Warszawska giełda potrzebowała mocnego bodźca zza granicy, aby wreszcie odbić się od 6-letniego dna. WIG20 poszedł w górę o 2,58% napędzany przez banki i energetykę. W Europie były jednak giełdy, które w piątek zyskały zdecydowanie więcej.


WIG20 zakończył na plusie drugą sesję z rzędu, w piątek rosnąc o 2,58% i kończąc tydzień na poziomie 1727,22 punktów po tym, jak przez poprzednie dwa dni „ubijał” przeszło 6-letnie dno w strefie 1657-1675 pkt.
Piątkowy ruch niewiele zmienia w ogólnym obrazie rynku: WIG20 nadal znajduje się ponad 7% poniżej poziomu z końca 2015 roku, w którym stracił prawie 20%.
Ton indeksowi blue chipów nadawały dwa z trzech najmocniej wyprzedanych sektorów: banki i energetyka. Od kilku dni rynek żyje spekulacjami w kwestii wypłaty dywidendy z „energetycznych czempionów” kontrolowanych przez Skarb Państwa. W piątek nadzieje na utrzymanie dotychczasowej polityki podziału zysku sprawiły, że akcje Tauronu podrożały o 4,9%, Energi o 5,95%, a PGE o 4,56%.
W górze tabeli były też notowania banków: kurs mBanku wzrósł o prawie 7%, BZ WBK o 3,8%, a PKO BP o 3,4%. O 4,2% w górę poszły notowania Getinu, choć cena akcji Getin Noble Banku pozostała bez zmian (45 groszy za walor), blisko historycznie niskiego poziomu.

Przeszło 2,5-procentowa zwyżka WIG-u 20 blednie w zestawieniu z innymi rynkami Starego Kontynentu, napędzanymi sugestiami zwiększenia QE przez EBC. Gdy kończyła się sesja w Warszawie, francuski CAC40 zyskiwał prawie 3%, a indeksy w Pradze, Amsterdamie, Madrycie czy Lizbonie zwyżkowały o 3,1-3,5%. A to i tak nic wobec 9,4-procentowej zwyżki rosyjskiego RTS-a, który w ten sposób zareagował na silny wzrost cen ropy naftowej: w ciągu ostatnich 24 godzin kurs baryłki Brent wzrósł z 28 do 31 USD.
Wyraźnie słabiej spisała się tzw. druga linia – czyli mniejsze i średnie spółki. mWIG40 zyskał 1,10%, zaś sWIG80 1,23%. Nie imponowała także „szerokość” rynku: sesję na plusie zaliczyło 209 spółek (43%) przy 133 walorach zniżkujących (27%). Zarówno wzrosty jak i obroty były skoncentrowane na największych spółkach. A ponieważ wraz z giełdą umacniał się złoty, można domniemywać, że za tymi selektywnymi zakupami stał przede wszystkim kapitał zza granicy.


























































