REKLAMA
PIT 2023

"500+ nie uzdrowiło polskiej demografii". Wiceminister tłumaczy; winna m.in. "antyrodzicielska kampania"

2023-11-10 06:13
publikacja
2023-11-10 06:13

Liczba urodzeń zależy od liczby potencjalnych rodziców. W Polsce zakończyło się rodzenie dzieci przez roczniki wyżu lat 80. Nie jest prawdą, że program 500+ osiągnął odwrotny skutek, tj. zmniejszył dzietność w Polsce - powiedziała PAP wiceminister rodziny i polityki społecznej Barbara Socha.

"500+ nie uzdrowiło polskiej demografii". Wiceminister tłumaczy; winna m.in. "antyrodzicielska kampania"
"500+ nie uzdrowiło polskiej demografii". Wiceminister tłumaczy; winna m.in. "antyrodzicielska kampania"
fot. Lingchor / / Shutterstock

W środę w serwisie Business Insider Polska został opublikowany artykuł, w którym autor twierdzi m.in., że pogram "Rodzina 500+" nie przyczynił się do uzdrowienia polskiej demografii. "Dzięki programowi 500+ liczba urodzeń miała wzrosnąć, a spadła do katastrofalnych poziomów" - stwierdził autor.

"Rząd zakładał, że dzięki 500+ w 2023 r. urodzi się 366 tys. dzieci (proporcjonalnie po trzech kwartałach byłoby to ok. 274 tys., tak jak zaznaczyliśmy na wykresie). Najnowsze dane GUS pokazują, że nie ma zbyt wielkich szans na to, by liczba ta w ogóle przekroczyła 300 tys. Po trzech kwartałach tego roku urodziło się zaledwie 210 tys. dzieci. To mniej, niż mówiły prognozy nawet bez wprowadzenia programu PiS" - podał.

"Ten artykuł stawia tezę, że te rozwiązania przyniosły skutki odwrotne od zamierzonych. Świadczy to o kompletnym niezrozumieniu zjawisk demograficznych" - skomentowała wiceminister Socha w rozmowie z PAP.

Jak podkreśliła, nie jest prawdą, że program 500+ osiągnął odwrotny skutek, tj. zmniejszył dzietność w Polsce. Wyjaśniła, że zjawiska demograficzne są skutkiem bardzo wielu różnych czynników działających równocześnie.

"Liczba urodzeń zależy od liczby potencjalnych rodziców. Jeżeli spojrzymy na dane w Polsce dotyczące liczby kobiet, to widzimy, że zakończyło się rodzenie dzieci przez roczniki wyżu lat 80. Program 500+ wchodził w momencie, kiedy te najliczniejsze roczniki kończyły swój wiek rozrodczy. I stąd, co było zresztą przewidywane przez demografów, wprowadzenie tego programu spowodowało na początku wzrost liczby urodzeń, mimo że spadała liczba kobiet. To świadczyło, że ten program zadziałał bardzo silnie na urodzenia i tak naprawdę przyspieszył decyzje o dzieciach w tych rodzinach, które jeszcze planowały dzieci oraz doprowadził do tych decyzji osoby, dla których to był już ostatni moment, żeby zdecydować się na dziecko" - wytłumaczyła wiceminister.

"Jeżeli popatrzymy np. na rocznik 83., to był najliczniejszy rocznik z czasów tego wyżu lat 80., ten rocznik w roku 2017 miał 34 lata. To to jest taki wiek, kiedy się już kończy ten wiek rozrodczy. Mniej więcej do 40. roku życia kobiety rodzą dzieci, później to już są nieliczne przypadki. Ten rocznik dzisiaj ma dokładnie 40 lat. A więc te liczne roczniki już przestały rodzić dzieci. Stąd mamy bardzo szybko spadającą liczbę urodzeń, co było do przewidzenia i co jest oczywiste i naturalne w tej sytuacji" - powiedziała.

Jak dodała, w Polsce ruchy pokoleniowe są bardzo silne, bo to wynika z tego, co nas spotkało w czasie II wojny światowej. "Mieliśmy bardzo duży wyż powojenny, później bardzo duże echo tego wyżu w latach 80., no i teraz jesteśmy w niżu. Powoli w ten wiek rozrodczy wchodzą teraz te najmniej liczne powojenne roczniki. To jest ta największa zmiana" - przekazała.

Wiceminister zwróciła uwagę, że na te naturalne ruchy czy zmiany nakładają się także czynniki dodatkowe, zewnętrzne.

"A my mamy do czynienia z dwoma. Pierwszym jest pandemia, czyli ogromne zachwianie poczuciem bezpieczeństwa, które bardzo silnie wpłynęło na decyzję o urodzeniu dzieci i również związane z tym w pandemii ograniczenie liczby zawieranych małżeństw. (...) a drugim, bardzo silnym czynnikiem, który wpłynął na to ograniczenie poczucia bezpieczeństwa, jest oczywiście wojna na Ukrainie" - podała.

Dodała również, że jej zdaniem duży wpływ na to, że w Europie mamy do czynienie z rekordowo niską dzietnością mają wpływ czynniki kulturowe związane ze stylem życia i pewna "kampania", którą można nazwać "antyrodzicielską", która widoczna jest w mediach również w Polsce.

"To polega przede wszystkim na tym, że bardzo dużo mamy do czynienia w przekazach medialnych z taką narracją, która sugeruje, że macierzyństwo jest czymś co blokuje karierę, co uwstecznia rozwój itd. Szereg negatywnych przekazów, które dotyczą macierzyństwa. Myślę, że jest to jedno z naszych większych wyzwań, z którymi musimy się zmierzyć, czyli zbudowanie pozytywnego klimatu wokół macierzyństwa i rodzicielstwa w ogóle" - przekazała.

Minister pytana czy gdyby nie program 500+ to spadek dzietności byłby jeszcze większy, odpowiedziała, że "zdecydowanie tak".

"To bardzo łatwo potwierdzić na liczbach. Kiedy porównujemy rzeczywiste dane do prognozowanych to widać przez te wszystkie lata dużą różnice na plus. Przez wszystkie lata aż do wojny. Nawet podczas pandemii było jeszcze trochę powyżej tego, co przewidywała prognoza, a od czasu wojny już rzeczywistość nie dorównuje temu co było prognozowane. Przy czym trzeba pamiętać, że prognozy GUS zakładały stały, niewielki wzrost dzietności, więc tutaj rzeczywiście widać, że bez programu 500+ byłoby o wiele gorzej" - wyjaśniła.

"Zjawiska demograficzne są zjawiskami długofalowymi i jeżeli chcemy, żeby jakiekolwiek wprowadzane instrumenty były skuteczne to one przede wszystkim muszą być długofalowe i stabilne. Jeżeli mamy program 500+, natomiast on jest atakowany przez cały czas trwania, (...) to krótko mówiąc - Polacy nie wiedzą, na co mogą liczyć. Podejmując decyzję o rodzicielstwie, nie biorą tego programu pod uwagę" - powiedziała.

"Jeżeli nie ma stabilności tego programu, to wiadomo, że ktoś, kto decyduje się dzisiaj na dziecko, to nie kalkuluje tego 500 czy 800+ jako coś co będzie, bo nie wie, czy będzie. Więc sami w pewien sposób neutralizujemy skutki, które mogłyby istnieć gdyby było powszechnie panujące przekonanie o tym, że to jest coś co jest już pewnym standardem i na pewno będzie utrzymane" - podsumowała.

Autorka: Katarzyna Herbut

Źródło:PAP
Tematy
Najtańsze konta firmowe dla oszczędzających z premią

Najtańsze konta firmowe dla oszczędzających z premią

Komentarze (34)

dodaj komentarz
-kancermeister-
W założeniu 500+ nie miało być wsparciem rodzin wielodzietnych, tylko delikatną zachętą. Prawdziwe wsparcie miało polegać na niewliczaniu do dochodu maksymalnego dodatków oferowanych przez gminę, czyli pozabudżetowych. Dzięki temu poziom dofinansowania rodzin wielodzietnych miał dosięgnąć tzw. rodzinnych domów dziecka. Ale to się W założeniu 500+ nie miało być wsparciem rodzin wielodzietnych, tylko delikatną zachętą. Prawdziwe wsparcie miało polegać na niewliczaniu do dochodu maksymalnego dodatków oferowanych przez gminę, czyli pozabudżetowych. Dzięki temu poziom dofinansowania rodzin wielodzietnych miał dosięgnąć tzw. rodzinnych domów dziecka. Ale to się nigdy nie stało
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
samsza
Widzę, że zawstydzeni moraliści i dewoci postarali się o usunięcie wpisu o którym wspominam w tym komentarzu, ok. Nie ma się w głowie, to trzeba mieć w rękach klikających w zgłoszenie do moder.
-kancermeister-
Tylko nie dewoci. Do proboszcza w mojej parafii zgłosiła się grupa oburzonych pań, żądając potępienia z ambony kobiet, które ośmielają się publicznie (czyli podczas Mszy) karmić dziecko piersią. Ten nie dość, że nie potępił karmiących matek, to jeszcze publicznie, przez miesiąc (razem z wikariuszami) jechał bezlitośnie po "oburzonych",Tylko nie dewoci. Do proboszcza w mojej parafii zgłosiła się grupa oburzonych pań, żądając potępienia z ambony kobiet, które ośmielają się publicznie (czyli podczas Mszy) karmić dziecko piersią. Ten nie dość, że nie potępił karmiących matek, to jeszcze publicznie, przez miesiąc (razem z wikariuszami) jechał bezlitośnie po "oburzonych", nazywając je bigotkami, zakałą katolicyzmu, bezmózgami, które odmawiają Maryi bycia matką. Mówiło się też o upadku pobożności (=dewotio) i nienawiści przekwitłych babsztyli do młodych kobiet posiadających dzieci.
serdeli1
Moj tatuś w PRL dostal stypendium na studia (lokum+wyzywienie gratis), po studiach dostal w wieku prace i mieszkanie 25-26 lat. Wtedy byl nawet przymus pracy.
W takich warunkach to mozna sie bylo śmiało klonowac.
Obecnie to dosc skomplikowany temat. Wydaje mi sie ze ludzie potrafią wyczuć, czy za 10-15 lat bedzie w PL lepiej,
Moj tatuś w PRL dostal stypendium na studia (lokum+wyzywienie gratis), po studiach dostal w wieku prace i mieszkanie 25-26 lat. Wtedy byl nawet przymus pracy.
W takich warunkach to mozna sie bylo śmiało klonowac.
Obecnie to dosc skomplikowany temat. Wydaje mi sie ze ludzie potrafią wyczuć, czy za 10-15 lat bedzie w PL lepiej, czy tez gorzej i przez to chyba wiele osob nie chce miec potomstwa, bo podswiadomie wie ze bedzie mu w zyciu ciezej niz poprzedniemu pokoleniu.
prawnuk
to proszę panią /bo nie pani/, trzeba było zrobić 500+ na TRZECIE i 1000+ na KAŻDE NASTĘPNE.
Czyli zrobić program DEMOGRAFICZNY a nie POLITYCZNY.

więc jak zrobiliście program polityczny, a nie demograficzny - to proszę to przyjać na klatę
akurat główna autorka załapała sie do europarlamentu.....
więc 500+ miało sens
to proszę panią /bo nie pani/, trzeba było zrobić 500+ na TRZECIE i 1000+ na KAŻDE NASTĘPNE.
Czyli zrobić program DEMOGRAFICZNY a nie POLITYCZNY.

więc jak zrobiliście program polityczny, a nie demograficzny - to proszę to przyjać na klatę
akurat główna autorka załapała sie do europarlamentu.....
więc 500+ miało sens - wydalismy 100 mld i Rafalska załapała sie do europarlamentu
kacz-dzong-un
Ty naprawdę uwierzyłeś, że pisiorom chodzi o demografię, a nie o przekupywanie wyborców? Congrats?
andregru
Jeżeli już chcieli komuś dawać pieniądze to powinni dawać tylko na nowo narodzone dzieci .
matheous
fatalna demografia to nie tylko wina Pisu ale wszystkich poprzednich rządów. Mały plusik dla Pisu za to, że próbował cokolwiek z tym zrobić ale gigantyczny minus za sposób. Sam pomysł, że rzucenie 5 stówek wszystkim wpłynie na dzietność był od początku, delikatnie mówiąc groteskowy, i można by się go było spodziewać od jakiegoś laika fatalna demografia to nie tylko wina Pisu ale wszystkich poprzednich rządów. Mały plusik dla Pisu za to, że próbował cokolwiek z tym zrobić ale gigantyczny minus za sposób. Sam pomysł, że rzucenie 5 stówek wszystkim wpłynie na dzietność był od początku, delikatnie mówiąc groteskowy, i można by się go było spodziewać od jakiegoś laika ale na pewno nie na poziomie ministerialnym.

Czy naprawdę nie można było zrobić jakichś wnikliwych badań i analiz dotyczących problemu? skad on się bierze, jak w innych krajach z tym postępowano, jaką przyjęto metodologię rozwiązania? czy we wszystkim nasi politycy muszą być takimi głupcami sądzącymi, że problem rozwiąże się ustawą? Nikt z geniuszy tam na górze nie przewidział inflacji, którą to zrodzi? nikt nie przewidział utraty wartości nabywczej świadczenia? nikt nie przewidział, że jeśli ktokolwiek na tym skorzysta najbardziej to skrajna patologia, która nie ma interesu się rozmnażać ale bedzie szukać łatwego pieniądza na zakup alkoholu czy fajek?

Próba rozwiązania problemu w ten sposób to obraza dla ludzi pracujących i myślących i właśnie ci ludzie wiedzą, że ten program nie rozwiązuje żadnych problemów a de facto rodzi kolejne i stąd nie decydują się na dzieci a jeśli już to 1.

Kiedyś to pisałem ale napiszę ponownie. Rodzące się dziecko to szczęscie ale i wielka odpowiedzialność. Tymczasem rodzice od poczęcia w zasadzie zostają z tym sami. Lekarze na NFZ i wszelkie kontrole to czysta fikcja naszpikowana potencjalnymi problemami. O ile jesteś zdrowy i ciąża przebiega książkowo to twoje szczęscie ale przy najmniejszych powikłaniach zostajesz narażony na to, że albo się nie dostaniesz do lekarza na czas albo diagnoza będzie błędna albo zbyt późna albo wszystko naraz. Nie każdego stać na prywatne wizyty rzędu 250PLN, które dadzą odrobinę spokoju i profesjonalizmu. Już nie mówiąc o tym jak dziecko się urodzi i zaczynają się dalsze komplikacje jak np. trudności ze znalezieniem pediatry, który dziecko przyjmie do siebie, trudności z zapisaniem dziecka do publicznego żłobka czy przedszkola, wszystkie lekarstwa w aptekach na 100%, wszystkie produkty dla dzieci w sklepach na 100%. No można wymieniać w nieskończoność co czeka młodego rodzica.

I co oni myślą, że 500% (o sile nabywczej 2-3 stówek) spowoduje, że ludzie rzucą się do robienia dzieci? w Polsce są problemy SYSTEMOWE, które odstraszają ludzi od tego i nie rozwiązuje ich żadna badziewna ustawa. Jej pomysłodawca powinien spalić się ze wstydu za w ogóle zaproponowanie tak skrajnie powierzchownego i głupiego rozwiązania.

I właśnie dlatego ludzie potraktowali 500+ jako ekstra kasę na drobne wydatki a nie na dzieci, bo dokładnie do tego się tylko ten program nadaje. A słowa wiceministra - no cóż, można się uśmiechnąć z politowaniem, że tacy ludzie są u władzy.
prawnuk
oczywiście, że 500+ to miałoby sens na NOWONARODZONE dziecko. bo dla urodzonych wystarczyłoby podnieść rodzinne i ulgę podatkową

Powiązane: Demografia

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki