Donald Tusk poinformował w sobotę, że sekretarz generalny NATO Mark Rutte przekazał mu swoją ocenę sytuacji w regionie i na froncie ukraińsko-rosyjskim. Premier podkreślił, że Polska i NATO muszą być gotowe na różne scenariusze, w tym rosyjskie prowokacje, a najbliższe pół roku będzie „rozstrzygające”.


„Mark Rutte przekazał mi właśnie swoją ocenę sytuacji w regionie i na froncie ukraińsko-rosyjskim” - poinformował premier Tusk w sobotnim wpisie na X. „Tak jak ostrzegałem, eskalacja ze strony Rosji postępuje. Ukraina potrzebuje większego wsparcia w powietrzu, co ma także znaczenie dla naszego bezpieczeństwa” - dodał szef rządu. Wskazał, że udzielenie tego wsparcia to zadanie dla całej Europy.
Premier podkreślił, że „najbliższe pół roku będzie rozstrzygające”, w związku z czym Polska i NATO muszą być przygotowane na „różne scenariusze”.
Nie możemy wykluczyć prowokacji ze strony Rosji wobec któregoś z członków NATO - zaznaczył Tusk.
Mark Rutte @SecGenNATO przekazał mi właśnie swoją ocenę sytuacji w regionie i na froncie ukraińsko-rosyjskim. Tak jak ostrzegałem, eskalacja ze strony Rosji postępuje. Ukraina potrzebuje większego wsparcia w powietrzu, co ma także znaczenie dla naszego bezpieczeństwa. To zadanie…
— Donald Tusk (@donaldtusk) August 29, 2026
Tusk mówi wprost: Rosja planuje eskalację. My będziemy następni
Premier Donald Tusk powiedział w piątek, że są sygnały, iż Rosja szykuje się bardzo poważnie do eskalacji napięcia. Musimy być przygotowani na różne ewentualności i z całą pewnością te najbliższe 7-8 miesięcy będzie krytyczne - podkreślił.
Tusk o zagrożeniu prowokacjami ze strony Rosji i możliwej mobilizacji 600 tys. żołnierzy
Temat możliwej eskalacji napięcia ze strony Rosji został poruszony przez szefa rządu także w piątek wieczorem, podczas spotkania z uczestnikami Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie. - Wiele tygodni temu powiedziałem w wywiadzie, chyba dla „Financial Times”, że istnieje realne zagrożenie, że Rosja zdecyduje się na jakąś poważną prowokację, albo nawet na ograniczony atak, na któreś z państw Traktatu. I usłyszałem od wielu komentatorów, że Tusk zwariował - mówił szef rządu.
Tusk przyznał, że dobrze wiedział wtedy, co mówi. - Dziś już nikt nie ma wątpliwości, bo to nie jest związane tylko z wizytą szefa CIA w Moskwie, ale już od wielu tygodni te sygnały są też publicznie znane. Wiadomo, że Rosja szykuje się bardzo poważnie do eskalacji napięcia, zarówno w wojnie z Ukrainą, jak i w całym regionie, i że dla Rosji ta jesień i zima mają być kluczowe - wskazał premier.

Zaznaczył przy tym, że „to nie są tajemnice, bo te rzeczy można rozpoznać”. - Są różne techniki rozpoznawania takich akcji, jak przygotowanie na przykład do mobilizacji. I w dość obiektywnych ocenach różnych służb Rosjanie chcą zmobilizować 600 tys. żołnierzy. W sytuacji gospodarczej Rosji to jest gigantyczne przedsięwzięcie. Jak się domyślacie, oni mają być zmobilizowani nie dla akcji pokojowych - mówił szef rządu. Podkreślił, że w związku z tym „musimy być przygotowani na różne ewentualności i z całą pewnością te najbliższe siedem, osiem miesięcy będzie krytyczne”.
Tusk przypomina fundament Sojuszu: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
Podczas spotkania w Olsztynie Tusk zapewnił, że „będziemy robili wszystko i robimy wszystko, aby NATO nie było tylko na papierze, tylko faktyczne”. - Jestem zdecydowanie zwolennikiem utrzymania jako najważniejszej zasady NATO tej zasady: jeden ze wszystkich, wszyscy za jednego - podkreślił.
W piątek wieczorem miał miejsce kolejny rosyjski atak powietrzny na Kijów i obwód kijowski. Pociski spadły m.in. na przedsiębiorstwo we wsi Myła w rejonie buczańskim na zachód od stolicy kraju. Szef kijowskiej obwodowej administracji wojskowej Tymur Tkaczenko poinformował, że na skutek rosyjskiego ataku na rejon (powiat) buczański w nocy z piątku na sobotę śmierć poniosło co najmniej 27 osób, a 42 zostały ranne - w tym czworo dzieci.(PAP)
ef/ pad/





























































