Zbliżająca się końcówka roku zazwyczaj oznacza dominację byków na rynkach giełdowych, a co za tym idzie zwiększony apetyt na ryzyko. Czy będące tematem numer jeden od kilku tygodni zadłużenie krajów strefy euro zejdzie w grudniu na dalszy plan i rozpocznie się wyczekiwany przez inwestorów rajd św. Mikołaja?
Miniony miesiąc nie należał do udanych dla inwestorów posiadających długie pozycje na europejskich i amerykańskich akcjach. Wśród najważniejszych indeksów giełdowych na plusie listopad zakończył tylko niemiecki DAX (1,32%), natomiast największe spadki zanotował francuski CAC40 (-5,82%). Polski indeks blue chipów spadł w tym miesiącu o 1,5%. Silnie umacniała się waluta Stanów Zjednoczonych (5,32%), tym bardziej dziwne są więc wzrosty obserwowane na towarach, które zazwyczaj były ujemnie skorelowane z dolarem amerykańskim.
Przez cały listopad rynki dyskontowały napływające z Eurolandu informacje o problemach z obsługą długu i prawdopodobnym skorzystaniu z funduszu ratunkowego krajów z grupy PIIGS. Nieco zaskakujące jest to, że sentymentu nie poprawiło uchwalenie planu pomocowego dla Irlandii w wysokości 85 mld EUR i wprowadzenie niezbędnych reform w tym kraju, które pozwolą zaoszczędzić łącznie 15 mld EUR do końca 2014r. i jednocześnie sprowadzić deficyt budżetowy poniżej 3% PKB.
Zwiększona awersja do ryzyka sprawiła, że druga odsłona quantitative easing rozpoczęta przez Rezerwę Federalną na początku miesiąca przeszła praktycznie bez echa. Są dwie przyczyny takiego obrotu sprawy: po pierwsze rynki oczekiwały QE2 już od września i jego uchwalenie nie było żadnym zaskoczeniem, po drugie obawy o niewypłacalność i przyszłość strefy euro przesłoniły całą resztę. Przypomnijmy, że FED zamierza wpompować do gospodarki amerykańskiej wstępnie 600 mld USD do końca pierwszego półrocza 2011r., co oznacza zakup obligacji skarbowych średnio za 75 mld miesięcznie.
Z dniem 1. grudnia indeksy giełdowe zabarwiły się na zielono, umacniać zaczęła się także europejska waluta. Pytanie tylko czy jest to chwilowa korekta, czy może instytucje finansowe będą „ciągnąć” rynki w górę do końca roku w celu realizacji zysków w styczniu. Jeśli tak, to rajd św. Mikołaja można uznać za rozpoczęty.
Poniżej przedstawiam tabelę grupującą najważniejsze dane makro opublikowane w ostatnim miesiącu, które mają największy wpływ na kształtowanie trendów na głównych rynkach finansowych:

Podsumowanie danych makro
Listopad zaskakiwał praktycznie samymi dobrymi danymi makro zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i strefy euro. Spore wzrosty zanotowały wszystkie najważniejsze wskaźniki sentymentu z wyjątkiem indeksu NY Empire State (spadek o prawie 27 pkt.), natomiast niemiecki indeks instytutu IFO ustanowił swoje historyczne maksima i znalazł się najwyżej od 1991r. Wśród twardych danych makro na uwagę zasługuje rewizja amerykańskiego PKB w III kwartale z 2% do 2,5% oraz bardzo dobre dane z rynku pracy w USA – wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w październiku o 151 tys. W październiku w ujęciu miesięcznym wzrosła także amerykańska sprzedaż detaliczna oraz indeks wskaźników wyprzedzających – Conference Board będący ważnym wyznacznikiem prognozującym przyszłą koniunkturę.
Zielona Wyspa na razie uratowana – kto następny?
Publikacje makroekonomiczne, pomimo ich pozytywnego wydźwięku, nie zdołały pomóc rynkom i ograniczyć awersji do ryzyka. Widmo niewypłacalności krajów z grupy PIIGS, zapomniane na kilka miesięcy, ponownie zaczęło straszyć inwestorów. Wzrastająca obawa przed bankructwem powodowała z kolei zwiększone koszty obsługi długu oraz problemy z pozyskaniem pieniędzy na bieżące wydatki tych państw. Wszystko to zaczęło więc działać jak samospełniająca się przepowiednia. Pierwszym państwem, które postanowiło prosić o pomoc (po Grecji) z funduszu ratunkowego okazała się Irlandia. Warunkiem jej uzyskania były oczywiście reformy mające na celu cięcia wydatków i zwiększenie przychodów. Ogromne długi Irlandii wynikają przede wszystkim z ratowania systemu bankowego, co pochłonęło już 45 mld euro. Problemy z zadłużeniem rozpoczęły się od ostatniego kryzysu na rynku nieruchomości. Decyzja o przyznaniu wsparcia Zielonej Wyspie nie zdążyła uspokoić inwestorów, bo na horyzoncie pojawiły się obawy o kolejne kraje Eurolandu: Portugalia, Hiszpania i Włochy.
Portugalia…
Dług publiczny Portugalii jest szacowany na koniec tego roku na 82% PKB tego kraju, a deficyt budżetowy na poziomie nawet 9,5% PKB, czyli ponad trzykrotnie wyższy od dopuszczalnego w strefie euro poziomu. Wielu ekonomistów uważa, że sytuacja w Portugalii jest jeszcze bardziej ryzykowna, ponieważ banki tego kraju pożyczały miliardy euro pozyskiwane z ECB portugalskiemu rządowi. Nie pomaga także utrzymująca się wysoka stopa bezrobocia oraz problemy sektora przemysłowego, szczególnie branży odzieżowej, ponieważ rodzime produkty zostały w większości wyparte przez towary importowane z Chin. Próbą zwiększenia zaufania wśród inwestorów było wprowadzenie w minionym tygodniu planu cięć budżetowych na 2011 rok. Portugalia odmawia pomocy finansowej twierdząc, że z problemami upora się sama. Utwierdzić rynki w tym przekonaniu miała ostatnia emisja 52 tygodniowych bonów skarbowych na łączną sumę 500 mld EUR, która zakończyła się połowicznym sukcesem. Wszystkie obligacje znalazły co prawda nabywców, ale ich rentowność wzrosła do rekordowego poziomu 5,3%; podczas gdy ostatnia emisja bonów jednorocznych kosztowała Portugalię tylko 4,8%.
Hiszpania…
Hiszpania, czyli piąta pod względem wielkości Produktu Krajowego Brutto gospodarka Unii Europejskiej, także ma problemy z wypłacalnością. Popularnie obecnie powiedzenie o tym kraju: „too big to bail, too big too fail” (zbyt duża na wykupienie długów, zbyt duża, żeby upaść i nie pogrążyć strefy euro) trafnie oddaje obraz sytuacji. Podobnie jak Irlandia głównym źródłem problemów stało się zawalenie rynku nieruchomości. Z tym, że tu problem sięga dużo głębiej – hiszpańska gospodarka boryka się z ponad 20% bezrobociem. W tą środę premier Zapatero ogłosił nowy pakiet reform, które mają pobudzić gospodarkę i stworzyć nowe miejsca pracy. Obniżenie podatków dla małych i średnich przedsiębiorstw ma na celu zwiększenie inwestycji w tym kraju. Sprywatyzowane zostaną dwa największe lotniska oraz państwowa loteria pieniężna, co ma przynieść zyski w wysokości 14 mld EUR. Warto pamiętać także o wdrożonym pół roku temu pakiecie oszczędnościowym o wartości 15 mld EUR. Hiszpańskie władze utrzymują, że opisane reformy wystarczą by kraj ten poradził sobie z problemem płynnościowym i nie zamierzają wnioskować o pożyczkę z europejskiego funduszu pomocowego.
czy Włochy?
Nie można zapomnieć także o Włoszech - trzecia pod względem wielkości gospodarka w strefie euro ma dług publiczny jeden z najwyższych na świecie – na poziomie aż 119% PKB. Do tego dochodzi niestabilna sytuacja polityczna oraz wzrost gospodarczy najsłabszy w regionie.
Zwiększanie płynności pieniądza według ECB
Problemy płynnościowe zadłużonych krajów łagodzi natomiast Europejski Bank Centralny, który od maja, czyli od momentu uchwalenia pakietu pomocowego dla Grecji, skupuje obligacje i bony skarbowe grupy PIIGS. Od początku programu zakupił on już papiery warte 67 mld euro. Podczas ostatniego przemówienia (2 grudnia) przewodniczący ECB Jean-Claude Trichet odmówił podania szczegółów, co do dalszego nabywania instrumentów dłużnych. Wiadomo tylko, że Bank Centralny zapewni taką płynność pieniądza w krótkim terminie, by w pełni zaspokoić potrzeby europejskich banków przynajmniej do końca pierwszego kwartału następnego roku. Rynki odebrały to jako zapowiedź kontynuacji skupowania instrumentów o stałym dochodzie bez oficjalnej deklaracji wielkości kwoty na to przeznaczonej. Na tą wiadomość spread pomiędzy portugalskimi i niemieckimi obligacjami 10-letnimi zmniejszył się o pół punktu procentowego, co oznacza że ECB jest znaczącym kupcem tych pierwszych. Podczas przemówienia Trichet wielokrotnie podkreślał, że działania banku to nie to samo co uskuteczniane przez Rezerwę Federalną w USA quantitative easing. Jedyna różnica jest jednak taka, że FED ogłosił oficjalnie luzowanie polityki monetarnej, a ECB robi to po cichu.
Trwała poprawa sentymentu czy „wizyta św. Mikołaja”?
Ciężko ocenić, jak deklaracja Europejskiego Banku Centralnego o zapewnieniu płynności na europejskim rynku papierów dłużnych w ciągu najbliższych miesięcy wpłynie na zachowanie rynków. Co z nadwyrężonym już mocno zaufaniem inwestorów? I czy widoczne od dwóch dni wzrosty na giełdach są wpływem uspokojenia nastrojów, czy tylko zwyczajnie końcówką roku, podczas której ceny aktywów są zawsze windowane do góry przez duże instytucje finansowe?
Karolina Bojko




























































