Dopiero druga połowa roku ma przynieść wzrost cen mieszkań o 5-10 proc. Podwyżki mają dotyczyć przede wszystkim lokali mniejszych, o powierzchni do 50 m kw.
Powodem wzrostu cen małych mieszkań będzie m.in. to, że na rynek trafi ich znacznie mniej niż w tym roku, bowiem liczba rozpoczętych inwestycji i wydanych pozwoleń na budowę spadła o blisko 20 proc. Nie będzie natomiast dużych zmian na rynku najmu.
Dobrą wiadomością są zapowiedzi bankowców o zwiększeniu akcji kredytowej. (PAP)
sto/
Komentarz Głównego Ekonomisty Bankier.pl, dr. Bogusława Półtoraka:Mówienie o spadkach i wzrostach średnich cen mieszkań jest zawsze obarczone dużą dozą niepewności. Na cenę mieszkania ma wpływ bowiem zbyt wiele różnych czynników, które często nie są porównywalne, stąd generalizowanie zawsze obarczone jest błędem. Na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych w mijającym 2009 roku podstawowym ograniczeniem popytu nie była cena mieszkań (która nawiasem była wyższa niż w 2008 roku, gdy mówimy o cenach sprzedaży z aktów notarialnych rynku pierwotnego), a bardziej ograniczona dostępność kredytów bankowych.
Kłopoty banków przełożyły się bezpośrednio na niemożność zaspokojenia popytu przez wiele osób. W perspektywie całego rynku mieszkaniowego podstawowym sposobem zaspokajania potrzeb mieszkaniowych nadal pozostaje budowa domu systemem gospodarczym. Nie bez przyczyny, bo wielosezonowa budowa pozwala rozłożyć koszty w czasie i nie wymaga często korzystania z kredytu. Taki system budowania jest jednak mało efektywny. Inwestor, staje się jednocześnie wykonawcą i finansującym, co obarcza go dodatkowymi kosztami alternatywnymi. Dopóki kredyty nie staną się tanie i dostępne, a widoki na to są dopiero po wstąpieniu Polski do strefy Euro, do tej chwili na rynku mieszkaniowym będziemy mieli do czynienia z takim właśnie klinczem.
Dla tych którzy planują dziś kupno mieszkania, to dość dobry moment, bo jest dostępna oferta gotowych lokali, ale nie ma co się łudzić, że po bardzo atrakcyjnych cenach. Te ciekawsze i bardziej atrakcyjne lokale zostały już dawno sprzedane. Pozostają „rodzynki”, być może nieco tańsze. W przyszłości natomiast, z uwagi na ograniczaną podaż nowych inwestycji, w przeciągu dwóch lat możemy się spodziewać nie tylko wzrostu cen najbardziej popularnych mieszkań, ale przede wszystkim dość ubogiej oferty nowych i atrakcyjnych lokali, co niezbyt dobrze wróży potencjalnym kupującym.






























































