REKLAMA
FORUM FINANSÓW

"Zagrożenie atakiem z powietrza". Alert RCB i wyjące syreny na wschodzie Polski

2026-09-17 12:02, akt.2026-09-17 14:27
publikacja
2026-09-17 12:02
aktualizacja
2026-09-17 14:27
Dodaj Bankier.pl w Google

Wojsko poderwało myśliwce, a mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego dostali alert o zagrożeniu atakiem z powietrza w czasie czwartkowego nalotu Rosji na zachód Ukrainy. Jeden z rosyjskich dronów uderzył 4 kilometry od granicy z Polską. Nie odnotowano jednak jej naruszenia - podał DORSZ.

"Zagrożenie atakiem z powietrza". Alert RCB i wyjące syreny na wschodzie Polski
"Zagrożenie atakiem z powietrza". Alert RCB i wyjące syreny na wschodzie Polski
fot. ivkovmark / / Shutterstock

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa alerty o zagrożeniu rozesłało tuż przed południem. Nieco wcześniej Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w związku z atakami Rosji na terytorium Ukrainy rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej.

W czasie tych działań lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały operacje lotnicze; zawieszane były też odprawy na polsko-ukraińskich przejściach granicznych. Po około godzinie wojsko zakończyło operowanie lotnictwa; nie odnotowało naruszenia granicy RP. RCB odwołało alert dla Lubelszczyzny i Podkarpacia.

Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski jeszcze przed odwołaniem alertu przekazał PAP, że 4 km od granicy polsko-ukraińskiej najprawdopodobniej spadł lub został zestrzelony dron. W związku z tym, że był to szybko zbliżający się do polskiej granicy dron odrzutowy, poderwano myśliwce - dodał.

Wiceszef MON: był wydany rozkaz strącenia obiektu w razie przekroczenia granicy

Dowódca operacyjny wydał rozkaz zestrzelenia obiektu w przypadku przekroczenia granicy państwa – podkreślił w czwartek wiceszef MON Cezary Tomczyk odnosząc się do porannego ataku Rosji przy granicy z Polską.

O to, czy Polska była gotowa zestrzelić rosyjski dron dziennikarze w Sejmie zapytali wiceministra Tomczyk, który odparł, że „nie tylko byliśmy gotowi, ale dowódca operacyjny wydał rozkaz do zestrzelenia w przypadku przekroczenia granicy państwa”.

– To jest rozkaz z preautoryzacją, tzn. już pilot nie musi potwierdzać z dowódcą operacyjnym, że ten obiekt jest w zasięgu i czy może strzelać, tylko automatycznie po wykryciu obiektu może dokonać strącenia takiego drona czy rakiety – powiedział Tomczyk.

Zapytany, czy aby ze względu na szybkość dronów odrzutowych nie przestaje mieć racji bytu zasada, że najpierw obiekt trzeba zidentyfikować wzrokowo, zanim się zacznie do niego strzelać, Tomczyk zaprzeczył. Jak zauważył, „identyfikacja w czasach pokoju jest czymś absolutnie koniecznym” również ze względu na „ogromne” ryzyko ewentualnej pomyłki i np. zestrzelenia awionetki cywilnej.

– Przede wszystkim prowadzimy pełną wymianę informacji ze stroną ukraińską. To jest dla nas kluczowa sprawa, bo wtedy piloci mogą się przygotować do tego, co będzie za moment - zaznaczył wiceszef MON. - Tak naprawdę ten system budowany jest w taki sposób - dodał.

- Polski dowódca operacyjny nie tylko widzi to, co wskazują mu polskie urządzenia radiolokacyjne, które ze względu na ograniczenia krzywizny ziemi (…) mają określony zasięg. Dlatego korzystamy też z radarów i z systemów ukraińskich, albo amerykańskich, albo natowskich. Więc identyfikacja następuje dużo wcześniej. Tzn. dowódca operacyjny i pilot, może przygotować się do sytuacji, z którą będzie się za chwilę mierzył – wyjaśnił wiceszef resortu obrony.

– Ryzyko, odpowiedzialność bierze na siebie ten, kto ma największą wiedzę. Bierze pilot, bierze dowódca operacyjny. Dajmy ludziom, którzy są w mundurach, którzy zarządzają tym światem i zarządzają bezpieczeństwem granicy, podejmować w tej sprawie decyzje - apelował.

Na uwagę dziennikarza, że takie sytuacje będą się powtarzać i czy jest rozważane porozumienie ze stroną ukraińską, aby takie drony zestrzeliwać nad terytorium Ukrainy Tomczyk zauważył, że zestrzeliwanie nad Ukrainą rakiet i dronów „to już jest zupełnie inny poziom”.

- Takie ustalenie może nastąpić tylko na poziomie całego Sojuszu Północnoatlantyckiego - podkreślił. – Ta sprawa była wielokrotnie poruszana, wielokrotnie analizowana przez Sojusz. Dopóki nie będzie pełnej akceptacji dla takiego rozwiązania, to na pewno nie pójdziemy tutaj dalej – poinformował Tomczyk.

Premier Donald Tusk na konferencji prasowej po spotkaniu z kanclerzem Austrii poinformował o zakończonym niedawno „masywnym, bardzo brutalnym” rosyjskim ataku na zachodnią część Ukrainy. - Bardzo blisko polskiej granicy, niedaleko Jahodyna (ukraińska miejscowość, Jagodzin - PAP), to jest koło Dorohuska, znowu zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową, była bardzo masywna eksplozja, nasze samoloty zostały poderwane też do akcji – powiedział szef rządu.

Scammingout

Państwowa Służba Graniczna Ukrainy (DPSU) zaprzeczyła doniesieniom, jakoby podczas rosyjskiego ataku dron uderzył w polsko-ukraińskie przejście graniczne. „Na szczęście nie doszło do trafień w infrastrukturę graniczną, w szczególności w przejście graniczne” – poinformował w komentarzu dla agencji RBK-Ukraina rzecznik DPSU Andrij Demczenko. Wcześniej agencja Reuters podawała, powołując się na przedstawiciela ukraińskich władz, że podczas czwartkowego ataku w odległości kilku kilometrów od granicy słychać było eksplozje.

Ruch na przejściach granicznych w trakcie ataku był jednak zawieszany. Rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Dariusz Sienicki poinformował PAP, że ruch został wstrzymany na wszystkich przejściach granicznych w woj. lubelskim.

Rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału SG kpt. Piotr Zakielarz powiedział PAP, że w czwartek, po godz. 12 strona ukraińska na około 30 minut wstrzymała odprawy na przejściu granicznym w Medyce. W odpowiedzi odprawy w Medyce zawiesiła też polska SG. Na pozostałych przejściach granicznych z Ukrainą na Podkarpaciu ruch odbywał się bez zakłóceń.

Przejścia graniczne funkcjonują już normalnie. Także Polska Agencja Żeglugi Powietrznej potwierdziła, że lotniska w Rzeszowie i w Lublinie wznowiły operacje lotnicze.

Podczas ataku w centralnej części Polski słyszalny był huk. DORSZ wyjaśniło, że wynikał on z przekroczenia bariery dźwięku przez wojskowe samoloty bojowe.

Premier Tusk podczas konferencji zauważył, że podobny nalot miał miejsce dwa dni temu i także w nocy z środy na czwartek. Dlatego – powiedział – 17 września, rocznica agresji ZSRR na Polskę, „niestety jest wyjątkowym dniem także pod względem dzisiejszego bezpieczeństwa”.

Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił na X, że Rosja nie ustaje w agresywnych działaniach. „Dziś zaatakowała zaledwie kilka kilometrów od polskiej granicy. Nie doszło do naruszenia naszej przestrzeni powietrznej” - dodał. Przypomniał, że dlatego w ostatnich tygodniach zdecydował o wzmocnieniu ochrony polskiego nieba. Zapewnił, że zwiększona została aktywność F-16 i śmigłowców, wzmacniany jest też systemy obrony powietrznej i szybkiego reagowania.

Zarówno na terenie województwa lubelskiego, jak i województwa podkarpackiego alarm ogłaszały i odwoływały syreny uruchomione przez wojewódzkie służby. Mieszkańcy tych regionów, w tym ich stolic: Lublina i Rzeszowa, otrzymywali SMS o treści: „UWAGA! UWAGA! UWAGA! Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów”.

W wielu miejscach przeprowadzano ewakuacje m.in. pracowników instytucji publicznych, uczelni i szkół. Przed godz. 13 RCB powiadomiło mieszkańców o odwołaniu alertu. „UWAGA! Odwołano zagrożenie atakiem z powietrza. Brak zagrożenia na terenie Polski” - brzmiał komunikat.

To kolejny atak Rosji na Ukrainę niedaleko polskiej granicy. W nocy z soboty na niedzielę odnotowano dwa uderzenia dronów Geran-5 w bezpośredniej bliskości granicy z Polską, w pobliżu polsko-ukraińskiego przejścia granicznego.

Ewakuacje w urzędach i szkołach po alercie powietrznym w woj. lubelskim i podkarpackim

Ewakuacje pracowników urzędów, sprowadzanie uczniów na niższe kondygnacje oraz kontynuacja pracy szpitali – tak instytucje w województwach podkarpackim i lubelskim zareagowały na czwartkowy alert o zagrożeniu z powietrza.

Alerty o zagrożeniu atakiem z powietrza Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało tuż przed południem. Nastąpiło to w czasie czwartkowego nalotu Rosji na zachód Ukrainy, podczas którego jeden z dronów uderzył 4 km od granicy z Polską. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podało, że nie odnotowano naruszenia granicy RP. W czasie działań wojska lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały operacje, zawieszono też odprawy na przejściach granicznych. Po około godzinie alarm odwołano.

W związku z alertem w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie wdrożono procedurę ewakuacji. Rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego Bartosz Gubernat przekazał PAP, że wszystkie osoby przebywające w budynku zeszły na poziom minus jeden, gdzie czekały na odwołanie alarmu. Rzecznik podkreślił, że ewakuacja przebiegła spokojnie i sprawnie.

Gubernat powiedział PAP, że po ogłoszeniu alarmu wiele osób dzwoniło do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego z pytaniem, jak powinny się zachować.

– Apeluję, aby każdy zapoznał się z „Poradnikiem bezpieczeństwa”, w którym wyjaśniono, jak postępować w takich sytuacjach. Niedawno zorganizowaliśmy także weekend z Krajowym Systemem Reagowania, podczas którego pokazywaliśmy, jak reagować na tego typu zagrożenia. Niestety ćwiczenia te nie cieszyły się dużym zainteresowaniem – zaznaczył.

W czwartek ewakuowano również pracowników Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie oraz miejskiego Ratusza.

Rzeszowskie szkoły różnie zareagowały na alerty RCB i uruchomienie syren alarmowych. W I Liceum Ogólnokształcącym zajęcia były kontynuowane bez zmian.

– Dostaliśmy alerty i słyszeliśmy syreny, ale lekcja odbywała się normalnie. Pani dyrektor przekazała przez radiowęzeł, żeby zachować spokój, bo nic się nie dzieje, i poleciła kontynuować zajęcia – relacjonowała 16-letnia Lena, uczennica I LO.

Jak dodała, w jej szkole uczniowie zachowali spokój, choć słyszała od znajomych, że w innych placówkach część osób bardziej się zestresowała.

Z kolei w Szkole Podstawowej nr 3 przy ul. Hoffmanowej uczniowie zostali skierowani do piwnic, w których mieszczą się szatnie. Mama dziewięcioletniego ucznia, przyjechała do szkoły około godz. 12.30. Kiedy poszła po syna do klasy, okazało się, że uczniowie zostali skierowani do piwnicy.

– Byliśmy w piwnicy około 10 minut. To nie jest schron, tylko piwnica, w której znajdują się szatnie – zaznaczyła mama ucznia.

Do uczniów zszedł dyrektor szkoły. Jak relacjonowała kobieta, prosił dzieci o zachowanie spokoju i żeby słuchały nauczycieli. - Tłumaczył też, żeby nie dzwonić niepotrzebnie do rodziców, ponieważ może pojawić się dezinformacja – powiedziała kobieta.

Ewakuacje urzędów i szkół były przeprowadzone również w woj. lubelskim. Rzecznik prezydenta Lublina Justyna Góźdź powiedziała PAP, że zgodnie z procedurami pracownicy ratusza zeszli do piwnic i oczekiwali na odwołanie alarmu. - W szkołach przeprowadzono ewakuację do piwnic, niższych kondygnacji, szatni lub korytarzy z dala od okien - podała.

W SP nr 6 nauczyciele sprowadzili wszystkich uczniów na najniższy poziom budynku, do podpiwniczenia. - Podajemy im picie i częściowo jedzenie, bo to się zadziało podczas obiadu, więc panie robią dzieciom kanapki. Niektóre dzieci płaczą – relacjonowała PAP dyrektor placówki Danuta Nowakowska-Bartłomiejczyk.

Dyrektor dodała, że w momencie alarmu w szkole było ok. 500 dzieci, które obecnie są systematycznie odbierane przez rodziców.

Jak przekazała Góźdź, dwie miejskie szkoły - XXX Liceum Ogólnokształcące oraz Zespół Szkół Włókienniczych - przeprowadziły ewakuację uczniów i pracowników na zewnątrz budynków szukając schronienia na parkingach zewnętrznych. - Niektóre zdecydowały się na wysłanie uspokajających komunikatów do rodziców – dodała.

Dyrektor Prywatnych Szkół im. Królowej Jadwigi Marek Krukowski poinformował, że uczniowie zostali sprowadzeni do niższych kondygnacji, do auli i na korytarz. – Nie wychodziliśmy na zewnątrz. Na odwołanie alarmu czekaliśmy w szkole. Przeżyliśmy to mocno. Był płacz, telefony od rodziców – powiedział Krukowski.

Krytycznie odniósł się do organizacji miejsc schronienia. Zastrzegł, że w pobliżu szkoły nie ma bezpiecznego miejsca, gdzie mógłby wyprowadzić 600 uczniów

Rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Kliniczny nr 4 w Lublinie Alina Pospischil podała, że placówka nie przeprowadziła ewakuacji. – Tuż po tym jak zawyły syreny, dostaliśmy informację z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, że mamy pracować normalnie – powiedziała.

Ewakuacji nie przeprowadził również Szpital Wojewódzki w Zamościu. Jak poinformował dyr. placówki Adam Fimiarz, po ocenie aktualnej sytuacji uznano, że niektórym pacjentom, szczególnie tym podłączonym do aparatur podtrzymujących funkcje życiowe, można by wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku.

- Szpital nie dysponuje też żadnymi pomieszczeniami typu schrony, do których można by było pacjentów ewakuować w bezpieczne miejsca. Myślę, że to nie jest jedynie problem naszego szpitala, ale wszystkich szpitali w kraju – powiedział Fimiarz. Wyraził nadzieję, że placówka uzyska dofinansowanie na przygotowanie miejsc schronienia.

huk/ al/ pin/ kcz/

agzi/ pin/ al/ huk/ par/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (6)

dodaj komentarz
antyoni
No proszę! A czy Tom Hanks nie uprzedzał że shit happens? Tyle że zapomniał dodać, że gorzej, gdy gowno wpada w wentylator. To jak to w końcu jest z tym postępującym zwycięstwem usraini? Ciekawe dlaczego porty zhidessa i zhidsmail na Dunaju nagle już nie obsługują dostaw przestarzałych pierdziawek z NATO? Wow! A dlaczego nagle lokomotywy No proszę! A czy Tom Hanks nie uprzedzał że shit happens? Tyle że zapomniał dodać, że gorzej, gdy gowno wpada w wentylator. To jak to w końcu jest z tym postępującym zwycięstwem usraini? Ciekawe dlaczego porty zhidessa i zhidsmail na Dunaju nagle już nie obsługują dostaw przestarzałych pierdziawek z NATO? Wow! A dlaczego nagle lokomotywy się komikowi dziwnie psują? Hmmm.. Cóż, jak mówi ludowe przysłowie, uderz w stół, a nożyce się odezwą, albo jeszcze lepiej krótko po żołniersku: hooy w bombki szczelił i tabór siem wykoleił! No i teraz którędy, jeśli nie da się przez podskarpecie, polackie wasale będą dalej wysyłać banderowcom samobójczą linkę, żeby się na niej mogli zbiorowo powiesić jako przysługa dla świata, na życzenie swoich zdalnych wlaścicieli. Oj czekaj już wiem!. Transporty NATO-wskiej niemocy będą teraz szły przez bełty (tyle że już raczej cienkawo, bo trochę nie podrodze). Hej, ale co tam! Zdradek uroczyście obiecał światu.(własnoręcznie, wraz z małżonką - ona oficjalnie na piśmie) pokonać Rosję wzorem sukcesów komika w 40 dni! (zgodnie z talmudem).
hahahahahahaha
samsza
Zagłosujecie na Tuska, to dadzą wam spokój, dokładnie. :)
mekm
śmieszny jesteś PiS i KO mające korzenie w obcej agenturze w Polsce zwanej solidarność zrobią wszystko by Polaków wepchnąć do wojny z Rosja!
ale-ale
Tusk-zdrajca najwyraźniej zmierza do wciągnięcoa Polski w konflikt zbrojny.
kgcom
bezpieczne miejsce czyli gdzie , pod stołem ?robi sie tragikomicznie brawo Twusek i banda
tomitomi
tak , pod stołem i należy się przykryć kocem (zielonym) , który wraz z alertami RCB wzmaga Twoje bezpieczeństwo !

Powiązane: Bezpieczeństwo narodowe

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki