


Kierunek: urząd pracy
Źródło: PAP
Od 6 lat nie było w Polsce większej liczby ludzi bez legalnej pracy. Najwięcej osób straciło zatrudnienie w województwie mazowieckim - ponad 18 tysięcy. Ale pokazywanie stopy bezrobocia tylko jako słupki i procenty nie oddaje prawdziwego rozmiaru tragedii setek tysięcy ludzi w Polsce.
Ponad 25% młodych do 30. roku życia nie może znaleźć żadnego zatrudnienia. Zbliżony odsetek bezrobotnych jest wśród ludzi w wieku powyżej 50 lat. O tym, że bezrobocie przekroczy 14%, wiadomo było przynajmniej od maja 2012 roku. Tymczasem prognozy budżetowe wręcz kpiły z rzeczywistości - rząd zakładał, że na koniec 2012 roku bezrobocie wyniesie 12,3%. Pomyłka o 1 punkt procentowy to niby nic wielkiego. Odmienne zdanie może mieć 160 tysięcy nowych bezrobotnych.
Z rządowej prognozy wynika, że w tym roku stopa bezrobocia wyniesie maksymalnie 13%. Jeżeli rządzący będą prowadzić "walkę z bezrobociem" dotychczasowymi metodami, to zapisy zawarte w ustawie budżetowej można uznać za idealny antywskaźnik i od razu założyć, że na koniec grudnia 2014 roku będziemy mieli 15% stopę bezrobocia.
Prognozowanie stopy bezrobocia nie musi być trudne
Wystarczy spojrzeć na wykresy i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Stopa bezrobocia wzrasta jesienią, by zacząć spadać w marcu.

Od trzech lat wahania sezonowe mieszczą się w granicach 2 pp, czyli ok. 320 tys. osób. Wahaniom podlega zatrudnienie budowlańców i pracowników zatrudnianych w turystyce i rolnictwie. Ich praca jest sezonowa i zależy od pory roku.

Gdy tylko rządowi statystycy zauważą trend spadkowy wywołany wahaniami sezonowymi, to od razu obwieszczają duży sukces. Z kolei gdy bezrobocie zaczyna rosnąć, powołują się na te same wahania sezonowe, twierdząc, że jest to całkowicie normalne. Zapomina się o tym, by na rynku pracy stworzyć takie mechanizmy, które umożliwią "sezonowcom" znalezienie pracy zimą. I nikt nie chce głośno powiedzieć, że krzywa bezrobocia pnie się w górę.
Pytlarczyk: Bezrobocie jeszcze wzrośnie
Błąd na błędzie
Przyczyn wzrostu liczby osób bez zatrudnienia jest wiele. Wbrew temu, co twierdzą niektóre organizacje związkowe, najważniejsze z nich to przede wszystkim wysokie koszty pracy. W Polsce nie są one wyższe niż w Niemczech czy Francji, ale my nie mamy gospodarki tak silnej jak te kraje. Między innymi dlatego wielu ludzi świadomie zwalnia się z pracy i przechodzi do szarej strefy - wolą nie płacić ZUS-u. Zarabiając 2 tys. zł brutto, na rękę otrzymuje się mniej niż 1,5 tys. zł.
Druga przyczyna to nieelastyczny kodeks pracy, co należy rozumieć jako łatwość zwolnienia lub zatrudnienia pracownika oraz negocjowania z nim kształtu umowy, np. okresów rozliczeniowych, miejsca świadczenia pracy, narzędzi, itd. Rząd poczynił pewne kroki w tej materii i wydłużył maksymalne okresy rozliczeniowe z 4 do 12 miesięcy. Jednak nie zmieniono warunków umowy o pracę, co jest bardzo niekorzystne dla pracowników, którzy mogą zapomnieć o wynagrodzeniu za nadgodziny. To dodatkowo zniechęci dziesiątki tysięcy ludzi do legalnego zatrudnienia. Ponadto prawo praktycznie nie różnicuje kwestii wieku i taką samą umowę o pracę ma zarówno młody absolwent studiów, jak i pracownik w wieku przedemerytalnym.
![]() |
» Stopa bezrobocia przekroczyła 14 procent |
Kosmetyczne zmiany bardziej szkodzą, niż pomagają. Potrzebny jest nam nowy Kodeks pracy z wieloma formami umów oraz nowa ustawa o ubezpieczeniach społecznych, która zwalniałaby z wysokich składek nie tylko rolników, ale także ludzi, którzy zarabiają tak niewiele, że najprawdopodobniej nie będzie im się opłacało dożyć do nędzy na emeryturze.
Jest rezerwowe światełko w tunelu
W Funduszu Pracy mamy ponad 10 mld zł zmagazynowanych przez ministra finansów, który skrupulatnie od 2010 roku nie wykorzystywał tych pieniędzy na walkę z bezrobociem. Jeżeli te pieniądze istnieją naprawdę, a nie są tylko zapisem księgowym, to prawdopodobnie w najbliższym czasie uda się uruchomić programy interwencyjne na większą skalę. Ich skuteczność jest wątpliwa w długim okresie. Ale w krótkim okresie jest to sprawne narzędzie PR-owe, idealne do statystycznego maskowania bezrobocia.
| Zobacz też: | |
| Męcina: w lutym bezrobocie nie wzrośnie więcej niż o 0,4% | |
Minister pracy w połowie 2012 roku w zasadzie wyprosił 500 mln zł na dodatkowe programy. Dzięki temu udało się nieznacznie zahamować wzrost liczby bezrobotnych. Jednak trudno mówić o sukcesie na rynku pracy w przypadku człowieka pozostającego na stażu, za który dostaje wynagrodzenie niższe niż płaca minimalna. Statystycznie nie jest bezrobotny. W praktyce jego położenie niewiele różni się od nieposiadania żadnego zajęcia.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl






























































