REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Wzajemne ataki świadczą o coraz większej nerwowości Sandersa i Clinton

2016-04-08 21:40
publikacja
2016-04-08 21:40
Dodaj Bankier.pl w Google

Przed prawyborami w Nowym Jorku, które będą ostatnią szansą Berniego Sandersa, by powalczyć o nominację prezydencką Demokratów, zarówno on, jak i Hillary Clinton zerwali z praktyką unikania negatywnej kampanii. Wzajemnie oskarżają się o brak kompetencji.

fot. Randall Hill / / FORUM

"Nie uważam, by Hillary Clinton miała odpowiednie kwalifikacje (by być prezydentem USA), skoro głosowała za katastrofalną wojną w Iraku i poparła niemal każde katastrofalne porozumienie o wolnym handlu" - powiedział Sanders na wiecu wyborczym w czwartek.

Tymi słowami wywołał oburzenie sympatyków byłej pierwszej damy, ale też zdziwienie analityków wyborczych. Bo choć Clinton - jak pokazują sondaże - nie wzbudza swą osobowością wielkiego entuzjazmu nawet wśród wyborców Demokratów, to ogromna większość ceni ją właśnie za kwalifikacje. Aż 93 proc. Demokratów uważa, że ma odpowiednie doświadczenie, co o Sandersie mówi 73 proc. - zgodnie z niedawnym sondażem Uniwersytetu Quinnipiac.

"Sorry, ale Sanders przestał już być milutki" - komentował na łamach piątkowego "New York Timesa" noblista Paul Krugman. Przyznał, że kampania określającego się jako socjalista Sandersa wniosła do wyścigu Demokratów wiele potrzebnego "idealizmu i energii", ale "Sanders zaczyna brzmieć tak, jak jego najgorsi zwolennicy". Przy okazji ten lewicowy ekonomista nie pozostawił suchej nitki na pomysłach Sandersa w sprawie gospodarki i regulacji rynków finansowych.

Także inni sympatycy Partii Demokratycznej ocenili, że Sanders przesadził, bo swymi słowami tylko wzmacnia szanse kandydata Republikanów w listopadowych wyborach prezydenckich.

Wakacje na giełdzie

Ale sztab senatora z Vermont tłumaczy, że jego słowa były odpowiedzią na zarzuty Clinton, że brakuje mu kompetencji. Od kilku dni zwolennicy Clinton rozsyłają z hasztagiem #HillarySoQualified poniedziałkowy wywiad Sandersa z "Daily News", w którym nie potrafił wyjaśnić, jak znajdzie środki i poparcie Kongresu dla swych propozycji. Sama Clinton oceniła, że jej rywal "nie odrobił lekcji", a jego propozycje "nie trzymają się kupy".

W przeciwieństwie do wyścigu Republikanów zarówno Sanders, jak i Clinton unikali dotychczas zbyt agresywnych, wzajemnych ataków. Clinton nie chce zrazić do siebie wyborców Sandersa, czyli młodego i najbardziej lewicowego elektoratu Demokratów, bo wie, że będzie go potrzebować, by pokonać kandydata Republikanów. Sanders też podkreślał dotychczas, że nie chce angażować się w negatywną kampanię. Wziął nawet Clinton w obronę, gdy w pierwszej debacie prezydenckiej jesienią ubiegłego roku powiedział, że "ma dość" kierowanych pod jej adresem ataków za prowadzenie prywatnej skrzynki mailowej, gdy była sekretarzem stanu USA. Co prawda wielokrotnie wytykał Clinton zbyt bliskie związki z Wall Street, ale było to o tyle zrozumiałe, że z krytyki nowojorskiej finansjery uczynił główny filar swej kampanii. Ale nigdy nie posunął się tak daleko, by zarzucić jej brak kompetencji.

Komentatorzy nie mają wątpliwości, że uprzejmości się skończyły, bo oboje kandydaci przygotowują się do kluczowego starcia, czyli prawyborów 19 kwietnia w stanie Nowy Jork. Stawką jest tu aż 291 delegatów na lipcową konwencję partii, która nominuje kandydata w wyborach prezydenckich. Na razie sondaże wskazują, że Clinton, która dwukrotnie wygrała w Nowym Jorku wybory do Senatu USA, i tym razem może liczyć na nowojorczyków. Jej przewaga nad Sandersem wynosi w zależności od sondażu 10-12 pkt. procentowych.

Niemniej pochodzący z Brooklynu Sanders nie złożył broni, przyciągając tysiące zwolenników na swe nowojorskie wiece. Sztab Clinton słusznie nie bierze zwycięstwa za pewnik. Kampania Sandersa nabrała w ostatnim czasie rozpędu. Wygrał prawybory w sześciu z siedmiu stanów, które głosowały jako ostatnie.

W większości były to jednak zwycięstwa w małych stanach, które nie pozwoliły mu odrobić strat do Clinton. Matematyka wskazuje, że była pierwsza dama ma niemal zapewnioną nominację. W dotychczasowych prawyborach, wygrywając dzięki poparciu mniejszości afroamerykańskiej i latynoskiej w największych, południowych stanach, zagwarantowała sobie ponad 250 delegatów więcej niż Sanders. A dodając do tego tzw. superdelegatów, czyli prominentnych Demokratów, którzy wezmą udział w konwencji bez względu na wynik prawyborów, ma już 1 767 delegatów, a Sanders 1 110. By powalczyć o nominację, Sanders musiałby nie tylko wygrać, ale wygrać znacząco niemal wszystkie pozostałe prawybory, w tym właśnie w dużym Nowym Jorku.

A to dlatego, że w prawyborach Demokratów delegaci są przydzielani proporcjonalnie do wyniku. Czyli nawet jeśli Clinton przegrywa, to i tak zyskuje dodatkowych delegatów. Na tym samym etapie prawyborów 8 lat temu Clinton przegrywała z ówczesnym senatorem Barackiem Obamą różnicą około 100 delegatów i już nie udało jej się go dogonić.

Nowojorscy zwolennicy Sandersa wierzą, że senator dokona zmian

Walczący o prezydencką nominację Demokratów Bernie Sanders odwiedził w piątek Greenpoint, będący częścią jego rodzinnego Brooklynu. Zwolennicy polityka, który ma polskie korzenie, wierzą, że senator - jeśli wygra - dotrzyma obietnic o przeprowadzeniu rewolucyjnych zmian.

Sanders przemawiał do tłumów zgromadzonych mimo chłodnej pogody w Transmitter Park, na tle położonych na przeciwnym brzegu East River spektakularnych wieżowców Manhattanu.

Podczas wiecu z głośników płynęły dźwięki muzyki rockowej. Kandydata ubiegającego się o nominację prezydencką Demokratów przedstawiła zdobywczyni Oscara Susan Sarandon, znana m.in. z filmu "Thelma i Louise".

Aktorka przypomniała, że demokrata od dawna pracuje dla rządu, dodała, że Sanders nigdy się nie został kupiony, ani nigdy nie sprzedał swej duszy.

Sanders, którego ojciec wyemigrował z Polski w 1921 roku, zaznaczył, że podczas kampanii wyborczej opowiada się za tym, co często jest nazywane radykalnym - za mówieniem prawdy.

Prawda jest taka, że kraj stoi w obliczu wielu problemów, których nie rozwiąże polityka czy gospodarka establishmentu, lecz polityczna rewolucja. Rewolucja oznacza to, że miliony ludzi powstaną, ruszą do walki i powiedzą klasie miliarderów, że nie może mieć wszystkiego. Razem stworzymy gospodarkę, która będzie pracować dla nas wszystkich, a nie tylko dla jednego procenta - zapewnił.

Sanders oskarżył liczne firmy o unikanie płacenia podatków. Obiecał, że zapewni wszystkim obywatelom godziwy standard życia i opiekę medyczną. Mówił też o bezpłatnych studiach na publicznych wyższych uczelniach, a także obniżeniu stopy podatkowej dla osób, które zaciągnęły pożyczki na studia.

Zgromadzeni przerywali przemówienie polityka wiwatami, brawami, okrzykami czy buczeniem, gdy krytykował on np. system sprawiedliwości. Przyszli z transparentami z napisem: Przyszłość, w którą wierzymy.

Kandydat argumentował, że historia przemian w USA zawsze przebiega od dołu do góry, a nie odwrotnie. Jako przykład podał powstawanie związków zawodowych czy ruchu praw obywatelskich, walkę czarnoskórych Amerykanów z segregacją rasową czy batalię kobiet o równouprawnienie.

Sanders wskazywał na potrzebę politycznej rewolucji. Ludzie muszą wreszcie zrozumieć, że w naszym kraju, w demokracji, każdy człowiek ma nieprawdopodobną siłę, jeśli jest gotów z niej skorzystać. Niech nikt wam nie mówi, że nie możemy przekształcić Ameryki - podkreślił.

Bernie, jesteśmy z tobą skandowali z entuzjazmem jego zwolennicy.

Na wiecu przeważali młodzi ludzie. Sanders apelował do nich, by uczestniczyli w prawyborach w Nowym Jorku 19 kwietnia.

Biznesmen pracujący na Greenpoincie Piotr Włodarczyk powiedział, że polityk zrobił na nim pozytywne wrażenie. Pokazał się jako autentyczny kandydat, który łatwo dociera ze swoimi postulatami do wyborców. Jako Amerykanina polskiego pochodzenia cieszy mnie fakt, że senator mówi w kampanii o swoich polskich korzeniach. Smuci natomiast, że nie stanowimy zwartego bloku wyborczego, który mógłby wpłynąć na to, kto zostanie prezydentem - podkreślił Włodarczyk.

Z Waszyngtonu Inga Czerny

(PAP)

icz/ mmp/ mc/ ad/ jhp/ par/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (30)

dodaj komentarz
~ad
Wielkiej różnicy nie ma Sander, Clinton, czy Obama, to lewactwo wtykające nos w nie swoje sprawy.
~Cesa
„Nie będę popierał rządu Izraela”--W prawyborczej pre-prezydenckiej kampanii jako jedyny konsekwentnie nieizraelocentrynczne w geopolityce i krytyczne wobec konkretnych działań Tel Awiwu na Bliskim Wschodzie stanowisko zajmuje Bernie Sanders. W końcu jako polskiemu Żydowi i socjaliście wolno mu więcej.
~level
To troche smieszne- te powolanie sie na wyniki badan " slynnego" renomowanego" uniwersytetu Quinnipiac z metropoli HAMDEN w stanie CONECTICUT. No coz jak jest komus wygodnie to moze sie powolac na badania naukowcow ze slynnej szkoly w Pcimu Dolnym!
~razor
jak nie bedzie walka to Sander wygra w NY. 93% wyborcow ceni Clinton za kwalifikacje, ale jakie ?! Jak ona jest marionetka; a poza tym uwazana jest za najgorsza sekretarz stanu ever. Takie pro Clintonowskie wpisy moga byc w europie - polecam poczytac troche amerykanskie media/portale internetowe - Jak Clintonowa na poludniu wygrywala jak nie bedzie walka to Sander wygra w NY. 93% wyborcow ceni Clinton za kwalifikacje, ale jakie ?! Jak ona jest marionetka; a poza tym uwazana jest za najgorsza sekretarz stanu ever. Takie pro Clintonowskie wpisy moga byc w europie - polecam poczytac troche amerykanskie media/portale internetowe - Jak Clintonowa na poludniu wygrywala 51% do 49% nad sandersem sie mowilo/pisalo jak na polnocy Sanders wygrywa 70% do 30% nad Clinton ani slowa. Jesli Sanders wygra z Clinton to wygra wybory prezydenckie w USA. Ted nie ma doswiadczenia i jest skorumpowany / Trump mial szanse wygrac ale czym wybory blizej konca tym wieksze glupoty wygaduje tak ze Sanders napewno go pokona, a Clinton niestety ma duza szanse tez go pokonac. A Clintonowa to stary uklad afer korupcji i wszystkiego co najgorsze w polityce...
~zerro
jedyny okres w historii USrAela kiedy nie miały długu publicznego (dodatni bilans dochodu narodowego, bez długu) był właśnie okres rządów pana Clintona: "gospodarka głupcze". Lecz USrAelytom nie podobała się laska zrobiona przez nomen omen Monisię (nie POmylić z olejnik) i wybrali krzaka który rozpętał wojnę na całym bliskim jedyny okres w historii USrAela kiedy nie miały długu publicznego (dodatni bilans dochodu narodowego, bez długu) był właśnie okres rządów pana Clintona: "gospodarka głupcze". Lecz USrAelytom nie podobała się laska zrobiona przez nomen omen Monisię (nie POmylić z olejnik) i wybrali krzaka który rozpętał wojnę na całym bliskim wschodzie, afganistanie, północnej afryce tropiąc bronie "masowej zagłady" i reżymy. Drukując pociągami "dollars" Dziś mamy tego skutki w postaci uchodźców oraz permanentnego kryzysu swiatowego...
~razor odpowiada ~zerro
Nie chodzilo mi ani razu o prezydenta Clintona tylko Clintonowa (najgorsza sekretaz stanu ever). Jednyny okres kiedy USA nie mialy dlugu to za Andrew Jacksona byl. Clintonowa jest najgorszym wyborek dla nas wszystkich...
~s6
To w USA mają płatne studia? I jeszcze podatek katastralny. Co za syfiaty kraj.
~ra
Vote for Jew Sanders !!!!!!
he is the best !!!
~Jan324
Hillary jest wygodna dla kół zbliżonych z Pentagonem,6dlajest uległa im i łatwa do sterowania.

Powiązane: Wybory w USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki