Kurs euro przekroczył poziom 4,30 zł, zwyżkując trzecią sesję z rzędu. Złotemu szkodzi umocnienie dolara oraz pogorszenie sentymentu na światowych rynkach finansowych.


We wtorek o poranku za euro trzeba było zapłacić 4,3202 zł, a więc o dwa grosze więcej niż dzień wcześniej. Od piątku kurs euro wzrósł już o 6 groszy po tym, jak w ubiegłym tygodniu ustanowił 4-letnie minimum na poziomie 4,2527 zł.
Obecne notowania eurozłotego są najwyższe od końcówki marca. Jednakże w średnim terminie na parze euro-złoty nadal obowiązuje trend spadkowy rozpoczęty przeszło rok temu. Fundamenty przemawiające za względną siłą polskiej waluty wciąż pozostają w grze. Są nimi pozytywny parytet stóp procentowych między Polską a strefą euro, wzmożony napływ funduszy unijnych oraz dodatnie saldo rachunku bieżącego.
W krótkim terminie przeciwko złotemu przemawia umocnienie dolara. Amerykańska waluta w relacji do euro jest najmocniejsza od listopada. Zwykle siła dolara szkodzi walutom z rynków wschodzących, takim jak np. polski złoty. W ten sposób rynek reaguje na uporczywie wysoką inflację w Stanach Zjednoczonych oraz coraz bliższą perspektywę obniżek stóp procentowych w Europejskim Banku Centralnym.
W rezultacie za dolara na polskim rynku płacimy już 4,0713 zł. Oznacza to, że tylko przez ostatni tydzień dolar podrożał o przeszło 15 groszy. W ten sposób kurs USD/PLN wyszedł powyżej górnego ograniczenia tegorocznego trendu bocznego o zakresie 3,90-4,06 zł.

O ponad grosz w górę szły także notowania franka szwajcarskiego, za którego płacono 4,4556 zł. A to już o ok. 14 groszy więcej niż w ubiegły poniedziałek, gdy helwecka waluta była najtańsza od blisko dwóch lat.
Kurs funta brytyjskiego zwyżkował o 2,85 grosza, osiągając poziom 5,0610 zł. Jeszcze na początku zeszłego tygodnia funt był najtańszy od grudnia 2020 roku.
KK





























































