REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Złoto mówi: sprawdzam! Czas wyłożyć karty na stół

Krzysztof Kolany2023-06-23 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2023-06-23 06:00

Nadszedł czas rozliczenia i wyłożenia kart na stół – twierdzą ekonomiści Incrementum AG. Ich zdaniem na fali historycznych rozstrzygnięć cena złota pójdzie ostro w górę i przyszłym roku sięgnie 2500 dolarów za uncję trojańską.

Złoto mówi: sprawdzam! Czas wyłożyć karty na stół
Złoto mówi: sprawdzam! Czas wyłożyć karty na stół
fot. yangtak / / Shutterstock

„Sprawdzam” – używając tego pokerowego terminu, ekonomiści tak właśnie zatytułowali swój tegoroczny raport z cyklu „In Gold We Trust” (czyli „W złocie pokładamy nadzieję”). Coroczny raport liechtensteinskiej firmy inwestycyjnej Incrementum AG jest czymś, na co wielu goldbugów (potoczne określenie osoby konsekwentnie inwestującej w złoto) czeka równie niecierpliwie co nastoletni fani na nową płytę swojego ulubionego zespołu. Ekipa Incrementum słynie bowiem z pozytywnego nastawienia do inwestowania w złoto i analizy opartej o austriacką szkołę ekonomii.

Dwa lata temu analitycy Incrementum zalicytowali ostro i przepowiedzieli 4 800 USD za uncję złota. Ale dopiero w roku 2030. Była to więc prognoza tyleż spektakularna, ileż bezpieczna. Wszakże na jej realizację mieli prawie dekadę. Gdyby się sprawdziła, ich autorów czekałaby wieczna finansowa chwała. A gdyby nie… to przecież nikt jej w roku 2030 nie będzie już pamiętał. Jednakże ważniejsze od samej prognozy i konkretnych liczb jest spójny i logiczny scenariusz, który doprowadził jej autorów do takiej konkluzji.

Czas rozliczenia. Rzeczywistość powie: sprawdzam!

Przez poprzednią dekadę żyliśmy w sztucznie wykreowanej atmosferze pokoju, stabilności i dobrobytu. Banki centralne, sprawdziwszy stopy procentowe do zera (lub nawet poniżej), sponsorowały wielką hossę wszystkiego na rynkach akcji, obligacji, nieruchomości, start-upów, kryptowalut i wszelkiej maści spekulacyjnych i w istocie niewiele wartych aktywów.

To wszystko pękło w roku 2022. Najpierw eksplodowała inflacja, którą bankierzy centralni zawzięcie próbowali wykreować przez całą poprzednią dekadę, ale im się to nie udawało. Potrzebowali dopiero pandemii i pieniędzy z powietrza, aby odpalić inflacyjną petardę. Tylko że ta wybuchła im w rękach. Stąd też paniczna wolta i gwałtowne podwyżki stóp procentowych, które obserwowaliśmy przez poprzednie dwa lata.

I tak już bardzo wątpliwa wiarygodność bankierów centralnych o mały włos nie załamała się dokumentnie. W obliczu największej od czterech dekad inflacyjnej fali Rezerwa Federalna zdecydowała się na najgwałtowniejszy od 42 lat cykl podwyżek stóp procentowych, w nieco ponad rok wynosząc je z zera do przeszło 5%. Przewodniczący Powell zapowiada, że na tym nie poprzestanie i jeszcze „dorzuci” ze dwie podwyżki. A to by oznaczało, że stopa funduszy federalnych znajdzie się na najwyższym poziomie w XXI wieku.

- Najszybsze i najmocniejsze od ponad 40 lat podwyżki stóp procentowych w krajach rozwiniętych już zdążyły uśmiercić pierwsze ofiary – piszą ekonomiści Incrementum, wskazując w tym kontekście na wrześniowe problemy brytyjskich funduszy emerytalnych, zamknięcie jednego z nieruchomościowych funduszy BlackRocka, bankructwo kryptowalutowej giełdy FTX oraz marcowe plajty w amerykańskim sektorze bankowym. Nie zapominajmy przy tym o implozji Credit Suisse – jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie. Modele biznesowe budowane w czasach rekordowo niskich stóp procentowych mogą więc masowo wyginąć w czasach droższego kredytu.

Monetarna historia ostatniego półwiecza uczy, że praktycznie wszystkie większe kryzysy finansowe były dziełem polityki pieniężnej prowadzonej przez Rezerwę Federalną. Fed najpierw sztucznie zaniżał cenę pieniądza, aby pobudzić akcję kredytową i podkręcić koniunkturę gospodarczą. Następnie zmuszony był ostro podnosić stopy procentowe, aby zdusić wykreowaną przez siebie inflację i nierównowagę makroekonomiczną. Po 1971 roku każdej serii podwyżek stopy funduszy federalnych towarzyszył mniejszy bądź większy krach finansowy, co widać na powyższym wykresie.

- Historia finansów pełna jest przypadków, gdy zalanie rynków płynnością wywołało sztuczny boom. Gdy ten sztuczny stymulant zostanie wycofany, błędna alokacja kapitału zostaje gwałtownie odsłonięta i boleśnie wyczyszczona przez proces spadku cen, bankructw i recesji – piszą autorzy raportu „In Gold We Trust”. Ich zdaniem monetarna wolta Fedu jak zwykle doprowadzi do recesji, która wybuchnie z pełną mocą w roku 2024. I co historycznie było czynnikiem podnoszącym dolarowe notowania złota.

Goldenmark

Koniec systemu eurodolara?

Drugą płaszczyzną konfrontacji rzeczywistości z establishmentem będzie geopolityka. Na tym froncie konfrontacja dojrzewała od lat i była napędzana rosnącą siłą ekonomiczną rynków wschodzących (BRICS) w stosunku do garstki największych krajów rozwiniętych (G7). W roku 2021 gospodarki BRICS generowały już więcej PKB (liczonego w parytecie siły nabywczej - PPP) niż gospodarki G7.

Incrementum

Pierwszą falą tej ekonomicznej konfrontacji była wojna handlowa USA z Chinami rozpoczęta przez prezydenta Donalda Trumpa. Pomimo zmiany kierownictwa Biały Dom kontynuuje trumpowską politykę względem Pekinu, a nawet ją zaostrzył, prowokując chińskich komunistów wizytami na Tajwanie. „Normalnie” taka konfrontacja za kilka bądź kilkanaście lat zapewne skutkowałaby otwartą wojną na Pacyfiku, nieco przypominającą w swej genezie wybuch I wojny światowej. Tym razem w rolę Państw Centralnych wcieliłby się blok BRICS pod przewodnictwem Chin.

Ale 24 lutego 2022 roku stolik ten wywrócił Władimir Putin, najeżdżając Ukrainę i wywołując największy od czasów II wojny światowej konflikt zbrojny w Europie. Zachód odpowiedział zmasowanymi sankcjami ekonomicznymi wymierzonymi w Rosję. Najgroźniejszym orężem okazał się dolar amerykański. A konkretnie – zamrożenie rosyjskich rezerw walutowych ulokowanych w zachodnich walutach (USD, EUR, GBP) i odcięcie Rosji o globalnego systemu finansowego.

Od tego momentu władze wielu państw neutralnych zapewne zastanawiają się, czy przypadkiem one nie znajdą się kolejne na liście. Od kilku miesięcy widać wzmożony ruch w podpisywaniu wszelkiej maści bilateralnych umów umożliwiających rozliczanie się krajów BRICS bez pośrednictwa dolara. Prym w tym wiodą Chiny, które już zmusiły Rosję do przeprowadzania płatności w juanie. Oczywiście od tych porozumień handlowych do detronizacji dolara droga jest bardzo daleka. Ale pierwsze kroki w tym kierunku już zostały poczynione i lawina powoli ruszyła. Nawet amerykańska sekretarz skarbu Janet Yellen w kwietniu przyznała, że sankcje nałożone na Rosję wystawiają na ryzyko globalną hegemonię dolara i wzmagają poszukiwanie alternatywy dla rozliczeń w USD. A w czerwcu powiedziała, że może nas czekać „powolny spadek” udziału dolara w globalnych rezerwach walutowych.

- Obserwujemy narodziny Bretton Woods III – nowego światowego ładu monetarnego opartego o waluty Wschodu, który zapewne osłabi system eurodolara i przyczyni się do wzmocnienia sił inflacyjnych na Zachodzie – uważa Zoltan Pozsar, do niedawna ekonomista Credit Suisse słynący z nietuzinkowych analiz rynków finansowych i przez niektórych postrzegany jako „rynkowy guru”. – Era Bretton Woods była oparta o złoto. Bretton Woods II był oparty o wewnętrzny pieniądz (obligacje rządu USA z niezabezpieczalnym ryzykiem konfiskaty). A Bretton Woods II będzie oparty o zewnętrzny pieniądz (złoto i inne surowce) – prorokuje Pozsar.

Komentarz Michała Teklińskiego, eksperta rynku złota, Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

1) Czy widzą Państwo zmianę popytu na złoto inwestycyjne w sytuacji istotnego spadku cen kruszcu? A jeśli tak, to czy polski inwestor bardziej reaguje na spadki cen w USD czy w PLN?

Od lat obserwujemy, że specyfiką polskiego rynku jest wzmożone zainteresowanie kruszcem w momentach dynamicznych zmian. Zarówno gdy cena złota idzie w górę, jak i gdy cena złota idzie w dół. Wynika to z faktu, że polski rynek wciąż jeszcze jest rynkiem względnie młodym i kształtującym się. W Niemczech, gdzie co roku konsumenci kupują największe ilości kruszcu, do ceny podchodzi się z większym dystansem, bo celem zakupu złota jest ochrona majątku w długiej perspektywie.

U nas w dalszym ciągu kupuje się, bo cena rośnie, albo bo cena spada i jest okazja. Zdecydowanie najmniejszą popularnością cieszy się okres trendu bocznego, który tak naprawdę nie jest gorszy czy lepszy od okresu wzrostu czy spadku. Klienci, choć już wiedzą, że jest to zabezpieczenie, w dalszym ciągu mają z tyłu głowy stopę zwrotu i kontekst inwestycyjny.

Problem w tym, że gdy dolar się umacnia i cena złota spada, najczęściej też zmienia się relacja na parze USD/PLN, co w pewien sposób niweluje dynamikę ceny złota, tzn. może ono drożeć lub tanieć, ale z perspektywy polskiego złotego będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Jest to dodatkowy argument przemawiający na korzyść mniejszych i regularnych zakupów niż obsesyjnego śledzenia kursu i wykorzystywania okazji. Nasi klienci przeważnie w większym stopniu reagują na zmiany ceny w dolarze amerykańskim.

2) W jakich okresach polski rynek złota inwestycyjnego doświadczył największych wzrostów? Czym były one napędzane?

Dla polskiego rynku okresy największego zainteresowania złotem pokrywają się z okresami, gdzie w skali globalnej złoto cieszyło się największym zainteresowaniem. A więc pierwszy boom w okolicach 2008-2011, później wiosna 2020 i wybuch globalnej pandemii oraz 2022 i wybuch wojny na Ukrainie. Co ciekawe, najwyższe ceny w historii złota zarówno w USD, jak i PLN, notowało w tym roku. W 2022 roku - według naszych szacunków - Polacy kupili 18 ton złota, co plasuje nas w europejskiej czołówce. W tym roku wynik może być podobny.

Mamy obecnie kulminację okoliczności sprzyjających takiej sytuacji. Jest to przede wszystkim rachunek, jaki wystawiła nam pandemia COVID-19, wojna bezpośrednio za naszymi granicami, jeden z najwyższych poziomów inflacji w Europie oraz rząd i bankierzy centralni, którzy przekonują, że wszystko jest w porządku, jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Można by odnieść wrażenie, że albo nie traktują inflacji z należytą powagą, albo nie za bardzo wiedzą, jak sobie z nią poradzić. A mamy przecież jeszcze rok wyborczy. Postawa amerykańskiego Fedu jest dużo bardziej ostrożna.

3) W czasach kryzysu/rynkowych perturbacji Polak zwykł był uciekać do dolara. Czy w Pana opinii jest szansa, że np. za 5-10 lat w takich sytuacjach opcją domyślną stanie się ucieczka w złoto?

Wierzymy, że rola złota jako bezpiecznej przystani na okresy niepewności będzie wzrastała. Zaletą dolara jest bardzo duża płynność. W dowolnym momencie można go zamienić na cokolwiek innego. Z drugiej strony złoto też łatwo spieniężyć, a ma ono nad dolarem tę przewagę, że nie może zostać dodrukowane. Bardziej świadomi posiadacze kapitału wiedzą, że dolar jest dobry na krótki dystans, aby uciec przed jakimś zawirowaniem, ale po chwili skorzystać z okazji i kupić jakieś aktywo – na przykład złoto, jeśli zajdzie taka potrzeba.

W dłuższej perspektywie przyszłość dolara nie jest taka pewna. Wiemy, że część świata chciałaby, aby znaczenie dolara było mniejsze. Wiemy też, że przeciwnicy dolara to ci sami ludzie, którzy gromadzą duże ilości złota – są to np. banki centralne Chin, Turcji, Iranu czy Rosji – choć ten ostatni aktualnie złoto raczej będzie wyprzedawać. Zmiany są nieuniknione i dotyczyć będą także dolara i złota.

4) Prognoza Incrementum dla cen złota to 2400 USD/oz do końca 2023 roku, czyli jakieś 24% wyżej niż obecna cena. Jak ocenia Pan szansę realizacji tej prognozy?

Rozkład prognoz publikowanych przez różne firmy jest bardzo szeroki, od spadków aż po 10 tys. USD za uncję, co od lat zapowiada James Rickards. W naszym zestawieniu ponad 50 prognoz (w tym również Ronalda Stoeferle z Incrementum) średnia bliższa była raczej 2 200 USD. Jesteśmy przekonani, że cena złota będzie w przyszłości rosła i w końcu osiągnie poziom 2 400 USD za uncję i wyższy, ale czy nastąpi to do końca 2023, 2024 czy w ciągu kolejnych trzech lat? Wpływ na to ma bardzo wiele czynników, a dynamika zmian na świecie w ostatnim czasie jest wyjątkowo duża.

To, co jest pewne, to fakt, że zainteresowanie złotem w ostatnich latach wzrosło, o złocie zdecydowanie częściej się mówi, dla wielu indywidualnych osób królewski kruszec zaczyna być interesującą opcją do gromadzenia majątku. Gdy dodamy do tego jeszcze wzmożone zainteresowanie metalem wśród banków centralnych, otrzymamy dodatkowy czynnik, który będzie wpływał pozytywnie na cenę kruszcu w najbliższych latach.

Michał Tekliński – ekspert rynku złota, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark. Z branżą złota i kamieni szlachetnych związany od ponad dekady. Certyfikowany ekspert diamentów HRD w Antwerpii. W Goldenmark odpowiada za koordynację bezpośredniej współpracy z największymi producentami i dostawcami złota i diamentów na całym świecie.

Michał Tekliński
ekspert rynku złota, Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Nikt nie wie, dokąd nas ta podróż zaprowadzi. Ale jeśli faktycznie czeka nas odejście od hegemonii dolara, to złoto będzie domyślnym pretendentem do odegrania pewnej roli w nowym ładzie monetarnym. Choćby dlatego, że po prostu budzi zaufanie swoją neutralnością i brakiem ścisłych powiązań z którymkolwiek z globalnych graczy. A skoro tak, to popyt na nie zapewne wzrośnie, co zwiększa szanse na wzrost jego ceny. Zwłaszcza tej wyrażonej w USD.

Czy te wszystkie „nierozliczone” rozdania mają potencjał, aby wynieść ceny złota na nowe realne minima? Zapewne tak. Ale czy tak się stanie, tego nikt w tej chwili wiedzieć nie może. Coś jednak może być na rzeczy w fakcie, że w 2022 roku banki centralne dokonały największych rocznych zakupów złota w swej współczesnej historii. Nie zapomnijmy w tym wszystkim o inflacji. Wszakże rekord cen kruszcu ze stycznia 1980 roku wynoszący 850 USD/oz. w przeliczeniu na dzisiejszy pieniądz byłby równy 3 332 USD/oz. – tak przynajmniej wynika z kalkulatora inflacyjnego rządowego Biura Statystyki Pracy. W tym kontekście prognozowane przez Incrementum niespełna 2500 USD/oz. nie byłoby nawet wyrównaniem rekordu sprzed ponad 40 lat.

Materiał zawiera komentarz partnera - firmy Goldenmark

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Spór o przymusowe wykupy akcji. Jak Ministerstwo Finansów ugięło się przed korporacjami
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (52)

dodaj komentarz
znosny
Polska powinna zezwolić bankom na przechowywanie rezerwy w NBP w złocie.
men24a
Złoto chyba jest wieczne.
Gdy wejdzie pieniądz elektroniczny, można go skasować albo jak w Kanadzie zablokować za nieposłuszeństwo.
Jedni piszą, że w niedalekiej przyszłości pieniądz cyfrowy będzie miał datę ważności.
To że dzisiaj złoto jest jedną z najgorszych inwestycji nie znaczy że tak zawsze będzie.
lightning_network
W 2030 roku Bitcoin będzie kosztował 100 uncji złota.
matere
"Wszakże rekord cen kruszcu ze stycznia 1980 roku wynoszący 850 USD/oz. w przeliczeniu na dzisiejszy pieniądz byłby równy 3 332 USD/oz."
To nie jest adekwatne porównanie biorąc pod uwagę siłę nabywczą dolara z 1980 roku, do tego inflacja...
Takze dzisiaj cena powinna być DUZO DUZO wyższa niż 3332 dolary..
chlopekroztropek
Fanboy'om złota pęka żyłka gdy konfrontuje ich z faktami (ujawnijcie się dając łapke w dół), bo nie są w stanie przyswoić faktu, że żyjemy w XXI wieku gdzie jest wiele bezpieczniejszych alternatyw dla fizycznego złota. Przykładowo ETFy, na których można kręcić kółka i zarabiać. W tym czasie co inni kiszą swoje sztabki ledwo uciekając Fanboy'om złota pęka żyłka gdy konfrontuje ich z faktami (ujawnijcie się dając łapke w dół), bo nie są w stanie przyswoić faktu, że żyjemy w XXI wieku gdzie jest wiele bezpieczniejszych alternatyw dla fizycznego złota. Przykładowo ETFy, na których można kręcić kółka i zarabiać. W tym czasie co inni kiszą swoje sztabki ledwo uciekając przed inflacją ja podwoiłem swój kapitał bez ryzyka, że mnie włamywacz ogołoci do zera.
shnupke
Pakowanie do tego worka giełdy FTX to przejaw wyjątkowej "przenikliwości" wspomnianych analityków. Brawo :D
Garbage in, garbage out...
od_redakcji
Dopóty dolar nie kopnie w kalendarz, złoto nie zostanie uwolnione.
od_redakcji
I w przyszłym roku .............................. nie doczekanie FED ma rękę na złocie.
lightning_network
"rekord cen kruszcu ze stycznia 1980 roku wynoszący 850 USD/oz. w przeliczeniu na dzisiejszy pieniądz byłby równy 3 332 USD/oz."...
a co mają powiedzieć jelenie, którzy 12 lat temu kupili krugerrandy drożej niż mogliby dziś :)

Archeo-złoto to relikt przeszłości. Kropka.
Choćby dlatego że nie da się go przepchnąć
"rekord cen kruszcu ze stycznia 1980 roku wynoszący 850 USD/oz. w przeliczeniu na dzisiejszy pieniądz byłby równy 3 332 USD/oz."...
a co mają powiedzieć jelenie, którzy 12 lat temu kupili krugerrandy drożej niż mogliby dziś :)

Archeo-złoto to relikt przeszłości. Kropka.
Choćby dlatego że nie da się go przepchnąć przez Internet, ale w każdej istotnej kwestii Cyfrowe Złoto jest lepsze od archeo-złota.

Obserwujemy narodziny Bretton Woods III – nowego światowego ładu monetarnego opartego o Cyfrowe Złoto.

Powiązane: Złoto

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki