w przypadku ON.




























































