5 ofiar śmiertelnych burzy w Tatrach

TOPR potwierdził informację o czterech ofiarach śmiertelnych w wyniku gwałtownej burzy po polskiej stronie Tatr; to dwoje dzieci i dwie osoby dorosłe - poinformował w czwartek po południu wojewoda małopolski Piotr Ćwik po posiedzeniu sztabu kryzysowego. Natomiast, jak podało słowackie pogotowie górskie Horska Zachranna Slużba (HZS), po tej stronie gór zginęła w czwartek jedna osoba.

(fot. Marcin Szkodziński / FORUM)

Podczas czwartkowej burzy w Tatrach zostało poszkodowanych ponad 150 turystów przebywających w okolicach Giewontu i Czerwonych Wierchów.

Szlak turystyczny z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy na Giewont został w czwartek po tragicznej burzy zamknięty do odwołania – poinformowały władze Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Niebezpieczny Giewont

Skutki czwartkowej burzy w Tatrach są ogromne, nigdy nie notowane w tej skali w górach, poza katastrofami jak trzęsienia ziemi w innych rejonach świata. To było ogromne wyzwanie dla wszystkich służb ratowniczych – ocenił naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

Giewont należy do szczególnie niebezpiecznych miejsc podczas burzy. To miejsce wyjątkowo narażone na uderzenia piorunów z uwagi na metalowy krzyż oraz łańcuchy ubezpieczające wejście na kopule szczytową. Szlak został zamknięty z uwagi na prowadzoną w tym rejonie akcję ratunkową. W piątek rano szlak ma być ponownie sprawdzony pod kątem tego, czy ktoś jeszcze nie potrzebuje pomocy.

"Turysto pamiętaj o swoim bezpieczeństwie. Wychodząc w Tatry zapoznaj się z prognozą pogody. Podczas burzy szczególnie niebezpieczne jest przebywanie na graniach, na szlakach wyposażonych w sztuczne ułatwienia oraz w okolicy cieków wodnych" – napisano w komunikacie Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Jak przekazał wicedyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Filip Zięba, do tragedii doszło w rejonie Giewontu. Podczas burzy piorun miał uderzyć w łańcuch na szlaku na Giewont, którego trzymają się turyści wchodząc na szczyt góry.

Metalowy krzyż na szczycie Giewontu często przyciąga wyładowania atmosferyczne. Przebywanie tam podczas burzy jest niebezpieczne, podobnie jak wędrowanie szlakami, które są uzbrojone w łańcuchy pomocnicze.

(fot. Daniel Pach / Forum)

W czwartek rano w Tatrach świeciło słońce i panowały dogodne warunki do wędrówki, jednak zapowiadano burze. Prognozy pogody się sprawdziły i w miarę upływu dnia niebo nad górami zasnuły gęste chmury. Około południa rozpętała się gwałtowna burza.

Akcja ratownicza wciąż trwa

Dziewięć osób jest wciąż poszukiwanych po gwałtownej burzy, która w czwartek przeszła nad Tatrami – poinformował w piątek na antenie Radia Kraków wojewoda małopolski Piotr Ćwik. 

Według niego wieczorem i w nocy właściciele podhalańskich ośrodków wypoczynkowych zgłosili, że nie wróciło do nich 16 osób; do tej pory udało się zlokalizować siedem z nich. Pozostałe dziewięć osób wciąż jest poszukiwane.

Jak podkreślił wojewoda, z powodu specyfiki terenu górskiego, w którym doszło do wypadku, służby nie są w stanie na razie określić, kiedy zakończy się akcja ratownicza, ani jednoznacznie stwierdzić, czy wszyscy poszkodowani zostali już odnalezieni i uzyskali pomoc medyczną.

"Akcja jest bardzo nietypowa więc nie jesteśmy w stanie określić godziny, kiedy ona się zakończy, ani ile działań pozostało jeszcze do wykonania. Są trudne warunki w górach, zbliżamy się do pory wieczornej - na pewno ratownicy pozostaną w górach tak długo, jak będzie potrzeba i jak będzie to możliwe" - podkreślił wojewoda.

"Służby działają i pracują, aby dotrzeć do wszystkich poszkodowanych. Nie wiemy ile osób może być jeszcze w górach" – stwierdził.

Wojewoda poinformował też, że rodziny osób poszkodowanych w Tatrach po polskiej stronie gór mogą dzwonić na specjalną infolinię pod numerami: (18) 201 71 00 i (18) 202 39 14.

Ćwik podał, że akcję w górach prowadzą ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (TOPR) i Grupy Podhalańskiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (GOPR) przy wsparciu strażaków i policjantów. Do dyspozycji pozostają także funkcjonariusze Straży Granicznej, a na terenie Zakopanego zaangażowana jest także Straż Miejska.

W akcję zaangażowane są śmigłowce LPR oraz TOPR – dwa z nich transportują poszkodowanych z Hali Kondratowej na lądowisko przy zakopiańskim szpitalu, a trzy pozostałe helikoptery LPR przewożą na swoich pokładach poszkodowanych do innych szpitali w Małopolsce. Część rannych prosto z lądowiska rozwożonych jest karetkami do szpitali.

Straż Tatrzańskiego Parku Narodowego – podał wojewoda - podjęła także czynności związane z zamknięciem szlaków w rejonie Giewontu, po to, aby zabezpieczyć miejsce wypadku.

"Oczywiście nie wiemy do końca o tym, ile osób jeszcze może w górach pozostawać - to są tylko przewidywania czy domniemania" - mówił wojewoda i podkreślił, że dokąd wszystkie miejsca nie zostaną zbadane, ratownicy nie będą odstępować od akcji.

Wojewoda małopolski przekazał, że w czwartek wieczorem do Zakopanego przybędzie premier Mateusz Morawiecki, który jest w stałym kontakcie z koordynującymi akcję ratunkową. Towarzyszyć mu będzie sekretarz stanu w MSWiA Paweł Szefernaker.

Rzecznik Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego Joanna Sieradzka, które koordynuje transport poszkodowanych podała, że w akcji bierze udział dziewięć zespołów ratownictwa medycznego (karetek) z: Zakopanego (2), Nowego Targu (2), Bukowiny Tatrzańskiej (2), Wróblówki, Sromowców i Krościenka. Zaangażowane są także trzy zespoły transportowe z Krakowa, cztery śmigłowce LPR, śmigłowiec TOPR.

Poszkodowani trafili do szpitali

Do szpitali rozwieziono 51 osób poszkodowanych w czwartkowej burzy w Tatrach. Wciąż przebywa tam 34 najbardziej poszkodowanych turystów. Poszkodowani byli transportowani do szpitali w Krakowie, Nowym Targu i Zakopanem. W Nowym Targu, po badaniu, część osób przewożona jest do szpitali poza rejonem Podhala, aby przygotować się na ewentualne przyjęcie kolejnych pacjentów.

W szpitalu powiatowym im. Jana Pawła II w Nowym Targu, trzy osoby ciężko ranne po czwartkowej burzy w Tatrach przeszły w nocy operacje. Najciężej ranny 21-latek z urazami czaszkowo-mózgowymi czeka na operację - poinformowała w piątek PAP dyrektor ds. medycznych placówki.

Po czwartkowej burzy w Tatrach do nowotarskiego szpitala trafiło łącznie dziewięć osób: trzy na oddział chirurgiczny, również trzy osoby na oddział chirurgii urazowo-ortopedycznej, dwie osoby na oddział neurochirurgii i jedna osoba na oddział internistyczny.

"Stan pacjentów jest stabilny. W nocy trzy osoby były operowane. Operacja polegała na usuwaniu odłamków skalnych z kości i zabezpieczenie ran. Jeden z pacjentów w wyniku uderzenia pioruna miał oskalpowane podudzie. 21-latek z urazem czaszkowo-mózgowym czeka na operację. Jest w stanie ciężkim, ale stabilnym. Wymaga odbarczenia z uwagi na wklinowanie łuski kości do tkanki" – powiedziała PAP dyrektor ds. medycznych szpitala im. Jana Pawła II w Nowym Targu Aleksandra Chowaniec.

21-latek jest najciężej ranną z osób, które trafiły do nowotarskiego szpitala. Osoby, które w nocy przeszły operacje są w stanie stabilnym.

(fot. ArtService / FORUM)

W wyniku uderzenia pioruna do nowotarskiego szpitala trafiło kilka osób z poparzeniami.

"Często są to rany łączone, oparzeniowe z urazami wielonarządowymi. Rany powstałe w wyniku uderzenia pioruna są bardzo ciężkie do leczenia. To na razie pierwsza doba ich pobytu w szpitalu. Nie możemy określić jeszcze jak długo tu pozostaną. To są osoby przyjezdne z różnych części Polski i zdajemy sobie sprawę, że będą chcieli szybko wrócić do swoich domów, jednak ich stan musi się poprawić. Myślę, że po weekendzie będziemy mogli ocenić jak długo jeszcze pozostaną w szpitalu" – dodała lekarz Aleksandra Chowaniec.

Premier po tragedii w Tatrach: dziękuję służbom ratowniczym

Wszystkim służbom chcę w tych tragicznych momentach bardzo podziękować. Z punktu widzenia profesjonalizmu służb medycznych, ratowniczych wszystko zostało zabezpieczone tak, jak trzeba i to co można było zrobić, to zostało zrobione – mówił w czwartek wieczorem w Zakopanem premier Mateusz Morawiecki.

(fot. Krystian Maj / Kancelaria Premiera)

Premier przyznał, że rozmawiał już z naczelnikiem TOPR. "TOPR ma wszelkie środki, które są potrzebne do prowadzenia tych akcji" - podkreślił Morawiecki i zapewnił o dodatkowej pomocy finansowej w razie konieczności.

"To budżetowo jest oczywiście sprawa w tym wypadku drugorzędna. Jesteśmy gotowi na wszelką pomoc finansową. Najważniejsze, żeby uratować ludzi" - podkreślił premier.

 Burmistrz Zakopanego ogłosił trzydniową żałobę

Ogłoszona przez burmistrza Zakopanego Leszka Dorulę żałoba po czwartkowej tragedii w Tatrach potrwa w mieście od piątku do niedzieli.

"Zwracam się do wszystkich organizatorów imprez o charakterze rozrywkowym, kulturalnym i sportowym z apelem o ich odwołanie bądź ograniczenie w czasie trwania żałoby. Łączę się w bólu z rodzinami ofiar i wszystkimi poszkodowanymi, proszę także mieszkańców o modlitwę w ich intencji" – napisał w komunikacie burmistrz Zakopanego.

Na znak żałoby przed Urzędem Miasta Zakopane zostaną wywieszone i opuszczone do połowy masztu flagi państwowe i miejskie. Odwołana została także część artystyczna zaplanowanego na piątkowy wieczór koncertu finałowego 51. Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich. Ma odbyć się jedynie uroczyste wręczenie nagród dla zwycięskich grup.

W piątek w Sanktuarium Narodowym Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach zespoły folklorystyczne biorące udział w zakopiańskim festiwalu będą wspólnie modlić się w intencji ofiar tragedii w Tatrach, a także o zdrowie wszystkich poszkodowanych oraz w intencji służb zaangażowanych w akcję ratunkową.

Apogeum ruchu turystycznego w Tatrach

Ruch turystyczny w Tatrach jest w tym roku bardzo duży. Od wielu lat w sierpniu góry przeżywają największe oblężenie.  Wybierając się na najbardziej popularne szczyty jak np. Giewont, przy łańcuchach pod kopułą szczytową tworzą się kolejki oczekujących do wejścia na górę. Podobnie jest przy podejściu na Rysy czy szlaku przez Orlą Perć.

Przeprowadzone 7 sierpnia liczenie turystów w słowackiej części Tatr wykazało, że dziennie na tamtejsze szlaki wyszło tego dnia ponad 18,5 tys. turystów. Dla porównania w polskiej części gór, w latach ubiegłych w sierpniu, dziennie odnotowywano prawie 40 tys. wyjść.

Prokuratura wszęła śledztwo

Prokuratura Rejonowa w Zakopanem wszczęła w piątek śledztwo w sprawie czwartkowej katastrofy w Tatrach. Jest prowadzone pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci – powiedziała PAP szefowa zakopiańskiej prokuratury Barbara Bogdanowicz.

"Sprawę zarejestrowaliśmy i wyjaśniamy w kierunku artykułu 155 Kodeksu Karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci czterech osób, bo takie mamy na tą chwilę ustalenia. Będziemy ustalać wszystkie okoliczności tego zdarzenia i odtwarzać przebieg zdarzenia. Chcemy zebrać wszystkie niezbędne materiały i przesłuchać świadków" – powiedziała PAP prok. Bogdanowicz.

Prokurator dodała, że powszechnie wiadomo, że tragedia była następstwem uderzenia pioruna, jednak postępowanie w tej sprawie musi być przeprowadzone "z uwagi na ogrom tragedii, jaka się wydarzyła w górach".

"Wiadomo, że to katastrofa naturalna, ale musimy prześledzić jakie były zachowania turystów, jak przebiegała akcja ratunkowa. Poszkodowani doznali obrażeń i nie tylko spowodowanych uderzeniem pioruna. Mają też szereg innych urazów. Tam był ogrom ludzi i musimy wszystko prześledzić czy nie było na przykład tam jakichś działań w panice. Z naszej wstępnej oceny wynika, że zaangażowano wszelkie możliwe siły i zrobiono wszystko, aby jak najlepiej przeprowadzić akcję ratunkową" – podkreśliła szefowa zakopiańskiej prokuratury.

Śledczy będą ustalać całą listę poszkodowanych. Zabezpieczono już część znalezionych w górach przedmiotów. Są to rzeczy osobiste jak dokumenty czy telefony.

"Sprawa jest na tyle poważna, że wymaga kompleksowego wyjaśnienia. Taka tragedia nie wydarzyła się jeszcze w Tatrach. Nadal będziemy wyjaśniać czy nie ma więcej ofiar" – zakończyła prok. Bogdanowicz.

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
6 4 orle

To nie żelazny krzyż na Giewoncie, który ściągnął pioruna, jest winny za czwartkową (22.08.2019) tragedię w Tatrach. Winne jest nieprawidłowe uziomnienie odgromnika znajdującego się na krzyżu, jeśli w ogóle jest! Gdyby kabel uziomnienia był o odpowiednim przekroju oraz oddalony od ścieżki wejścia z łańcuchową poręczą, to ładunek elektryczny pioruna spłynąłby po kablu uziomniającym, a nie po łańcuchu poręczy. Nie pierwsza to tragedia z powodu braku wyobraźni i polskiej bylejakości!!! LO

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 16 qqryk

W jaki sposób ta wiadomość wpływa na rynki finansowe, na gospodarkę, itp.? Niedługo bankier będzie informował o każdym z 3.000 trupów na polskich drogach.

! Odpowiedz
3 4 pralkaboga

nie podoba ci sie, nie musisz tu byc. bankier to portal informacyjny, nie tylko o kwestiach finansowych. nie podoba sie to idz na bloomberga.

! Odpowiedz
1 5 petrolnuts

Domyślam się, że turyści nie dostali ostrzeżenia sms.
Za to dzisiaj każdy w Polsce dostanie alert od RCB, ostrzegający o burzach w górach.

! Odpowiedz
0 19 sham69

krzyz faktycznie przyciaga wyladowania i to nie jest najlepszy pomysl isc tam jak jest burza. no ale w gorach jak w gorach, pogoda moze sie szybko zmienic. ja na Giewont ide poza sezonem i najchetniej o 5-6 rano bo potem sie robi ciasno i zadna to przyjemnosc isc w tlumie.

! Odpowiedz
1 2 pralkaboga

przede wszystkim po co isc na giewont więcej niż raz w życiu, skoro w tatrach jest tyle pięknych szlaków i szczytów do wejścia.

! Odpowiedz
54 24 marxs

nie rozumiem jak coś tak tragicznego mogło sie stać i to w takim miejscu przecież tam stoi krzyż i to krzyż słynny na cały kraj krzyż Jana Pawła II i Solidarności

! Odpowiedz
12 11 zenonn

Bóg tak chciał

! Odpowiedz
2 1 pralkaboga odpowiada zenonn

boga nie ma. jest pralka boga

! Odpowiedz
76 30 grab

Co za idiota postawił metalowy krzyż na szczycie często odwiedzanej góry?
Bóg jest miłością a ofiary zawdzięczają śmierć tym k†órzy postawili krzyż!

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne