Czwartkowy poranek przyniósł kontynuację środowego odreagowania na rynku złotego po wtorkowym załamaniu notowań polskiej waluty. Niemniej jednak kurs euro nadal znajduje się znacząco powyżej 4,30 zł.


W czwartek o 9:32 kurs euro wynosił 4,3233 zł i zniżkował o ponad grosz względem środowego kursu odniesienia. Dzień wcześniej euro potaniało o 2,5 grosza po tym, jak we wtorek kurs EUR/PLN poszedł w górę o przeszło 6 groszy.
Wtorkowy skok kursu euro zbiegł się informacją o zamiarach rządu, który chce umożliwić rozliczanie w euro umów dotyczących planowanych budów wiatrowych farm morskich. Zmiany proponowane przez ekipę Donalda Tuska będą oznaczać (jeśli finalnie wejdą w życie), że część środków unijnych nie zostanie wymieniona na złote. Oznacza to, że w przyszłości popyt na polską walutę może być mniejszy, niż się tego spodziewano analizują informacje o napływie pieniędzy z UE.
Równocześnie wtorkowa wyprzedaż złotego była kulminacją procesu rozpoczętego jeszcze w piątek, gdy polskiej waluty pozbywano się za sprawą obaw o wybuch wojny irańsko-izraelskiej. W rezultacie w ciągu zaledwie trzech sesji euro podrożało o ok. 11 groszy i było najdroższe od końcówki stycznia. Był to też najmocniejszy od września ruch wzrostowy na parze euro-złoty.
Do lokalnego odreagowania doszło także na parze euro-dolar, która jeszcze we wtorek była notowana najniżej od listopada. W rezultacie za amerykańską walutę w czwartek rano płacono 4,0500 zł. To wprawdzie wciąż o 13 groszy więcej niż w ubiegłym tygodniu, lecz też o 7 groszy mniej niż we wtorek.

Frank szwajcarski wyceniany był na 4,4500 zł, a więc także niżej niż dzień wcześniej, lecz zarazem o ponad 13 groszy wyżej niż na początku ubiegłego tygodnia. Za funta brytyjskiego trzeba było zapłacić 5,0455 zł. Raptem 10 dni temu funt kosztował niespełna 4,92 zł i był najtańszy od grudnia 2020.
KK


























































