Optymizm z początku tygodnia szybko się ulotnił i nowojorskie giełdy znów miały problem z udanym zakończeniem sesji. Na sentymencie inwestorów ciąży niepewność związana z przyszłotygodniową decyzją Fed-u. Inwestorzy narzekają też na przewartościowanie akcji.


Po wydłużonym weekendzie we wtorek Amerykanie wrócili na rynki w świetnych nastrojach, podbijając indeksy po przeszło 2%. W środę nie potrafili utrzymać wtorkowych wzrostów, a czwartek nowojorskie indeksy zakończyły wyraźnie poniżej sesyjnych maksimów.
Od kilku tygodni na rynkach akcji jest dość nerwowo. Inwestorzy jakby nie mogli się zdecydować, co sądzą o sytuacji. Z jednej strony są słabe dane z chińskiej gospodarki i światowego handlu, a z drugiej koniunktura w USA wciąż wygląda nie najgorzej, choć już z pewnością nie tak różowo jak pod koniec 2014 r.
Narasta więc niepewność przed wrześniowym posiedzeniem FOMC. Kierownictwo Rezerwy Federalnej wielokrotnie sugerowało, że rok 2015 przyniesie pierwszą od niemal dekady podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze niedawno sądzono, że decyzja ta zapadnie właśnie na wrześniowym posiedzeniu.
Jednak wydarzenia w Chinach i utrzymująca się na niemal zerowym poziomie oficjalna inflacja CPI w USA dostarczyły Fedowi pretekstów do utrzymania zerowych stóp procentowych. W czwartek silnym dezinflacyjnym impulsem okazały się ceny importu do USA, które zmalały aż o 1,8% mdm i 11,4% rdr. Był to najsilniejszy roczny spadek cen importu od września 2009 roku.
W takim otoczeniu wydaje się coraz mniej prawdopodobne, aby Fed podniósł w tym roku stopę funduszy federalnych. Teoretycznie to dobrze dla rynku akcji, ponieważ zerowe stopy procentowe praktycznie eliminują konkurencję dla akcji. Tyle że część inwestorów może potraktować brak podwyżki jako sygnał, że z gospodarką jednak nie jest tak dobrze, jakby się wydawało.
„Giełdowy defetyzm” sieją już nawet największe tuzy Wall Street. Założyciel funduszu Appaloosa Management David Tepper wyraził obawy, czy nie warto by teraz zredukować portfel akcyjny. „Zapewne nie jestem tak „byczy”, jak mógłbym być, ponieważ mam problem ze wzrostem zysków, ze zbyt wysokimi mnożnikami (c/z – przyp. red.) ... mam wiele różnych problemów, aby skłonić siebie do kupowania” - wyznał Tepper w wywiadzie dla stacji CNBC.
„Nie mówię o jakimś krachu lub ogromnym przewartościowaniu, ale o rynku, który powinien doświadczyć korekty. Pytanie brzmi: do jakiego poziomu? (…) Gdybyśmy spadli o 20% lub 15%, to bym kupował”- dodał David Tepper. To nuta na Wall Street niesłyszana od dawna. Paradygmatem obowiązującym przez ostatnie kilka lat były BTFD oraz BTFATH. A teraz mówi się o przecenie rzędu 15-20%, czyli w okolice 1560 pkt. w przypadku indeksu S&P500.























































