Szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Paweł Kowal wyraził we wtorek przekonanie, że polskie instytucje szybko zbudują potencjał, by prowadzić na Wołyniu prace ekshumacyjne na szerszą skalę, na ile jest to możliwe w czasie wojny.


Kowal powiedział, że już dawno zachęcał stronę ukraińską do tego, „żeby przyjąć zasadę wszystkie zgody na ekshumacje za wszystkie zgody na ekshumacje, czyli żeby się w tej sprawie nie targować”. - Dzisiaj jesteśmy w miejscu, w którym powinniśmy byli być może rok, dwa lata temu, ale ta deklaracja mnie cieszy - dodał, odpowiadając na pytanie PAP podczas briefingu dla polskich mediów w Waszyngtonie.
W piątek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział otwarcie wszystkich archiwów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczące tragicznych wydarzeń XX wieku na Wołyniu. Przekazał też m.in., że podjęte zostaną decyzje w sprawie wydania dodatkowej, znaczącej liczby zezwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne.
Kowal przekazał, że zbiera informacje dotyczące wszystkich złożonych polskich wniosków i stanu ich realizacji, „tak, żeby na podstawie deklaracji prezydenta Zełenskiego w najbliższych tygodniach przejść do działania i ustalić ramowy plan tych działań polskich instytucji, które będą prowadziły prace ekshumacyjne”.
- Jeżeli wiemy, że ta perspektywa jest dość szeroka, że możemy te prace ekshumacyjne prowadzić w szerszym zakresie, jestem pewien, że polskie instytucje będą miały możliwości, siły i szybko zbudują potencjał do tego, żeby ekshumacje ruszyły na nieco szerszą skalę, na ile to jest możliwe w trakcie wojny - powiedział Kowal, który jest szefem Rady ds. Współpracy z Ukrainą.
Zaznaczył, że budowa potencjału dotyczy przeszkolenia odpowiednich osób, znalezienia specjalistów, którzy mogliby równolegle prowadzić prace więcej niż w jednym czy dwóch miejscach. - Staramy się, żeby z tej deklaracji prezydenta Zełenskiego wyszedł już twardy konkret – oświadczył.

Jeżeli chodzi o kwestię archiwów, to ich większość jest znana, ale odtajnienie dodatkowych archiwów wywiadu da trochę więcej wiedzy na temat zbrodni wołyńskiej, co będzie korzystne dla prac historycznych i dokumentowania zbrodni - podkreślił Kowal.
- To oczywiście dotyczy relacji polsko-ukraińskich, to jest dla nas bolesne, ale to ma także charakter uniwersalny w tym sensie, że badanie tego rodzaju zbrodni, zbrodni ludobójstwa, zbrodni wojennych zawsze też ma ten charakter propedeutyczny na przyszłość, żeby innym, także dzisiaj współcześnie politykom, organizacjom, które mają charakter totalny, nie przychodziły takie rzeczy do głowy w ogóle – powiedział polityk KO.
- Myślę, że to jest warte przemyślenia i w Kijowie, i ja na to zwróciłem uwagę jako polski polityk, że praktycznie w każdej rozmowie na Kapitolu ten temat był poruszany. Byłem zaskoczony, jak ta sprawa sporu polsko-ukraińskiego się szeroko rozeszła - zwrócił uwagę Kowal, który od poniedziałku spotyka się z przedstawicielami amerykańskiego Kongresu.
"W obecnej sytuacji ekshumacje na Wołyniu to kwestia kilkuset lat"
W obecnej sytuacji, związanej m.in. z legislacją i procedurami, ekshumacje na samym Wołyniu to kwestia następnych kilkuset lat – powiedział PAP dr Leon Popek, badacz zbrodni wołyńskiej i historyk z lubelskiego IPN. Dodał, że Polska jest obecnie w stanie przeprowadzać dwie-trzy ekshumacje rocznie.
Trwa drugi tydzień prac ekshumacyjnych w Woli Ostrowieckiej na Wołyniu. Ich aktualny etap wpisuje się w wieloletnią historię badań w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, gdzie w 1992, 2011 oraz 2015 roku odnaleziono, ekshumowano i godnie pochowano szczątki 674 osób.
Obecny na miejscu dr Leon Popek zaangażowany jest w prace ekshumacyjne na tych terenach od samego początku, czyli od 1992 r. W rozmowie z PAP historyk nie krył, że skala wyzwania, przed jakim stoją badacze, jest ogromna. - My, pomimo dobrych chęci i zapewnień (ze strony ukraińskiej – PAP), nie jesteśmy w stanie w krótkim czasie przyspieszyć tych ekshumacji – powiedział. Jak dodał, Polska, mając nawet wszelkie zgody ze strony Ukrainy, jest w stanie przeprowadzić dwie-trzy takie ekshumacje rocznie.
Dr Popek zauważył jednocześnie, że obecne prace w Woli Ostrowieckiej to zaledwie piąta ekshumacja na Wołyniu od ponad 30 lat.
Chodzi przede wszystkim o kwestie legislacyjno-proceduralne. Najpierw potrzebna jest zgoda ukraińskich władz na poszukiwania – to reguluje umowa pomiędzy Polską a Ukrainą z 1994 r. Później pora na czasochłonne poszukiwania w terenie, a jeśli szczątki zostaną odnalezione, teren trzeba zabezpieczyć i zasypać, po czym cała dokumentacja wraca do ukraińskiego Ministerstwa Kultury z wnioskiem o zgodę na ekshumację — i znów trzeba czekać. W przypadku Woli Ostrowieckiej i Ostrówek zgodę udało się uzyskać w miesiąc, co - jak podkreśla - Popek, było tempem „ekspresowym”. Po przyjeździe na miejsce, kolejne kilka dni zajmuje sprawdzenie terenu przez saperów i odkopanie miejsca, a realna praca zaczyna się dopiero po 3–4 dniach.
Czas jest jednak kluczowy.
– To jest bardzo ważne, bo w tej chwili ostatnie pokolenie świadków odchodzi i zabraknie nam tych ludzi, którzy powiedzą, że „to gdzieś tu” – powiedział historyk. - Jeżeli nam ktoś nie udzieli tej informacji, no to błądzimy i tak naprawdę część osób nigdy nie zostanie odnaleziona - dodał.
Dlatego też ekspert postuluje, by stworzyć coś na kształt „bazy dołów śmierci” na terenie Wołynia i Małopolski Wschodniej z dokładnymi współrzędnymi GPS, zdjęciami i dokumentacją, nawet jeśli sama ekshumacja nie nastąpi od razu.
Jego zdaniem perspektywa utworzenia takiej bazy byłaby kwestią kilku lat, przy zaangażowaniu licznych zespołów. – Natomiast sama ekshumacja: dwie-trzy rocznie. W przypadku dwóch tysięcy miejscowości, to jest na pewno kilkaset lat tylko dla Wołynia – ocenił. Do tego dochodzą obszary Małopolski Wschodniej.
Do identyfikacji specjaliści wykorzystują technologię od FBI
Do identyfikacji genetycznej ofiar m.in. zbrodni wołyńskiej, specjaliści z Instytutu Pamięci Narodowej wykorzystują technologię pozyskaną od FBI . Ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN apeluje o przekazywanie materiału genetycznego, by pomóc w identyfikacji ofiar.
Pracujący na miejscu ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN podkreślił w rozmowie z PAP, że podstawowym zadaniem dla badaczy jest podjęcie, oczyszczenie i godne pochowanie szczątków.
Zanim to jednak nastąpi, pobierany jest materiał kostny do badań genetycznych, który następnie trafia do specjalistycznego laboratorium. Uzyskany profil genetyczny z materiału jest następnie porównywany z tym pozyskanym od rodzin ofiar.
- Chcemy potwierdzić, że dana osoba jest rzeczywiście tą osobą i to się dzieje właśnie na drodze badań genetycznych – mówił ks. Trzaska. Jak wyjaśnił, współczynnik prawdopodobieństwa, na podstawie którego można następnie orzec, że mamy do czynienia z konkretną osobą, musi wynosić ok. 99,8 proc.
Ks. Trzaska przypomniał, że IPN prowadzi swoją bazę genetyczną, do czego zobowiązany jest na mocy nowelizacji do ustawy o IPN z 2016 r. Baza ta – zaznaczył – liczy już tysiące profili genetycznych zawierających bardzo konkretne, szczegółowe informacje o krewnych i ofiarach czystek etnicznych czy represji, i stale się poszerza.
Ekspert zachęcał do skorzystania z dostępnej na stronie internetowej Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN zakładki, poprzez którą można zgłosić chęć przekazania materiału biologicznego, dla potencjalnego ułatwienia identyfikacji ofiar np. rzezi wołyńskiej. Specjaliści z IPN udają się następnie do krewnych ofiar.
(PAP)



























































