NFZ od 1 kwietnia 2026 r. zmienił zasady rozliczania świadczeń z diagnostyki obrazowej i endoskopowej, rezygnując z pełnej płatności za nadwykonania, co oburzyło i medyków, i pacjentów. Fundusz szuka dalszych oszczędności i zapowiada podobne rozwiązanie przy wizytach do specjalistów, ale choć oficjalne komunikaty uspokajają, że zmiany nie dotyczą onkologii i badań dzieci i młodzieży, to już teraz pojawiają się głosy, że niektóre placówki ograniczają kosztowną diagnostykę. Eksperci obawiają się powrotu długich kolejek do lekarzy, Bankier.pl sprawdził więc, jakie możliwości mają pacjenci, którzy nie chcą miesiącami czekać na leczenie.


NFZ nie zapłaci za nadwykonania w gastroskopii i rezonansie
O tym, że służba zdrowia w Polsce jest niedofinansowana, wiadomo już od dawna. W tym roku deficyt Narodowego Funduszu Zdrowia przekracza już 20 mld zł, a resortowi zdrowia nie udało się przekonać lekarzy do przesunięcia podwyżek wynagrodzeń na 2027 rok (waloryzacja odbywa się zawsze w lipcu – przyp. red.), dlatego rozpoczęło się gorączkowe szukanie sposobów na załatanie dziury w budżecie NFZ. Jednym z nich miały być zmiany w rozliczaniu wysokokosztowych świadczeń z zakresu diagnostyki obrazowej i endoskopowej.
Do tej pory Fundusz płacił zarówno za zabiegi wykonane w ramach umowy z placówką, jak i za te ponad limit, jednak prezes NFZ zdecydował, że za nadwykonania w gastroskopii, kolonoskopii, rezonansie magnetycznym i tomografii komputerowej nie będzie płacił pełnej stawki, a jedynie 40%. Zmiany tłumaczono koniecznością zatrzymania niekontrolowanego wzrostu wydatków, które rosły szybciej niż liczba świadczeń, a w niektórych obszarach, jak kolonoskopia, poszły w górę o kilkaset procent w ciągu ostatnich lat.
Po protestach ekspertów, pacjentów i środowiska lekarskiego NFZ ostatecznie złagodził swoje plany, wprowadzając model degresywny. Od 1 kwietnia 2026 r. za nadwykonania placówki otrzymują
- 50% - za rezonans i tomografię,
- 60% - za gastroskopię i kolonoskopię.
W nowym rozporządzeniu prezesa NFZ zmieniono również cykl rozliczeń placówek z Funduszem z kwartalnego na roczny, co ma pozwolić na lepszą kontrolę wydatków w skali całego budżetu państwa. Wszystkie zmiany mają przynieść 625 mln zł oszczędności, wiadomo już jednak, że NFZ przymierza się także do wprowadzenia podobnego mechanizmu w rozliczeniu nadwykonań w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS).

Lekarze ostrzegają przed powrotem limitów na badania i wizyty
Już pierwsze zapowiedzi zmian wywołały burzliwą reakcję środowisk lekarskich, ekspertów zajmujących się ochroną zdrowia i samych Polaków. Przedstawiciele Naczelnej Izby Lekarskiej argumentowali, że brak pełnej płatności za nadwykonania może skłonić placówki do wprowadzania limitów na badania, czego efektem będzie przesuwanie badań i powrót wielomiesięcznych kolejek na badania i do specjalistów. Na śniadaniu prasowym NIL mówiono, że zmiany utrudnią dostęp do pilnej diagnostyki, a system opieki zdrowotnej powinien opierać się na rzeczywistych potrzebach pacjentów, a nie sztywnych limitach. Sytuacji nie poprawiła wypowiedź ministra Macieja Berka, który nadwykonania w placówkach medycznych w wywiadzie dla Radia ZET określił jako sytuację nieuczciwą.
🎥 Minister @MaciejBerek o nadwykonaniach: Czy za zrealizowanie tego, co było ponad umowę mamy płacić 100 proc. czy powiedzieć, że to nie jest uczciwe?@RadioZET_NEWS #GośćRadiaZET @BogRymanowski
— Gość Radia ZET (@Gosc_RadiaZET) March 23, 2026
Cała rozmowa ⬇️https://t.co/7BgDRaX2xO pic.twitter.com/gh0cnp6FRf
Głosy krytyki pod adresem NFZ padały z różnych stron. Kacper Olejniczak, dyrektor departamentu ochrony zdrowia i sektora life sciences Konfederacji Lewiatan, zmiany ocenił negatywnie, podkreślając, że stoją one w sprzeczności z deklaracjami rządu o skracaniu kolejek do specjalistów i badań diagnostycznych i mogą doprowadzić do pogorszenia sytuacji pacjentów, z kolei Pracodawcy dla Zdrowia zwrócili uwagę na problem w samej diagnostyce.
- Przedstawione zmiany mogą przynieść jedynie pozorne oszczędności, a w dłuższej perspektywie zwiększą koszty systemu ochrony zdrowia. Ograniczenie dostępu do diagnostyki ambulatoryjnej grozi tym, że pacjenci będą trafiać do leczenia dopiero w zaawansowanym stadium choroby, często wymagającej kosztownej hospitalizacji. Zamiast ograniczać finansowanie badań, należałoby skupić się na kontroli zasadności kierowania na diagnostykę. Niepokój budzi fakt, że proponowane zmiany mogą prowadzić do osłabienia systemowej strategii odwracania piramidy świadczeń, zakładającej wzmocnienie dostępu do podstawowej opieki zdrowotnej oraz diagnostyki. Tym bardziej jest to istotne w kontekście danych wskazujących, że w Polsce liczba wykonywanych badań diagnostycznych pozostaje niższa niż średnia w krajach Unii Europejskiej – mówi Michał Rybak, dyrektor generalny Pracodawców dla Zdrowia.
Onkofundacja Alivia wystosowała z kolei apel do premiera Donalda Tuska o wstrzymanie działań NFZ i zasilenie jego budżetu, alarmując, że zmiany oznaczają opóźnioną diagnostykę i ryzyko zachorowań na nowotwory, które długo nie będą leczone bądź zostaną rozpoznane odpowiednio wcześnie.
Mamy dziś do czynienia z sytuacją, w której system ochrony zdrowia jest niedofinansowany, a jednocześnie podejmowane są decyzje o dalszym ograniczaniu wydatków. To kierunek, który musi prowadzić do pogorszenia dostępności świadczeń. Pacjenci już teraz czekają zbyt długo – nie ma przestrzeni na kolejne cięcia – mówi Joanna Frątczak-Kazana z Onkofundacji Alivia.
Pacjenci bezpieczni, ale placówki ograniczają wizyty
Przedstawiciele resortu zdrowia i NFZ uspokajają, że zmiany w rozliczaniu świadczeń z gastroskopii czy TK nie będą dotyczyły wszystkich pacjentów. Nielimitowane pozostają badania i diagnostyka dla osób z kartą DiLO oraz dla dzieci i młodzieży poniżej 18 roku życia, a także dla profilaktyki raka jelita grubego, pomimo to już w marcu 2026 r., po ujawnieniu planów NFZ, NIL zaczęła otrzymywać sygnały od niektórych placówek o wyczerpaniu kontraktu z Funduszem, co stawiało pod znakiem zapytania rozliczanie świadczeń od II kwartału br. i prawdopodobne ograniczanie przyjęć.
Do prasy i @NaczelnaL zgłosili się już pierwsi dyrektorzy i lekarze, że ich placówki (kilkanaście w całej PL) wykończyły/właśnie kończą kontrakt na 2026 i od kwietnia/maja powinny przyjmować tylko dzieci i pacjentów onkologicznych, bo 40% nie pozwala nawet wyjść na 0 z kosztami https://t.co/ag4R4pcD7d
— Jakub Kosikowski (@kosik_md) March 26, 2026
Eksperci i medycy zwracają uwagę, że wyłączenie pacjentów onkologicznych nie rozwiązuje problemu, ponieważ nawet 1/3 z nich nie ma wystawionych kart DiLO, a sama diagnostyka często zaczyna się przed uzyskaniem dokumentu, dlatego chorzy wciąż będą czekać na badania. Naczelna Izba Lekarska wskazuje jeszcze inny problem, jakim może być odsyłanie starszych pacjentów na badania do szpitali, które generują jeszcze wyższe koszty, natomiast przedstawiciele branży medycznej uważają, że diagnostyka obrazowa i endoskopowa to nie są świadczenia, które można bez konsekwencji odkładać na później, a same nadwykonania to element systemu.
Z perspektywy świadczeniodawcy widzimy wyraźnie, że nadwykonania nie są dziś wyjątkiem ani marginesem systemu. Stały się realnym mechanizmem podtrzymującym dostępność diagnostyki. To dzięki nim można odpowiadać na rzeczywiste potrzeby zdrowotne pacjentów, a nie wyłącznie na formalne limity kontraktowe. - komentuje prezes zarządu Enel-med, Jacek Rozwadowski
Gdzie się leczyć poza NFZ? Abonamenty i ubezpieczenia na ratunek
Widmo powrotu wielomiesięcznych kolejek na gastroskopię, rezonans czy wizytę u specjalisty jest realne, pytanie zatem, jak mają radzić sobie pacjenci. Jeśli nie chcemy uprawiać turystyki medycznej i jeździć po kraju, aby przyspieszyć wizytę, pozostaje sięgnięcie do portfela i opłacenie świadczenia na własną rękę. Z pomocą przychodzą także firmy świadczące usługi medyczne w formie abonamentu - np. Lux Med, Enel-med, PZU Zdrowie czy Medicover. Ich klienci w zamian za miesięczną lub roczną składkę otrzymują dostęp do określonej puli badań laboratoryjnych i wizyt lekarskich w placówkach danej sieci (internista zwykle nie jest limitowany), ale mogą także wykupić pojedynczą usługę poza abonamentem. Pakiety medyczne są często oferowane także jako benefit pracowniczy, wtedy najczęściej dostęp do specjalistów nie podlega ograniczeniom, niemniej zdarzają się problemy z umówieniem wizyty.
Inną opcją są ubezpieczenia zdrowotne oferowane np. przez PZU Zdrowie, Signal Iduna, Allianz czy Compensę, dzięki którym ubezpieczony i/lub jego bliscy otrzymują dostęp do lekarzy POZ, specjalistów, a także badań obrazowych, endoskopowych i laboratoryjnych. Warto wiedzieć, że ubezpieczyciele umożliwiają skorzystanie z takich usług na dwa sposoby:
- umowa dodatkowa do polisy na życie - posiadacz ubezpieczenia podstawowego (na wypadek śmierci) może dobrać do niego dodatkową ochronę np. zabezpieczyć się na wypadek poważnego zachorowania, pobytu w szpitalu, operacji, a także zapewnić sobie dostęp do lekarzy specjalistów i diagnostyki,
- ubezpieczenie zdrowotne - posiadacz polisy podpisuje umowę o świadczenie usług medycznych, w ramach której ubezpieczyciel umożliwia korzystanie z szerokiej sieci placówek współpracujących w celu umówienia wizyty lekarskiej czy badań laboratoryjnych, obrazowych i endoskopii.
W przeciwieństwie do abonamentów medycznych ubezpieczenia pozwalają także na wypłatę jednorazowego świadczenia, np. w razie wykrycia poważnej choroby czy hospitalizacji, a w zależności od oferty pacjent może korzystać z szerszej sieci placówek. Compensa, która w nowej strategii zapowiada ekspansję w ubezpieczeniach zdrowotnych, przyznaje, że zainteresowanie tymi produktami rośnie, a klienci w 90% odnawiają swoje polisy. W kontekście cięć w budżecie NFZ ubezpieczyciel ocenia, że wpływa to sytuację pacjentów:
- Z danych wynika, że już dziś niemal połowa Polaków obawia się trudności w dostępie do świadczeń medycznych, a 70% ocenia publiczną opiekę zdrowotną negatywnie. Te czynniki mogą przyczynić się do dalszego wzrostu liczby ubezpieczonych – to zjawisko obserwujemy już od kliku lat. Jeszcze szybciej rośnie składka, z powodu większego zapotrzebowania na szerszy zakres usług oraz wysoką inflację w segmencie medycznym, aktualnie na poziomie 8–9%. – komentuje Compensa.
Wchodzące w skład Grupy PZU PZU Zdrowie, będące jednym z największych ogólnopolskich operatorów medycznych, deklaruje dostępność swoich placówek - 130 własnych i ponad 4000 partnerskich - w całym kraju. Marcin Mikos, członek zarządu PZU Zdrowie, zapewnia, że oferta "ma charakter komplementarny wobec świadczeń publicznych i stanowi ich praktyczne uzupełnienie", zapewniając wsparcie nie tylko pracownikom i ich rodzinom, ale także posiadaczom abonamentów i pakietów profilaktycznych. Ubezpieczyciel rozwija aplikację mojePZU, w której oprócz innych produktów Grupy PZU można umówić wizytę lekarską, także online, czy odebrać wyniki badań, podkreśla także rolę ubezpieczenia szpitalnego i lekowego, istotnego dla części pacjentów.
To nie koniec cięć w służbie zdrowia
Dla pacjentów cięcia w finansowaniu diagnostyki nie są jedyną złą wiadomością. Ministerstwo Zdrowia zapowiada już, że korekty będą dotyczyły także wizyt u specjalistów, ale projekt rozporządzenia prezesa NFZ nie został do tej pory opublikowany. Pod znakiem zapytania stoi także los ustawy "lex szarlatan" mającej rozwiązać problem pseudomedycyny - jak przekazał portal Rynek Zdrowia, nowelizacja jest rozpatrywana przez Radę Ministrów, jednak resort finansów negatywnie zaopiniował 6 dodatkowych etatów w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta, które Ministerstwo Zdrowia planowało otworzyć. Brak zgody został wytłumaczony złą sytuacją NFZ, która nie pozwala na dodatkowe wydatki.




























































