REKLAMA

Wysokie ceny elektryków to duża bariera w rozwoju elektromobilności w Polsce

2024-03-17 10:00
publikacja
2024-03-17 10:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Wysokie ceny to jedna z największych barier dla kierowców, którzy chcieliby się przesiąść do samochodu elektrycznego. Według sondażu YouGov przeprowadzonego dla organizacji Transport & Environment nawet 20 proc. nabywców nowych samochodów w Polsce zamierza kupić elektryka. Odsetek chętnych wzrasta do 31 proc., gdyby na rynku pojawił się mały model o wartości 25 tys. euro. W rozwoju elektromobilności mogłyby m.in. pomóc dotacje do zakupu elektryka dla osób mniej zarabiających. We Francji podobny program bił rekordy popularności.

Wysokie ceny elektryków to duża bariera w rozwoju elektromobilności w Polsce
Wysokie ceny elektryków to duża bariera w rozwoju elektromobilności w Polsce
fot. Scharfsinn / / Shutterstock

- Wzrost cen objął w ostatnich latach wszystkie samochody na rynku - zarówno elektryczne, jak i spalinowe, ponieważ producenci koncentrują się na dużych modelach premium. W innych częściach świata, np. w Chinach, gdzie producenci dostarczają samochody dla wszystkich segmentów rynku, ceny pojazdów spadły. Dlatego staramy się propagować tę koncepcję w Europie, dzięki temu średnia cena mogłaby spaść podobnie jak w Chinach. Obecnie oczekujemy, że jeśli chodzi o pojazdy analogiczne, przykładowo VW Polo i jego elektryczny odpowiednik, ich ceny zrównają się w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat - ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Krajinska, manager ds. emisji pojazdów i jakości powietrza w Transport & Environment.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez organizację pozarządową Transport & Environment (T&E), opartego na analizie firmy konsultingowej Syndex, cena to największa przeszkoda w zakupie samochodu elektrycznego. Według sondażu YouGov co piąta osoba, która zamierza kupić nowy samochód w tym roku, wybierze pojazd elektryczny. Spośród tych, którzy stwierdzili, że najprawdopodobniej kupiliby samochód z silnikiem spalinowym, 13 proc. stwierdziło, że przerzuciłoby się na samochód elektryczny, gdyby na rynku pojawił się mały model o wartości 25 tys. euro (110 tys. zł). Spośród tych, którzy nie wiedzieli, 21 proc. zdecydowałoby się na zakup samochodu elektrycznego, gdyby pojawił się wybór małego, taniego modelu.

Z analizy T&E wynika, że tylko 17 proc. sprzedawanych aut elektrycznych należy do segmentu B, który jest bardziej przystępny cenowo. W segmencie aut spalinowych ten odsetek wynosi 37 proc. Z kolei w segmencie D te proporcje są odwrotne - 28 proc. w przypadku elektryków i 13 proc. w przypadku aut spalinowych. Według ekspertki europejscy producenci, skupiając się na segmencie premium i SUV-ach, hamują masowe wejście pojazdów elektrycznych na rynek.

- Przede wszystkim to cena jest problemem. Problematyczny jest również wybór, ponieważ nie ma tylu modeli aut elektrycznych ze wszystkich segmentów jak w przypadku aut z silnikiem spalinowym. Producenci samochodów muszą więc wprowadzić na rynek pełną gamę modeli. Oczywiście konsumenci nadal przyzwyczajają się do tej technologii, ale z ich opinii wynika, że naprawdę przekonują się do aut elektrycznych. Gdy sprawią sobie pierwszy taki samochód i zaczną z niego korzystać, zdają sobie sprawę, że to naprawdę proste - przekonuje Anna Krajinska.

Jak przewidują eksperci T&E w ubiegłorocznej analizie, małe auta elektryczne za 25 tys. euro mogą być rentowne do 2025 roku, z marżą szacowaną na poziomie 4 proc. Postawienie na taką produkcję mogłoby spowodować, że europejskie pojazdy będą mogły konkurować z elektrykami „made in China”, które są dziś oferowane znacznie taniej. W Polsce, przeliczając odsetek zainteresowanych zakupem małego auta elektrycznego, wzrost sprzedaży mógłby sięgnąć 46 tys. sztuk.

Zdaniem ekspertki w zwiększeniu poziomu elektromobilności mogłyby również pomóc programy socjalne, np. w formie dopłat do elektryków dla osób mniej zarabiających. Przykładem może być wprowadzony we Francji leasing socjalny, w ramach którego można wynająć samochód elektryczny. Niedawno rząd poinformował, że ze względu na ogromne zainteresowanie i możliwości budżetu program zostaje wstrzymany co najmniej do końca roku.

- Program jest skierowany do osób o niskich dochodach i umożliwia wynajem pojazdów elektrycznych za 50-150 euro miesięcznie. W pierwszym okresie działania programu w ciągu zaledwie dwóch miesięcy z leasingu skorzystało ponad 50 tys. osób, co wyraźnie pokazuje, że jest duże zapotrzebowanie i chęć ze strony osób o niskich dochodach, aby przejść na auta elektryczne, również tych, które jeszcze nie mogą sobie na nie pozwolić. Takie programy uruchomione w innych krajach Europy mogłyby przysłużyć się koncepcji e-mobilności dostępnej dla wszystkich - tłumaczy przedstawicielka Transport & Environment.

Inna możliwość przyspieszenia elektryfikacji transportu to zmiana we flotach aut służbowych. Z ubiegłorocznego „Barometru Flotowego”, tworzonego przez Arval Mobility Observatory, wynika, że polscy przedsiębiorcy są gotowi do powiększenia flot samochodowych bardziej niż firmy w innych krajach Europy. Chcą jeździć elektrykami głównie z uwagi na niższe koszty eksploatacji - ponad 70 proc. chce korzystać ze zelektryfikowanych aut osobowych. Co trzecia firma (35 proc.) zamierza w ciągu trzech lat wprowadzić do flot elektryczne samochody osobowe, a 16 proc. firm już je ma.

- UE zajmuje się obecnie przepisami, które mają przyspieszyć przechodzenie na pojazdy elektryczne przez przedsiębiorstwa. Ustalenie standardu, zgodnie z którym wszystkie samochody firmowe do roku 2030 powinny być elektryczne, jest skutecznym sposobem na przyspieszenie elektryfikacji. Taka polityka jest również korzystna dla konsumentów prywatnych, ponieważ w ciągu dwóch-czterech lat takie samochody trafiają na rynek wtórny. Większość konsumentów prywatnych obecnie korzysta z aut używanych. Mogłoby to być więc doskonałe źródło aut elektrycznych dla tych osób - przekonuje Anna Krajinska.

Najlepsze produkty finansowe znajdziesz w naszej porównywarce - SPRAWDŹ
Źródło:
Tematy

Komentarze (14)

dodaj komentarz
endes
Taaaaaaa?… wpuścić chińskiej konkurencji za normalne ceny nie chcecie!… bo Niemcy mają zarobic produkowanym quanem o cenie zawyżonej o 100-150%
jenak
Kredy hipo podrożały, 100%, żywność z jakie 50%, koszty utrzymania domu o 50%, będzie z jakie 200% niedługo. Końca nie widać.

A tu pospólstwo jakoś niechętne jest wyłożyć 100 tys., lub dołożyć troszku do 200 tys., aby mieć lśniącego elektryczka. A później nie móc go odsprzedać.


Dziwne.
rychu_z_enek_raciborz
Za 10 do 15 lat baterie i silniczki stanieją
stain odpowiada rychu_z_enek_raciborz
Jeśli stanieją dwukrotnie, i o tyle też wzrośnie zasięg na jednym ładowaniu - to biorę
hylobiusnews
Wysokie ceny wszystkiego. Kryzys idzie nie dlatego że ludzie nie mają pieniędzy. Kryzys idzie bo ceny poszybowały kosmos i nie idzie za nimi nadążyć.
jenak
Szaleństwo nie odpuszcza. Ani myśli.


Byłaby na to rada. Kartka wyborcza. Ale tu karty rozdają fałeny i kabarety oraz outlety afiliowane po celebów, którzy żyją jak pączki w maśle, jeśli prawią mainstreamowo.

A na nich nie ma ani w kraju, ani zagranicą mocnych.
rychu_z_enek_raciborz
Na ukrainie zginą
jenak
Ktoś wrzucił ładne info o "Końcu elektryków" na YT, ma prawie mln kliknięć.

A tam info, że trzeba przekopać setki ton ziemi, aby wydobyć składowe dla akumulatora jednego z nich.
jenak
Barierą jest niesprzedawalność, nie bez powodu, po 5, a na pewno po 10 latach.

Czujesz, że trend prawdziwie eko.
barysza51
Do tego dodam mieszkanie w bloku a nie w domku.

Powiązane: Elektromobilność

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki