

Do tego, że osoby przebywające na zwolnieniu lekarskim mogą zostać skontrolowane przez ZUS czy pracodawcę, już się przyzwyczailiśmy. Jednak urząd skarbowy ścigający chorego za świadczenia NFZ to już nowość.
Każdy ubezpieczony, który przebywa na dłuższym zwolnieniu lekarskim albo ma orzeczoną czasową niezdolność do pracy, może spodziewać się kontroli z ZUS-u. Sprawdzona zostanie nie tylko zasadność orzeczonej przez komisję lekarską niezdolności do pracy, ale także prawidłowość wykorzystania zwolnień lekarskich.
Który pracodawca może nas skontrolować?
Nie tylko urzędników ZUS-u interesuje to, czy chory na L4 właściwie wypoczywa. Również pracodawca może sprawdzić, czy pracownik nie podjął w tym czasie innej dodatkowej pracy, nie remontuje mieszkania albo nie wyjechał na wakacje. Tylko duże firmy zatrudniające ponad 20 pracowników mogą dokonać samodzielnej kontroli. Przedsiębiorcy, którzy do ubezpieczenia chorobowego zgłosili mniej niż 20 osób, mogą co najwyżej skierować wniosek do ZUS-u o wszczęcie kontroli zwolnienia chorobowego pracownika.
ReklamaZobacz także
Chory na celowniku fiskusa
L4 czy ZUS ZLA?
Zwolnienie lekarskie potocznie zwane jest wciąż L4 z powodu dawnego oznaczenia tego formularza. Obecnie to zaświadczenie nosi nazwę ZUS ZLA.
Jeśli system eWUŚ nie potwierdził prawa pacjenta do świadczenia refundowanego z NFZ, to urząd skarbowy może zajrzeć na jego konto bankowe. Jak donosi „Gazeta Prawna” nieubezpieczeni pacjenci skorzystali z wycenianych na 1,2 mln zł porad lekarskich i procedur medycznych. Możliwość taką mieli od 2012 roku dzięki oświadczeniom, że są ubezpieczeni, mimo negatywnej weryfikacji w systemie eWUŚ.
Teraz NFZ ściąga należności za pośrednictwem urzędników skarbówki. Jeśli po procedurze weryfikującej prawo chorego do świadczeń publicznej służby zdrowia okaże się, że nie był on ubezpieczony, NFZ zleca windykację należności z konta pacjenta.
Katarzyna Sudaj




























































