Stan gospodarki światowej pozostawia wiele do życzenia. Przez ponad 5 lat walki z kryzysem, politykom i ekonomistom wciąż nie udało się znaleźć skutecznego rozwiązania na trwałe wyjście z recesji. Na tym tle Polska prezentuje się całkiem nieźle. Prognozy wzrostu PKB dla naszego kraju na 2014 rok wyglądają obiecująco. Jeśli się spełnią, to będą dobrym fundamentem do silniejszych wzrostów w 2015 roku.
Z prognoz OECD wynika, że na koniec 2014 roku Polska odnotuje wzrost gospodarczy na poziomie 2,6%. Rząd założył, że przyszłoroczne PKB wyniesie 2,5%. Jest to ostrożna prognoza. Z szacunków różnych analityków wynika, że polski wzrost gospodarczy w 2014 roku wyniesie od 2,3 do nawet 3%. Gdyby spełnił się najbardziej optymistyczny scenariusz, to równocześnie znacznie zmalałaby stopa bezrobocia. Przy wzroście wynoszącym 2,5% liczba bezrobotnych raczej pozostanie bez zmian.
Na lepszą koniunkturę przełoży się kilka istotnych czynników. Oprócz dobrych wyników polskich eksporterów, wzrostu spożycia indywidualnego i co prawda minimalnie, ale jednak wzrostu inwestycji, na uwagę zasługiwać będzie lekkie ożywienie w sektorze budowlanym. Będzie ono spowodowane napływem nowych środków z UE oraz wsparciu programu "Mieszkanie dla młodych". Obecnie nastroje w tym sektorze są dość ponure. Niemniej budowlanka najgorsze ma już za sobą. Niskie stopy procentowe, lekka poprawa koniunktury w przemyśle oraz optymizm przedsiębiorców, powinny przełożyć się także na ten sektor.
Problemem wciąż pozostaną finanse publiczne, które pomimo przejęcia aktywów OFE w dalszym ciągu będą wymagały reformy. Rząd musi się skupić na cięciu sztywnych wydatków budżetowych oraz ograniczeniu rozrostu administracji. Bez poważnych reform w systemie podatkowym oraz likwidacji setek niepotrzebnych obowiązków administracyjnych nie ma mowy o budowaniu trwałych fundamentów do silnych wzrostów.
Co ożywienie oznacza dla Kowalskiego?
Przyszły rok nie będzie idealny. Niestety, niekorzystne dla większości podatników zmiany w sposobie rozliczania podatku dochodowego odrobinę obniżą zasoby gotówkowe. Blisko pół miliona osób dostanie mniejszy zwrot z podatku na skutek częściowej likwidacji ulgi internetowej i zmodyfikowaniu ulgi prorodzinnej.
Wskaźniki wskaźnikami, ale mają one bezpośrednie przełożenie na grubość naszych portfeli. Realne wynagrodzenia w 2013 roku wzrosły o 2%, a nominalnie o 2,8%. Przy wyższym wzroście gospodarczym, obniżającym się lekko bezrobociu oraz poprawie koniunktury w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, wynagrodzenia powinny wzrosnąć realnie przynajmniej o 3,5% do 4%. Niemniej przedsiębiorcy odczują rosnącą presję płacową dopiero w połowie przyszłego roku. Naturalnie nie każdy może liczyć na podwyżki. W większym stopniu dotyczyć będą one dużych przedsiębiorstw.
W gorszej sytuacji są pracownicy administracji. Płace wciąż są zamrożone. Rząd w końcu będzie musiał podjąć się reformy finansów publicznych, a co za tym idzie - część czeka redukcja etatów. Dotkliwie odczują to nauczyciele, chociaż tutaj zwolnienia będą hamowane przez posłanie 6-latków do szkół. Istotne znaczenie dla poprawy finansów przeciętnego Kowalskiego będzie miał napływ środków z Unii Europejskiej. Ogólnie, przyjmując nawet negatywne scenariusze, przyszły rok powinien być dla naszych portfeli lepszy niż 2013 rok.
Łukasz Piechowiak






















































