Przy globalnie umacniającym się dolarze amerykańskim kurs euro do złotego utrzymywał się poniżej tegorocznego maksimum. Przy obecnej sytuacji na rynku ropy naftowej analitycy nie widzą potencjału do dalszego osłabienia złotego.


We wtorek rano za jedno euro płacono 4,3741 zł, a więc o blisko pół grosza powyżej poniedziałkowego kursu odniesienia. W zeszły czwartek kurs euro wyznaczył 2,5-letnie maksimum na poziomie 4,40 zł i od tego czasu notowania wspólnotowej waluty utrzymują się w przedziale 4,37-4,3850 zł.
- Jeżeli zatem nie dojdzie do dalszej eskalacji na Bliskim Wschodzie, a ceny Brent utrzymają się poniżej 110 USD/b, nie widzimy obecnie nowych impulsów, które mogłyby wywołać kolejny wyraźny ruch kierunkowy EURPLN i USDPLN. Przy takich założeniach nadal oczekujemy stabilizacji kursów odpowiednio w przedziałach 4,36-4,38 oraz 3,8150‑3,86 – uważają analitycy PKO BP.
ReklamaZobacz także
Problemem dla złotego może być jednak postępująca aprecjacja dolara amerykańskiego. „Zielonego” napędzają nasilające się oczekiwania na kolejne podwyżki stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. W rezultacie kurs EUR/USD spadł do 1,1350 i znalazł się najniżej od trzech miesięcy. Na polskim rynku przekładało się to na dolara po 3,8531 zł, a więc o grosz droższego niż dzień wcześniej. W ten sposób kurs USD/PLN dotarł w pobliże tegorocznego maksimum, ustanowionego w poprzednim tygodniu na wysokości 3,8620 zł.
- Uważamy, że zachowanie złotego będzie ponownie zależało przede wszystkim od geopolityki, w tym tej z naszego regionu, oraz dalszego trendu dolara. Nadal zakładamy, że w krótkim terminie znaczna część negatywnych czynników została już na rynku FX uwzględniona w wycenach – twierdzą eksperci PKO BP.

Tymczasem za franka szwajcarskiego o poranku płacono 4,6236 zł, czyli o prawie pół grosza więcej niż w poniedziałek. Funt brytyjski kosztował 5,1019 zł, a więc o 0,8 grosza powyżej kursu odniesienia.
KK






























































