Chińscy giganci sektora energii odnawialnej nasilają ofensywę na europejskim rynku wiatrowym, stawiając na agresywną politykę produktową.


Podczas targów branżowych w Hamburgu koncern Envision Energy zaprezentował morską turbinę o mocy 16,7 MW - jednostkę przeznaczoną specjalnie dla Starego Kontynentu, która gabarytami i możliwościami przewyższa flagowe modele zachodnich liderów, takich jak Vestas czy Siemens Gamesa. Mimo sukcesów na rynkach wschodzących w Azji, Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie, w Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii chińscy producenci kontrolują dotąd zaledwie około 1% rynku.
Zdaniem analityków firmy badawczej Wood Mackenzie bariera nie leży w technologii ani w cenach. Chińskie turbiny są dopracowane, tańsze od europejskich odpowiedników i elastycznie dostosowywane do lokalnych warunków wiatrowych. Główną przeszkodą okazują się kwestie geopolityczne oraz zaostrzające się przepisy Unii Europejskiej.
Unijne regulacje - w tym wymogi dotyczące budowy lokalnych łańcuchów dostaw, rygorystyczne normy cyberbezpieczeństwa (dyrektywa NIS2) oraz prześwietlanie państwowych subsydiów - skutecznie podnoszą poprzeczkę podmiotom spoza wspólnoty.
Obawy zachodnich rządów ewoluowały od lęku przed nieuczciwą konkurencją cenową w stronę ochrony infrastruktury krytycznej i niezależności energetycznej.
Ograniczenia te widać w praktyce: niemiecki deweloper wycofał się z umowy z firmą Ming Yang, a brytyjski rząd ze względów bezpieczeństwa narodowego zablokował plan budowy chińskiej fabryki turbin w Szkocji. Choć dostawcy z Chin odnoszą sukcesy w krajach pozaunijnych, takich jak Turcja czy Serbia, ich szeroki opór w samej UE utrzyma się tak długo, jak długo nie ulegnie zmianie obecny kurs polityczny Brukseli.






























































