Nasdaq oraz S&P500 zakończyły na plusie trzecią sesję z rzędu, a Dow Jones wyznaczył nowy rekord wszech czasów. Wsparciem dla giełdowych byków był spadek rentowości długoterminowych obligacji skarbowych. Za to do rekordowo niskiego poziomu spadły nastroje amerykańskich konsumentów.


Po trzech sesjach spadków na Wall Street nadeszły trzy sesje wzrostów. Indeks S&P500 zakończył piątek na poziomie 7 473,47, co przekładało się na wzrost o 0,37%. Do zeszłotygodniowego rekordu (7 517,12 pkt.) zabrakło mniej niż 1%. Nadsaq Composite drgnął w górę o 0,19% i finiszując z wynikiem 26 343,97 pkt. również zamknął nad kreskę trzecią sesję z rzędu. Dow Jones urósł o 0,58% i wyznaczył nowy śródsesyjny rekord wszech czasów na wysokości 50 830,24 pkt.
Podobnie jak przez poprzednie 8 tygodni ton zwyżkom nadawały akcje producentów półprzewodników, których indeks sektory zwyżkował o 2,5%. Walory Qualcommu odnotowały wzrost aż o 12%. Kurs konkurencyjnego Texas Instruments wzrósł o blisko 4%, a notowania AMD wzrosły o 4,1%. Tutaj cały czas w grze jest wizja nieograniczonego wzrostu zysków i sprzedaży na fali boomu w branży AI, której popyt na centra danych wydaje się być ciągle nienasycony.
Drugim motorem zwyżek na Wall Street była ulga na rynku długoterminowych obligacji skarbowych. W piątek rentowność 30-letnich Treasuries obniżyła się o blisko 5 pb., po spadku 8 pb. przez poprzednie dwie sesje. Najwyższe od 2007 roku rentowności tych papierów wzbudziły nerwowość na rynkach finansowych i były oznaką postępującej erozji zaufania do polityków i bankierów centralnych.
Jeszcze mniej zaufania do całego systemu mają amerykańscy konsumenci. Finalny majowy odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan okazał się znacznie niższy od pierwotnych szacunków i znalazł się na najniższym poziomie w historii. Generalnie zwykli Amerykanie fatalnie oceniają stan gospodarki i obawiają się znacząco wyższej inflacji. Krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne (tj. w horyzoncie następnych 12 miesięcy) podniosły się z 4,7% do 4,8%. Zaś długoterminowe (5-letnie) wzrosły z 3,5% do 3,9%.

Zaprzysiężony dziś na nowego szefa Rezerwy Federalnej Kevin Warsh ma więc twardy orzech do zgryzienia. Nie można już mówić, że oczekiwania inflacyjne konsumentów „są dobrze zakotwiczone”, jak to lubił powtarzać jego poprzednik Jerome Powell. Rynek terminowy już parę tygodni temu zdążył wykreślić z jadłospisu obniżki stóp procentowych w Fedzie. Teraz 2/3 szans daje się przynajmniej jednej 25-punktowej podwyżce stopy funduszy federalnych do końca roku – wynika z obliczeń FedWatch Tool. A prezydent Trump nie będzie zadowolony, gdy jego protegowany podniesie mu stopy procentowe – i tym samym koszty obsługi monstrualnego długu publicznego.
Z drugiej strony nadspodziewanie dobrze wyglądały wyniki giełdowych korporacji za I kwartał. Zyski przypadające na indeks S&P500 wzrosły aż o 27,7% rdr, co znacząco przekroczyło oczekiwania analityków z początku sezonu wynikowego. Był to ósmy z rzędu kwartał dwucyfrowej dynamiki zysków oraz najsilniejszy ich wzrost od niemal 5 lat.



























































