Piątkowa sesja przyniosła dotkliwe spadki na nowojorskich giełdach. Inwestorów zaniepokoiły statystyki inflacyjne, które mogą doprowadzić do serii kolejnych podwyżek stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.


Dow Jones poszedł w dół o 1,02% i zatrzymał się na poziomie 32 816,92 punktów. S&P500 zniżkował o 1,05% i zakończył tydzień na wysokości 3 970,04 pkt. Była to piąta spadkowa sesja spośród ostatnich siedmiu. Nasdaq zaliczył spadek o 1,69% i na zamknięciu przyjął wartość 11 394,94 pkt.
Patrząc na wykresy od razu widać, że katalizatorem piątkowej wyprzedaży był styczniowy raport o wydatkach i dochodach Amerykanów. Nadspodziewanie mocnemu wzrostowi wydatków (aż o 1,8% mdm – oczekiwano 1,2%) towarzyszył znacznie słabszy od oczekiwań przyrost dochodów (tylko o 0,6% mdm wobec prognozowanych 0,9%).
Jednakże nie to było najgorsze. Preferowana przez Fed miara inflacji – czyli bazowy deflator wydatków konsumenckich (PCE core) – podniosła się do 4,7% względem 4,4% pierwotnie raportowanych za grudzień i dziś zrewidowanych do 4,6% rdr. Rynkowy konsensus zakładał spowolnienie tej miary inflacji do 4,3%. Przyspieszył też „szeroki” deflator PCE: z 5,3% do 5,4%.
Oznacza to, że presja inflacyjna w gospodarce Stanów Zjednoczonych jest znacznie silniejsza, niż sądzono. Inwestorzy w ostatnich miesiącach dali się zmylić malejącym odczytom inflacji CPI, która spadała głównie za sprawą obniżki cen paliw i gazu oraz przecenie niektórych dóbr trwałych. Ale leżąca u podstawy krajowej presji inflacyjnej siła amerykańskiego konsumenta (oraz chęć do wydawania pieniędzy) wciąż napędzają bardzo szybki wzrost cen. Ponadto w badaniu Uniwersytetu Michigan krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne w lutym podniosły się z 3,9% do 4,1%.

Takie dane wspierają narrację „jastrzębiego” skrzydła w Rezerwie Federalnej i dobrze wpisują się w tezy głoszone przez przewodniczącego Powella. A to oznacza, że Fed w marcu nie zakończy cyklu podwyżek stóp procentowych i wyniesie je jeszcze wyżej, niż się tego spodziewano jeszcze kilka tygodni temu. Raptem pod koniec stycznia rynkowy konsensus zakładał, że szczytowy przedział stopy funduszy federalnych wyniesie 4,75-5,00%. Teraz rynek terminowy wycenia podwyżkę do 5,25-5,50% w czerwcu. Wyraźnie zmalały też szanse na jesienną obniżkę stóp w Fedzie.
- Gdyby Fed dysponował tymi danymi przed ostatnim posiedzeniem, to zapewne podnieśliby stopy o 50 pb. (a nie o 25 pb. – przyp. red.), a ton konferencji prasowej byłby zupełnie inny – tak dzisiejsze dane podsumował jeden z zarządzających.
Potwierdzeniem zmiany tych oczekiwań była piątkowa reakcja rynku długu, gdzie doszło do wzrostu rentowności obligacji skarbowych na całej długości krzywej terminowej. Dochodowość 2-letnich Treasuries podniosłą się o ponad 11 pb. i przekroczyła 4,80%. To najwyższy od 2007 roku poziom osiągnięty na zakończenie dnia (śródsesyjny szczyt z listopada to ok. 5%).
Dodajmy do tego, że piątkowa sesja miała negatywne reperkusje „techniczne”. S&P500 przebił od góry 50-sesyjną średnią kroczącą, co jest sygnałem sprzedaży. Z kolei Nasdaq Composite znalazł się poniżej średniej 200-sesyjnej, a DJIA przebił średnią 100-sesyjną.
Rosnące rynkowe stopy procentowe dały się mocno we znaki wyśrubowanym wycenom wielkich spółek technologicznych. Akcje Apple’a , Microsoftu i Alphabetu przeceniono po ok. 2%. Notowania Tesli poszły w dół o 2,6%, a Amazonu o 2,4%. Aż o 7,6% w dół poszedł kurs akcji Adobe po doniesieniach o tym, że Departament Sprawiedliwości może zablokować przejęcie Figmy. Na najniższym poziomie od 10 lat znalazły się notowania firmy 3M – czyli wielkiego globalnego koncernu wytwarzającego szeroką paletę dóbr konsumpcyjnych.




























































